Czy Unia Europejska wspiera kraje członkowskie UE „trzymające” granice zewnętrzne UE? Z całą pewnością w stopniu dalece niewystarczającym. Przykład Bułgarii, gdzie kreślę te słowa. Tak oceniają to sami Bułgarzy, a zresztą to i dla postronnych „widać, słychać i czuć”. Ten bałkański kraj ma 240-kilometrową granicę z Turcją, co jest dla Bułgarii, gdy chodzi o inwazję imigrantów prawdziwym wyzwaniem. Imigranci przenikają też przez granicę grecko-bułgarską, która liczy prawie 500 kilometrów oraz - w mniejszej skali - przez granicę z Serbią liczącą 318 kilometrów. Do tego dochodzi jeszcze granica morska - Morze Czarne.
Problem z imigrantami z Turcji, a w praktyce głównie z Syrii i Iraku, którzy z tych państw przedostali się do ojczyzny Ataturka i Erdogana - nasilił się w ostatnich dwunastu latach. Już jesienią 2013 roku granicy bułgarsko-tureckiej pilnowało tysiące policjantów. Rok później zaczęto budować zasieki: ów bułgarski „mur”, wysoki na 3 metry, liczył 30 kilometrów.