Polska może pozyskać nawet blisko 200 mld zł na rozwój armii z unijnego programu SAFE. Jednak wokół sposobu finansowania modernizacji Sił Zbrojnych narasta polityczny spór. Rząd naciska na szybkie wdrożenie europejskiego mechanizmu, podczas gdy prezydent i prezes NBP proponują alternatywę – „polski SAFE 0 proc.”. Eksperci ostrzegają jednak, że taka koncepcja może budzić poważne wątpliwości prawne i ekonomiczne.
Zarówno rząd, jak i prezydent podkreślają, że rozwój polskich Sił Zbrojnych jest jednym z najważniejszych priorytetów państwa. Różnice pojawiają się jednak w kwestii sposobu finansowania tego procesu.
Rada Ministrów z premierem Donaldem Tuskiem i wicepremierem, ministrem obrony narodowej Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem przekonuje, że kluczowym rozwiązaniem jest unijny program SAFE, który ma wspierać dozbrajanie państw europejskich.
Polska może być jego największym beneficjentem – z programu mogłaby otrzymać ok. 43,7 mld euro, czyli prawie 200 mld zł. Według deklaracji rządu aż 89 proc. tych środków miałoby trafić do polskich firm zbrojeniowych.
Zdaniem przedstawicieli rządu to szansa nie tylko na zwiększenie potencjału armii, ale także na rozwój krajowego przemysłu obronnego.
Sejm przyjął ustawę umożliwiającą przystąpienie Polski do programu SAFE, a pod koniec lutego Senat wprowadził do niej poprawki. Jedna z nich zakłada, że spłata pożyczek z programu nie będzie finansowana z budżetu Ministerstwa Obrony Narodowej.
Teraz decyzja należy do prezydenta Karola Nawrockiego. Zgodnie z konstytucją ma on 21 dni na podpisanie ustawy – termin upływa 20 marca.
Prezydent wielokrotnie sygnalizował jednak wątpliwości dotyczące warunkowości programu. Podkreślał, że chce dokładnie przeanalizować jego konsekwencje dla Polski.
W środę prezydent Karol Nawrocki razem z prezesem Narodowego Banku Polskiego Adamem Glapińskim zaprezentowali własną koncepcję finansowania modernizacji armii – tzw. „polski SAFE 0 proc.”.
Według przedstawionej propozycji środki na wsparcie obronności miałyby zostać wygenerowane przez NBP i przekazane – zgodnie z obowiązującymi przepisami – do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Jak podkreślał Glapiński, rozwiązanie to nie wiązałoby się z żadnymi odsetkami finansowymi.
Prezes banku centralnego zaznaczył jednocześnie, że projekt nie zakłada wykorzystywania rezerw walutowych ani złota NBP, ponieważ byłoby to niezgodne z prawem.
Prezydent zapowiedział również wysłanie do premiera i ministra obrony zaproszenia na spotkanie poświęcone tej koncepcji.
Propozycja prezydenta spotkała się z natychmiastową reakcją rządu. Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił, że unijny SAFE zapewnia konkretne i szybkie środki na modernizację polskiej armii.
Jak zaznaczył, projekt prezydencki nie powinien być traktowany jako alternatywa dla programu europejskiego. Jego zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłoby równoległe funkcjonowanie obu mechanizmów, co mogłoby dać nawet 400 mld zł na modernizację sił zbrojnych.
Kosiniak-Kamysz ostrzegł również przed scenariuszem, w którym prezydent zawetuje ustawę dotyczącą SAFE, a jednocześnie Sejm odrzuci projekt „SAFE 0 proc.”.
Premier Donald Tusk w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych zaapelował do prezydenta o szybkie podpisanie ustawy.
Podkreślił, że środki z programu SAFE są już dostępne, a polskie zakłady zbrojeniowe przygotowują się do produkcji uzbrojenia, które mogłoby zostać sfinansowane z tych pieniędzy.
– Polska, polskie firmy i polskie bezpieczeństwo czekają na te pieniądze – powiedział premier, zaznaczając, że w obecnej sytuacji międzynarodowej potrzebna jest odpowiedzialność i szybkie decyzje.
Propozycja „SAFE 0 proc.” budzi jednak wątpliwości części ekonomistów i ekspertów.
Profesor Artur Nowak-Far ze Szkoły Głównej Handlowej ocenił, że takie rozwiązanie mogłoby naruszać zasadę niezależności banku centralnego. Zgodnie z obowiązującymi przepisami NBP przekazuje zysk bezpośrednio do budżetu państwa i nie może decydować o jego przeznaczeniu.
Również ekonomiści wskazują na możliwe ryzyka. Zdaniem Piotra Bielskiego z Banku Santander finansowanie w taki sposób mogłoby rodzić zagrożenia inflacyjne i podważać wiarygodność banku centralnego.
Analitycy ING zwracają natomiast uwagę, że realizacja takiego projektu mogłaby wymagać sprzedaży części rezerw złota lub zmian w zasadach księgowych NBP, co w obecnych warunkach rynkowych uznają za rozwiązanie ryzykowne.
Niektórzy przedstawiciele administracji wskazują jednak, że oba mechanizmy mogłyby funkcjonować równolegle. Pełnomocnik rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka oceniła, że środki z „SAFE 0 proc.” mogłyby zostać przeznaczone na projekty z listy rezerwowej, które nie zmieszczą się w głównym programie.
Podobnego zdania jest komisarz UE ds. budżetu Piotr Serafin, który stwierdził, że obie inicjatywy mogą być potencjalnie użyteczne, choć zaznaczył, że projekt prezydencki nie należy do kompetencji Komisji Europejskiej.
Ostateczna decyzja w sprawie przystąpienia Polski do unijnego programu SAFE należy teraz do prezydenta. Od niej zależy, czy miliardy euro na modernizację armii trafią do Polski w najbliższych latach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze