Dom Aukcyjny Felzmann w Neuss miał w poniedziałek rozpocząć sprzedaż prywatnej kolekcji, obejmującej dokumenty i przedmioty związane z ofiarami niemieckich zbrodni. Haniebna aukcja wywołała lawinę komentarzy. Do sprawy odniosła się także niemiecka ambasada. Słowa dyplomaty mogą jednak zaskakiwać.
Przeciw aukcji zaprotestował m.in. Międzynarodowy Komitet Oświęcimski, a rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego Rafał Leśkiewicz oświadczył, iż prezydent apeluje do polskiego rządu, by ten zażądał zwrotu pamiątek, a w ostateczności je wykupił. Działania domu aukcyjnego potępiła też minister kultury Marta Cienkowska.
„Ambasador Jan Tombiński, który od kilku dni interweniował u władz Westfalii w tej sprawie poinformował mnie, że wszystkie artefakty już zniknęły z internetowej strony skandalicznej aukcji” - napisał na platformie X Sikorski.
Minister wcześniej poinformował też, że w tej sprawie rozmawiał z szefem MSZ Niemiec Johannem Wadephulem. „Zgodziliśmy się, że należy zapobiec takiemu zgorszeniu” - dodał.
„Pamięć o ofiarach Holokaustu nie jest towarem i nie może być przedmiotem komercyjnego obrotu. Polska dyplomacja apeluje o powrót artefaktów do Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu” - podkreślił wicepremier.
Po południu Sikorski podziękował na platformie X szefowi niemieckiego MSZ za informację o anulowaniu aukcji.
Reakcja niemieckiej ambasady oburzająca
Do sprawy odniósł się ambasador Niemiec Miguel Berger, pisząc na X, że „z zadowoleniem przyjmuje odwołanie tej aukcji”. „Nigdy nie powinna była się ona odbyć. Nie wolno handlować dokumentami i przedmiotami osobistymi ofiar nazizmu” - dodał. Jednak w pierwszej wersji wpisu, Berger zamiast o „dokumentach i przedmiotach osobistych" napisał, że "nie należy handlować pamiątkami”.
Określenie "pamiątki" wobec historycznych dowodów niemieckich zbrodni oburzyło m.in. posła PiS Pawła Jabłońskiego. "To nie są żadne 'pamiątki' panie ambasadorze, tylko dowody waszych zbrodni – za które najwyższa pora zapłacić" – wskazał.
[twitter=1990060637938958358]
Między innymi do tych słów odniósł się w poniedziałek podczas konferencji prasowej b. wiceszef MSZ i pełnomocnik rządu PiS ds. odszkodowań za straty wojenne, europoseł Arkadiusz Mularczyk. - Polska musi aktywnie walczyć o prawdę, musi aktywnie domagać się sprawiedliwości w relacjach z Niemcami. W przeciwnym przypadku jesteśmy świadkami sytuacji, w której dzieci, wnukowie, niemieckich zbrodniarzy (...) sprzedają na aukcjach w internecie zrabowane rzeczy z naszego kraju - podkreślił Mularczyk.
- Albo ta kwestia będzie uregulowana i rząd obecny podejmie działania, albo będziemy świadkami rewizji historycznej przez Niemców. (...) Wzywamy (ambasadora Niemiec - PAP) do tego, żeby sam podał się do dymisji lub żeby minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski uznał, że jego dalsza misja w Polsce jest niecelowa - zaznaczył europoseł.
Jak poinformowała gazeta „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, na liście obiektów przeznaczonych do sprzedaży znajdował się m.in.: list więźnia z Auschwitz „o bardzo niskim numerze” do adresata w Krakowie. Cena wywoławcza – 500 euro. Diagnozę lekarską z obozu koncentracyjnego Dachau dotyczącą przymusowej sterylizacji więźnia wyceniono na 400 euro. Karta z kartoteki Gestapo z informacją o egzekucji żydowskiego więźnia w getcie Mackheim w lipcu 1942 r. ma cenę wywoławczą 350 euro. W katalogu znajduje się też antyżydowski plakat propagandowy oraz gwiazda Dawida z obozu Buchenwald, a także list z akwarelą namalowaną przez Bronisława Czecha, polskiego narciarza i trzykrotnego olimpijczyka zamordowanego w Auschwitz.
Katalog zawierał także ponad 20 materiałów dotyczących więźniów obozu koncentracyjnego na Majdanku - poinformowała PAP rzeczniczka Państwowego Muzeum na Majdanku Agnieszka Kowalczyk-Nowak. Z kolei Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych (UdSKiOR) przekazał, że Dom Aukcyjny Felzmann miał wystawić na sprzedaż także pamiątki związane z ofiarami zbrodni katyńskiej, a wśród nich znalazły się m.in. telegram jeńca Umińskiego z obozu w Starobielsku oraz koperta listu jeńca Jana Leszczyńskiego z obozu w Ostaszkowie.
W odpowiedzi na pytanie „FAZ”, Dom Aukcyjny oświadczył, że prywatni kolekcjonerzy prowadzą intensywne badania i przyczyniają się do pogłębiania wiedzy historycznej. Ich działalność służy zachowaniu pamięci, a nie handlowaniu cierpieniem. Redakcja gazety przypomniała, że pierwsza część prywatnej kolekcji została sprzedana sześć lat temu. Kupcy dokumentów znajdują się między innymi w Ameryce.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze