11 lutego mija 17 lat od momentu, gdy w Polsce w praktyce wstrzymano obowiązkową zasadniczą służbę wojskową i postawiono na armię zawodową. Dyskusja o tym, czy pobór powinien wrócić, wraca dziś z nową siłą – wraz z pytaniami o rezerwy, przygotowanie infrastruktury i społeczną gotowość na taki krok.
Przepisy, które weszły w życie 11 lutego 2009 roku, nie zniosły obowiązku obrony państwa, tylko zawiesiły pobór. To istotna różnica: w razie poważnego zagrożenia bezpieczeństwa państwa, decyzja o „odwieszeniu” zasadniczej służby może wrócić na rządowy stół. Jak przypomina się w debacie, argumentem byłyby scenariusze skrajne – wojna albo sytuacja międzynarodowa wskazująca na wysokie ryzyko agresji na Polskę lub sojuszników NATO.
Ostatni poborowi zostali powołani do wojska w grudniu 2008 roku. Wtedy politycy mówili o „rewolucji” i przejściu na model zawodowy jako kluczowym elemencie modernizacji armii. Ówczesny minister obrony Bogdan Klich przekonywał, że Polska zmierza do tego, by „od 1 stycznia 2010” nikt nie trafiał do wojska wbrew swojej woli, a przymusowa służba „staje się zakładem pracy”.
W ostatnich dniach głos w sprawie zabrał gen. Leon Komornicki, były zastępca Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Wskazywał, że przeszkolenie powinno obejmować wszystkich obywateli – „i obywatelka również” – po ukończeniu 19. roku życia. Jednocześnie podkreślał, że jeśli powrót miałby nastąpić, to nie w formule sprzed lat, gdy pobór był masowy i organizacyjnie oparty na innych realiach.
Generał zwracał też uwagę na barierę polityczną: jego zdaniem część decydentów obawia się kosztów wizerunkowych i społecznego sprzeciwu. Mocno wybrzmiał przy tym argument praktyczny – o przygotowaniu armii „od środka”.
„Dziś żołnierz jest swoistym pracownikiem. Przychodzi na 8 i kończy służbę o 15. A gotowość bojowa wymaga pobytu w koszarach przez 24 godziny na dobę” – mówił, wskazując na braki w bazie socjalnej i szkoleniowej oraz lata zaniedbań, które oznaczałyby dziś wielkie nakłady finansowe przy ewentualnym powrocie do poboru.
W internetowej ankiecie dotyczącej przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej większość głosujących opowiedziała się „za”. W momencie publikacji wyników 60 proc. wskazań popierało powrót poboru, 38 proc. było przeciw, a 2 proc. nie miało zdania (przy 2376 oddanych głosach). To obraz nastrojów, który pokazuje przewagę zwolenników, ale jednocześnie uwidacznia, jak silnie temat dzieli opinię publiczną.
W Europie nie ma jednego standardu. Obowiązkowy pobór utrzymują m.in. państwa bałtyckie (Litwa, Łotwa, Estonia) i część krajów nordyckich (Norwegia – z powoływaniem także kobiet, a także Szwecja, Finlandia i Dania), a także Grecja i Turcja. Z kolei wiele państw Europy Zachodniej opiera siły zbrojne na zawodowcach.
Ciekawy jest przykład Niemiec: po zawieszeniu poboru w 2011 roku Berlin wdraża od 2026 r. rozwiązanie „pośrednie”. Zakłada ono m.in. wysyłkę formularzy do młodych osób z pytaniami o gotowość do służby; w wariantach rozważanych publicznie pojawia się też mechanizm losowania, jeśli ochotników byłoby za mało. To model, który ma zwiększyć zasób danych o potencjalnych rekrutach i rezerwach, ale formalnie opierać się na dobrowolności – przynajmniej na starcie.
Równolegle w Polsce działa ścieżka ochotnicza. Dobrowolna zasadnicza służba wojskowa zaczyna się od 27-dniowego szkolenia podstawowego w jednostkach w całym kraju, a według podawanych informacji za ten etap przysługuje 6300 zł brutto, z zapewnionym wyżywieniem i zakwaterowaniem. Rekrutacja odbywa się przez dedykowaną platformę internetową.
W 2026 r. wskazywano m.in. turnusy szkolenia podstawowego w terminach: 12 stycznia–7 lutego, 9 lutego–7 marca, 9 marca–4 kwietnia, 4–30 maja, 8 czerwca–4 lipca, 13 lipca–8 sierpnia, 17 sierpnia–12 września, 28 września–24 października oraz 16 listopada–12 grudnia.
Spór o pobór dotyka dziś jednocześnie trzech warstw: bezpieczeństwa i rezerw, możliwości organizacyjnych armii oraz politycznej i społecznej akceptacji. To dlatego rocznicowa data – 11 lutego, 17 lat po zawieszeniu – nie jest tylko symbolem końca pewnej epoki. Dla wielu to punkt wyjścia do pytania, czy w nowych realiach Polska potrzebuje powszechnego przeszkolenia, czy raczej większej skali rozwiązań ochotniczych i rezerw budowanych innymi metodami.
red.oprac.al
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze