Klasycznych prac domowych, takich jak przed kwietniowym rozporządzeniem, nie będzie – zapowiedziała wiceszefowa Ministerstwa Edukacji Katarzyna Lubnauer. Choć z badań wynika, że większość nauczycieli chciałaby ich powrotu, resort uważa, że zmiany nie obniżyły wyników uczniów i nie zamierza wracać do poprzednich rozwiązań. W rozmowie poruszono też temat nowego przedmiotu – edukacji zdrowotnej.
Od wiosny 2024 roku w szkołach podstawowych obowiązują nowe zasady dotyczące prac domowych. W klasach I–III nauczyciele nie zadają już pisemnych i praktyczno-technicznych zadań do domu, a w klasach IV–VIII prace domowe stały się nieobowiązkowe i nie są oceniane. Po roku funkcjonowania zmian ministerstwo zapowiedziało ich ewaluację. Z badań przeprowadzonych w szkołach wynika, że zdecydowana większość nauczycieli chciałaby przywrócenia prac domowych w jakiejś formie.
Mimo tych opinii Katarzyna Lubnauer jasno stwierdziła, że „prace domowe w postaci, jak było to przed rozporządzeniem, na pewno nie wrócą”. Podkreśliła, że nie ma sensu odtwarzać systemu, w którym uczniowie spędzali wieczory nad rozbudowanymi zadaniami, makietami czy domowymi projektami technicznymi. Zwróciła uwagę, że w wielu domach i tak to rodzice odrabiali prace za dzieci, co wypaczało sens zadania.
Według wiceminister dotychczasowe analizy nie pokazują, by po zmianach spadły kompetencje uczniów czy poziom egzaminów końcowych. Resort stoi na stanowisku, że to, co najważniejsze, powinno dziać się w szkole – na dobrze prowadzonych zajęciach, przy wsparciu nauczyciela – a praca w domu ma raczej służyć spokojnemu powtórzeniu materiału czy lekturze, a nie zastępować dodatkowe godziny lekcyjne.
Rozmowa dotyczyła także edukacji zdrowotnej, która od 1 września została wprowadzona w klasach IV–VIII szkół podstawowych oraz w szkołach ponadpodstawowych. To nowy przedmiot obejmujący m.in. zdrowie fizyczne, psychiczne, seksualne, społeczne i środowiskowe. Zajęcia nie są jednak obowiązkowe. Według danych resortu bierze w nich udział około 920 tysięcy uczniów, czyli mniej więcej 30 procent uprawnionych.
Katarzyna Lubnauer nie zgodziła się z tezą, że to porażka ministerstwa. Przypomniała, że także w przypadku wcześniejszych zajęć „wychowanie do życia w rodzinie” z roku na rok malała liczba uczestników. Podkreśliła, że edukacja zdrowotna jest pomyślana jako przedmiot, który ma dawać młodym ludziom odporność na całe życie – zarówno w sferze fizycznej, jak i psychicznej – i że to rodzice często obawiają się nowości, zanim poznają faktyczny program zajęć.
Wiceszefowa resortu przyznała, że nie jest tajemnicą, iż ministerstwo chciałoby w przyszłości, aby edukacja zdrowotna stała się przedmiotem obowiązkowym. Na razie jednak żadnych decyzji w tej sprawie nie ma. Zdaniem Lubnauer kluczowe jest dziś przekonanie rodziców, że nie jest to przedmiot „groźny” ani ideologiczny, lecz praktyczny i potrzebny – uczący m.in. dbania o własne zdrowie, reagowania na kryzysy psychiczne czy świadomego korzystania z informacji.
W ten sposób z jednej strony resort zamyka dyskusję o powrocie do dawnych, ocenianych prac domowych, z drugiej – otwiera kolejną debatę o kształcie szkoły, w której coraz więcej miejsca ma zajmować profilaktyka i przygotowanie uczniów do radzenia sobie z wyzwaniami współczesnego świata.
red.al
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze