W Unii Europejskiej ponownie ożyła dyskusja dotycząca jednej z najbardziej wrażliwych kwestii ustrojowych – zasady jednomyślności i prawa weta przysługującego państwom członkowskim. W Brukseli coraz częściej rozważa się możliwość zmian w sposobie podejmowania decyzji.
Impulsem do powrotu tej debaty była wypowiedź przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen. Zasugerowała ona, że odejście od jednomyślności w niektórych obszarach mogłoby usprawnić działanie Unii.
– Przejście na głosowanie większością kwalifikowaną w polityce zagranicznej to sposób na uniknięcie blokad systemowych, które widzieliśmy w przeszłości. Naprawdę powinniśmy wykorzystać ten impet, żeby ruszyć naprzód w tym obszarze – mówiła szefowa KE.
Jej słowa szybko wywołały reakcje w państwach członkowskich. Premier Donald Tusk tonował nastroje, wskazując, że choć rozumie argumenty zwolenników zmian, to zasada jednomyślności nadal odgrywa istotną rolę, szczególnie z perspektywy mniejszych krajów. Podkreślił też, że Unia potrzebuje raczej lepszego zdefiniowania wspólnych interesów niż narzucania rozwiązań.
Obecnie prawo weta obowiązuje w kluczowych obszarach funkcjonowania UE, takich jak polityka zagraniczna, bezpieczeństwo, budżet czy podatki. W praktyce oznacza to, że każde państwo może zablokować decyzję, jeśli uzna ją za sprzeczną ze swoimi interesami.
Z analiz wynika, że od 2011 roku państwa członkowskie korzystały z weta 48 razy. Najczęściej robiły to Węgry – odpowiadają za ponad 20 takich przypadków. Polska również sięgała po to narzędzie, choć wyraźnie rzadziej.
Zwolennicy zmian argumentują, że obecny system spowalnia proces decyzyjny i utrudnia reagowanie na kryzysy – od wojny w Ukrainie po politykę sankcji wobec Rosji. W ich ocenie pojedyncze państwo może dziś skutecznie zablokować działania całej wspólnoty.
Przeciwnicy reformy podkreślają jednak, że odejście od jednomyślności mogłoby osłabić pozycję państw członkowskich i zwiększyć rolę instytucji unijnych. Zwracają też uwagę na kluczowy problem – zmiana traktatów, która byłaby konieczna do wprowadzenia nowych zasad, sama wymaga jednomyślnej zgody wszystkich krajów.
Na tę zależność wskazują również eksperci.
– Przejście z jednomyślności na głosowanie większością kwalifikowaną wymagałoby zmiany traktatów, a do tego również potrzebna jest jednomyślność w Radzie. Nikt tak naprawdę nie dąży do tego, by prowadzenie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa UE w całości przekazać KE i zmienić sposób podejmowania decyzji. – tłumaczy prof. Kamil Zajączkowski, dyrektor Centrum Europejskiego UW.
Jak podkreślają analitycy, mimo rosnącej presji na reformy, europejscy przywódcy podchodzą do nich z dużą ostrożnością, biorąc pod uwagę zarówno uwarunkowania polityczne, jak i nastroje społeczne.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze