Ponad 50 kotów perskich w 41-metrowym mieszkaniu w komunalnej kamienicy w centrum Legnicy – ta informacja poruszyła mieszkańców i uruchomiła interwencję służb. Na miejscu pojawili się policjanci oraz lekarz weterynarii z Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej. Choć warunki opisywane przez wolontariuszy robią wstrząsające wrażenie, po kontroli nie stwierdzono zaniedbań, które pozwoliłyby na interwencyjne odebranie zwierząt.
Do mieszkania – jak relacjonowano – weszła m.in. wolontariuszka jednej z organizacji prozwierzęcych.
„Jak wyszłam stamtąd, oczy miałam pełne łez. Dramat. Dramat kotów i w tym dramacie człowiek. Kobieta, która się pogubiła. Zwierzętom trzeba pomóc, ale tej pani też” – mówiła, opisując to, co zobaczyła w środku.
W przekazach pojawiają się szczegóły dotyczące stanu lokalu: zawalone kartonami i workami, przesiąkniętymi kocim moczem, pozamykane okna, brudne szyby i zapach wyczuwalny już od parteru. Koty miały przebywać w całym mieszkaniu – od klatki z kociętami po dorosłe osobniki na drapakach i workach. Łącznie mowa była o 55 zwierzętach na 41 metrach kwadratowych.
Zgłoszenie podejrzenia znęcania się nad zwierzętami doprowadziło do kontroli w środę 4 lutego. Do mieszkania weszli policjanci oraz lekarz weterynarii z inspekcji, a także wolontariuszka. Spodziewano się, że zwierzęta trzeba będzie zabezpieczyć – tak się jednak nie stało.
Z relacji wynika, że lekarz weterynarii zbadał koty, a następnie uznano, że nie ma podstaw do interwencyjnego odebrania zwierząt. Policja wskazywała, że „nie stwierdzono zaniedbań”.
Powiatowa lekarz weterynarii w Legnicy przekazywała, że zwierzęta miały karmę i wodę, a także miały być zdrowe i zadbane. W jej ocenie sama liczba kotów w niewielkiej przestrzeni może szokować, ale przepisy nie określają minimalnej normy powierzchni dla takich zwierząt – co utrudnia podejmowanie decyzji wyłącznie na podstawie metrażu.
Jednocześnie w tej samej relacji pojawia się zastrzeżenie, że sprawa przypomina raczej pseudohodowlę niż profesjonalną hodowlę kotów rasowych, a przynależność do stowarzyszenia bez międzynarodowej kontroli nie musi gwarantować zachowania standardów.
Właścicielka mieszkania – według opisów – sprzedaje koty perskie przez internet i zapewnia, że hodowla jest legalna oraz zarejestrowana w Ogólnopolskim Stowarzyszeniu Psa i Kota „Rodowodowy Pupil”, a także że ma pozytywną opinię inspekcji weterynaryjnej. Jednocześnie podkreślano, że nie wszystkie przedstawiane informacje mają być zgodne z prawdą.
To właśnie wątek „legalności” stał się jednym z najbardziej zapalnych punktów dyskusji: z jednej strony wskazuje się na formalne ramy działania, z drugiej – na realne warunki bytowe i skalę zagęszczenia zwierząt, które mogą rodzić ryzyka sanitarne oraz sprzyjać chowowi wsobnemu i problemom genetycznym.
Choć z perspektywy policji interwencja nie przyniosła decyzji o odebraniu zwierząt, wolontariusze i lokalna radna zaangażowana w sprawę zapowiadają dalsze działania. W tle pojawia się też deklaracja inspektoratu o kontynuowaniu nadzoru.
W przekazach podkreślano również, że właścicielka kotów ma współpracować z fundacją i deklarować chęć zmniejszenia populacji zwierząt. Część kotów została już wykastrowana, a kolejne mają przejść zabiegi.
W tej historii wybrzmiewa nie tylko spór o jedną kawalerkę w centrum Legnicy. „Cała historia niestety pokazuje niedostatki systemu ochrony zwierząt” – mówiła cytowana w relacjach radna Katarzyna Odrowska, zapowiadając, że tematu nie zostawi i chce dopilnować, by sytuacja nie eskalowała w kierunku znanych z kraju skrajnych przypadków zaniedbań.
red.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze