Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie polskiego Trybunału Konstytucyjnego to nie tylko spór prawny. To kolejny, bardzo wyraźny sygnał, że instytucje unijne coraz śmielej wkraczają w obszary, które nigdy nie zostały im przekazane przez państwa członkowskie. Wbrew traktatom, wbrew zdrowemu rozsądkowi i wbrew zasadzie suwerenności narodowej.
TSUE uznał, że polski Trybunał Konstytucyjny – organ stojący na straży Konstytucji RP – nie ma prawa kwestionować nadrzędności prawa unijnego. Problem w tym, że żaden traktat nie przyznaje Unii kompetencji do bycia „superpaństwem” ponad konstytucjami krajów członkowskich. To państwa stworzyły Unię, a nie Unia państwa.
Zwolennicy federalizacji Europy powtarzają jak mantrę hasło o „prymacie prawa unijnego”. Tyle że w rzeczywistości jest to zasada wywodzona wyłącznie z orzecznictwa TSUE, a nie wprost z traktatów. Polska Konstytucja jasno stanowi, że jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej. I dokładnie to potwierdził polski Trybunał Konstytucyjny – nie kwestionując samego członkostwa w UE, lecz przypominając oczywistą prawdę: integracja europejska ma swoje granice.
Dla Brukseli to jednak zbyt wiele. Każdy głos sprzeciwu wobec centralizacji władzy w rękach niekontrolowanych instytucji unijnych jest traktowany jak herezja. TSUE nie ograniczył się do oceny konkretnego sporu prawnego – poszedł dalej, podważając legalność i niezależność polskiego TK. To już nie jest interpretacja prawa. To jest polityka w czystej postaci.
Warto zadać pytanie: dlaczego podobna determinacja TSUE nie pojawia się wobec innych państw? Niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie podważał zakres kompetencji UE, a jednak Berlin nigdy nie był traktowany jak „czarna owca” Europy. Francja, Dania czy Hiszpania również zastrzegają nadrzędność swoich konstytucji. Ale tylko Polska ma być stawiana pod pręgierzem.
To pokazuje, że nie chodzi o prawo, lecz o dyscyplinowanie państw, które nie chcą podporządkować się ideologicznemu i politycznemu kursowi Brukseli.
Dzisiejszy wyrok to precedens, który może dotknąć każde państwo członkowskie. Jeśli TSUE uzurpuje sobie prawo do oceniania konstytucyjnych sądów narodowych, to w praktyce oznacza koniec realnej suwerenności. Państwa staną się jedynie wykonawcami decyzji zapadających poza ich demokratyczną kontrolą.
Polska nie kwestionuje współpracy europejskiej. Ale współpraca to nie podporządkowanie. Unia miała być wspólnotą równych narodów, a nie projektem centralistycznym zarządzanym przez elity oderwane od obywateli.
Dzisiejszy wyrok TSUE pokazuje jasno: walka o prymat konstytucji to nie abstrakcyjny spór prawników, lecz fundamentalna batalia o przyszłość państw narodowych w Europie. I to batalia, której nie wolno lekceważyć.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze