Reakcja banków centralnych nie jest wcale oczywista, ale wiele wskazuje na to, że wyciągnęły wnioski z doświadczeń II połowy 2021 i I połowy 2022 roku, kiedy pozwoliły uciec inflacji w podniebne rejony. Swój brak reakcji uzasadniały tym, że inflacja wynika z szoków podażowych i jest w związku z tym "przejściowa". Zatem polityka pieniężna nie powinna na nią reagować, gdyż na szoki podażowe nie ma wpływu. Tymczasem skok cen paliw nie sprowadza się tylko do cen paliw. "Ponieważ energetyka stanowi podstawę niemal każdego sektora, wzrosty cen szybko rozprzestrzeniają się w łańcuchach dostaw. Wyższe ceny paliw podnoszą koszty transportu, zwiększają koszty produkcji i ostatecznie przyczyniają się do inflacji w przypadku towarów i usług, które ostatecznie trafiają do konsumentów" - napisała Maryam Lotfi, wykładowczyni zagadnień zrównoważonego zarządzania łańcuchem dostaw na Uniwersytecie w Cardiff na portalu "The Conversation. Jak tłumaczył to już niejednokrotnie Andrzej Sławiński, profesor SGH i był członek Rady Polityki Pieniężnej, w sytuacji szoków podażowych banki centralne także powinny reagować, szybko i zdecydowanie. Po to, żeby zapobiec przeniesieniu się impulsu inflacyjnego na pozostałe ceny konsumpcyjne. Nie chodzi tu tylko o to, że wzrost surowców energetycznych przekłada się szybko na wyższe ceny na stacjach benzynowych, transportu, energii, produkcji. Chodzi także o to, że jest impulsem rozbudzającym oczekiwania inflacyjne, którymi bank centralny powinien zarządzać.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie po ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran wywołała niepokój na światowych rynkach surowcowych. W odpowiedzi na działania militarne Teheran przeprowadził odwetowe ataki na Izrael oraz amerykańskie bazy w regionie, a dodatkowo ogłosił blokadę ruchu tankowców w Cieśninie Ormuz – jednym z najważniejszych szlaków transportu ropy naftowej na świecie.
Choć napięcia w regionie natychmiast znalazły odzwierciedlenie w cenach surowców, reakcja rynków była dotychczas stosunkowo umiarkowana. Jak ocenia dr hab. inż. Krzysztof Zięba z Wydziału Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej, wzrost cen ropy jest zauważalny, ale nie ma charakteru gwałtownego szoku.
Zdaniem eksperta rynki finansowe w pewnym stopniu przygotowały się na scenariusz militarnej konfrontacji z Iranem, dlatego reakcja inwestorów była ograniczona.
Polscy kierowcy powinni liczyć się z podwyżkami cen na stacjach paliw, jednak nie będą one – przynajmniej na razie – dramatyczne.
Ekspert wskazuje, że na ostateczną cenę paliwa wpływa nie tylko koszt samej ropy, lecz także kurs dolara. W okresach globalnej niepewności amerykańska waluta zazwyczaj się umacnia, podobnie jak inne tzw. bezpieczne aktywa, takie jak złoto. To dodatkowo podnosi koszt importowanych surowców.
Mimo to scenariusz, w którym litr benzyny w Polsce kosztowałby 8–9 zł, jest według specjalisty mało realny. Bardziej prawdopodobny jest wzrost cen rzędu 15–20 procent, a skala podwyżek będzie zależeć przede wszystkim od tego, jak długo utrzyma się konflikt.
Największe obawy ekonomistów budzi możliwość dłuższego zablokowania Cieśniny Ormuz. Przez ten wąski przesmyk między Iranem a Omanem przepływa około jedna czwarta globalnego transportu ropy oraz jedna piąta światowych dostaw skroplonego gazu ziemnego.
Jest to kluczowa trasa eksportowa dla surowców z państw Zatoki Perskiej, takich jak Arabia Saudyjska, Irak, Kuwejt czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Po ogłoszeniu blokady setki tankowców zostały zatrzymane po obu stronach cieśniny.
Zdaniem ekonomistów długotrwałe ograniczenie transportu mogłoby poważnie zmniejszyć podaż ropy na światowych rynkach. Istnieją wprawdzie alternatywne szlaki transportu surowca, jednak ich przepustowość jest znacznie mniejsza i nie pozwoliłaby w pełni zastąpić ruchu przez Ormuz.
Rosnące ceny ropy niemal natychmiast przekładają się na wyższe koszty transportu, a to z kolei wpływa na ceny wielu innych produktów. Energia jest bowiem podstawą funkcjonowania niemal wszystkich sektorów gospodarki – od przemysłu po rolnictwo.
Droższe paliwo może więc pośrednio podnieść ceny żywności, usług czy transportu. Eksperci podkreślają jednak, że krótkotrwały wzrost cen surowców zwykle ma ograniczony wpływ na inflację.
Według analiz ekonomistów wzrost ceny ropy o około 10 dolarów za baryłkę może podnieść inflację w krajach importujących surowiec o kilka dziesiątych punktu procentowego, o ile utrzyma się przez dłuższy czas.
Na rozwój sytuacji mogą wpływać również decyzje największych gospodarek świata. Szczególną uwagę analitycy zwracają na Chiny, które są jednym z najważniejszych odbiorców irańskiej ropy – odpowiada ona za około jedną dziesiątą ich zużycia tego surowca.
Ewentualne uderzenie w irańską infrastrukturę eksportową, zwłaszcza terminale obsługujące większość dostaw do Azji, mogłoby skłonić Pekin do reakcji gospodarczej lub politycznej.
Niepewność zwiększa również trudna do przewidzenia polityka Stanów Zjednoczonych. Decyzje Waszyngtonu mogą w dużej mierze determinować skalę dalszej eskalacji konfliktu.
Na razie większość ekonomistów uważa, że obecna sytuacja bardziej przypomina wstrząs na rynku niż pełnowymiarowy kryzys. Wiele będzie zależeć od trzech czynników: skali działań militarnych, ich intensywności oraz czasu trwania.
Jeśli konflikt pozostanie ograniczony i nie obejmie większej liczby państw regionu, jego skutki dla światowej gospodarki mogą okazać się stosunkowo niewielkie.
Dla Polski oznacza to przede wszystkim umiarkowane podwyżki cen paliw i niewielkie zakłócenia w handlu międzynarodowym. Zdaniem ekspertów nie należy się również obawiać powrotu do dwucyfrowej inflacji ani wyraźnego spowolnienia gospodarki.
Jednak im dłużej potrwa konflikt i im bardziej rozszerzy się na region Zatoki Perskiej, tym silniej jego skutki mogą odczuć konsumenci – także w Europie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze