Reklama

Polacy biorą kredyty na rezonans. Tak wygląda dziś „darmowa” służba zdrowia

Jeszcze niedawno hasło „raty 0 proc.” kojarzyło się z zakupem lodówki, telefonu albo wakacji. Dziś w Polsce na raty można rozłożyć… rezonans magnetyczny i kolonoskopię. To nie ponury żart ani futurystyczna wizja. To rzeczywistość systemu ochrony zdrowia po decyzji NFZ o ograniczeniu finansowania części badań diagnostycznych wykonywanych ponad limity kontraktowe.

Efekt? Kolejki rosną lawinowo, prywatne sieci medyczne wycofują się z wykonywania badań na NFZ, a pacjenci coraz częściej słyszą brutalnie prosty komunikat: albo zapłacisz prywatnie, albo będziesz czekać miesiącami.

W praktyce oznacza to nawet ponad 600 dni oczekiwania na rezonans magnetyczny i blisko półtora roku na kolonoskopię w niektórych placówkach. Dla wielu pacjentów taki czas może oznaczać nie tylko późniejszą diagnozę, ale po prostu utratę szansy na skuteczne leczenie.

Państwo ogranicza finansowanie, rynek natychmiast odpowiada

Od miesiąca obowiązuje zarządzenie prezesa NFZ, które znacząco obniżyło stawki za badania wykonywane ponad zakontraktowane limity. W przypadku gastroskopii i kolonoskopii fundusz płaci dziś jedynie 60 proc. dotychczasowej kwoty, a za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową — połowę.

Reklama

Na reakcję rynku nie trzeba było długo czekać.

Jedna z największych sieci diagnostycznych w kraju, giełdowy Voxel, niemal natychmiast poinformowała inwestorów o zmianie strategii. Firma zapowiedziała rozwój badań komercyjnych i ograniczenie tzw. nadwykonań finansowanych przez NFZ. Mówiąc wprost: mniej badań dla pacjentów publicznego systemu, więcej usług opłacanych prywatnie.

Lekarze i eksperci od początku ostrzegali, że właśnie taki będzie efekt decyzji funduszu. Pacjenci zostaną przesunięci na odległe terminy albo usłyszą propozycję wykonania badania „od ręki” — ale już za własne pieniądze.

Reklama

Dziś ten scenariusz właśnie się realizuje.

Rezonans na raty. Medycyna zaczyna przypominać sklep internetowy

Najbardziej symboliczny moment tej zmiany przyszedł wraz z nową ofertą jednej z dużych grup diagnostycznych. Firma zaczęła promować możliwość rozłożenia kosztów badań obrazowych na raty 0 proc. we współpracy z operatorem płatności PayU.

W reklamowych komunikatach mowa jest o „zwiększaniu dostępności diagnostyki” i „umożliwieniu szybszego dostępu do badań”. Wszystko odbywa się online, szybko i wygodnie — dokładnie tak, jak przy zakupach w e-commerce.

Reklama

Problem w tym, że nie chodzi o telewizor czy nowy smartfon, lecz o badania, od których może zależeć wykrycie nowotworu.

Kwoty również nie są symboliczne. Kolonoskopia w znieczuleniu, tomografia z kontrastem czy rezonans magnetyczny wykonywane prywatnie potrafią kosztować kilka tysięcy złotych, zwłaszcza gdy lekarz zleca kilka badań jednocześnie. Dla wielu rodzin to wydatek przekraczający miesięczny budżet.

Co znamienne, do korzystania z komercyjnej diagnostyki zaczynają zachęcać nawet publiczne szpitale. Placówki reklamują „szybkie terminy”, brak skierowania czy możliwość wykonania badań w komfortowych warunkach. Oficjalnie to jedynie rozszerzenie oferty. Nieoficjalnie — dowód na to, że publiczny system przestaje być wydolny.

Reklama

„Pacjentom już jest lepiej”? Dane pokazują coś zupełnie odwrotnego

W tym samym czasie minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda w telewizyjnym wywiadzie przekonywała, że sytuacja pacjentów „już jest lepsza”. Ta wypowiedź wywołała polityczną burzę.

Były wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński ironizował, że po zmianach pacjenci mogą już kupować rezonans i tomografię „na raty 0 proc.”, a jedyne, czego brakuje, to kod rabatowy z nazwiskiem minister.

Polityczne spory nie zmieniają jednak najważniejszego — danych. A te są alarmujące.

Fundacja Alivia, wspierająca pacjentów onkologicznych, alarmuje, że już po pierwszym miesiącu obowiązywania nowych zasad czas oczekiwania na badania gwałtownie wzrósł. Średni termin rezonansu magnetycznego wydłużył się z 85 do 105 dni. W przypadku kolonoskopii wzrost był jeszcze bardziej dramatyczny — z 407 do 450 dni.

Reklama

W konkretnych szpitalach sytuacja wygląda wręcz absurdalnie. W Bielsku-Białej na kolonoskopię trzeba czekać ponad 490 dni. W Uniwersyteckim Centrum Klinicznym Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego czas oczekiwania na rezonans przekroczył 600 dni.

Lekarze alarmują, że w onkologii takie opóźnienia mogą mieć tragiczne skutki. Im później wykryta choroba, tym mniejsze szanse na skuteczne leczenie i większe koszty terapii w przyszłości.

Dodatkowo organizacje pacjenckie zwracają uwagę na jeszcze jeden problem: pacjenci onkologiczni wcale nie są tak dobrze chronieni przed skutkami cięć, jak przekonuje resort zdrowia. Formalnie szybka ścieżka onkologiczna kończy się bowiem w momencie rozpoczęcia leczenia. Potem wielu chorych wraca do tego samego systemu kolejek, co wszyscy inni.

Reklama

A to oznacza, że Polska coraz wyraźniej dzieli się dziś na dwa światy: tych, którzy mogą zapłacić za diagnozę od ręki, i tych, którzy muszą czekać miesiącami — często z tykającą bombą zdrowotną w organizmie.

Źródło: niezalezna.pl
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Riks - niezalogowany 2026-05-13 05:14:00

    Ważne że PiS nie rządzi

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama