Reklama

W Warszawie uśmiercono siedem dzików: lochę i sześć młodych

Uśmiercenie dzików w Warszawie znów wywołało ostrą debatę. W centrum sporu znalazły się nie tylko same interwencje na Bemowie i Mokotowie, ale też sposób pokazania martwych zwierząt przewożonych w kontenerach. Jedni mówią o konieczności ochrony mieszkańców i ograniczenia ryzyka, inni o zbyt daleko idącej metodzie i niepotrzebnej brutalizacji działań wobec zwierząt. Fakty pokazują, że sprawa ma kilka warstw: bezpieczeństwo ludzi, przepisy, ograniczenia związane z ASF i rosnące emocje społeczne.

Dlaczego miasto w ogóle sięga po takie metody

Problem nie sprowadza się wyłącznie do dwóch głośnych interwencji. Warszawskie dzielnice od dłuższego czasu sygnalizują wzrost liczby zgłoszeń dotyczących dzików. Na przykład na Bielanach, według danych przekazanych przez urząd dzielnicy, od początku 2025 roku do końca maja do Lasów Miejskich wpłynęło 219 zgłoszeń związanych z obecnością tych zwierząt. Urzędnicy wprost pisali o zagrożeniu dla bezpieczeństwa publicznego i narastającym problemie. 

Miasto działa też w określonych ramach prawnych. Dzielnica Bielany przypomniała, że zgodnie z zarządzeniem prezydenta Warszawy to Lasy Miejskie, we współpracy ze Strażą Miejską i policją, mają podejmować działania eliminujące zagrożenie powodowane przez duże i średnie ssaki, które weszły na tereny zurbanizowane. Redukcja populacji odbywa się natomiast na podstawie decyzji prezydenta miasta. Pod koniec marca, jak podawały media, Rafał Trzaskowski wydał zgodę na odłowienie z uśmierceniem 400 osobników i odstrzał kolejnych 100. 

Reklama

Istotny jest również wątek afrykańskiego pomoru świń. Urząd Bielan wskazał, że Warszawa znajduje się w obszarze objętym ograniczeniami i z tego powodu obecnie nie ma możliwości redukowania liczebności dzików przez odłów z przemieszczaniem, czyli metodą, którą wiele osób uznawałoby za łagodniejszą. To jeden z kluczowych argumentów strony samorządowej: pole możliwych działań jest dziś węższe niż wcześniej. 

Krytycy: to nie tylko kwestia bezpieczeństwa

Krytycy tych działań nie negują samego problemu obecności dzików w mieście, ale kwestionują proporcje i sposób reagowania. Inicjatywa „Dziki zostają”, cytowana przez media, twierdzi, że w opisywanych przypadkach zwierzęta nie były agresywne, a część zdarzeń rozgrywała się w obecności dzieci i mieszkańców. Padają też argumenty, że zamiast budować społeczne przyzwolenie na zabijanie zwierząt, miasto powinno mocniej postawić na edukację, informowanie ludzi, jak zachowywać się wobec dzików, i szukanie mniej drastycznych rozwiązań tam, gdzie to możliwe. 

Reklama

To właśnie tu przebiega główna linia sporu. Strona miejska podkreśla skuteczność i bezpieczeństwo, a przeciwnicy takich interwencji pytają, czy każda obecność dzika w mieście rzeczywiście musi kończyć się uśmierceniem. W debacie powraca też pytanie, czy system nie reaguje już na etapie, gdy sytuacja jest skrajnie zaogniona, zamiast wcześniej ograniczać przyczyny problemu. 

Emocje nie zmienią jednego: problem jest realny

Dyskusja o warszawskich dzikach stała się dziś czymś więcej niż sporem o pojedynczą interwencję. Z jednej strony są mieszkańcy, którzy boją się o dzieci, psy i bezpieczeństwo na osiedlach. Z drugiej są osoby oburzone skalą i formą eliminacji zwierząt oraz sposobem, w jaki później wygląda ich transport i komunikacja wokół całej akcji. Obie strony dotykają realnych problemów, ale fakty pokazują jasno, że Warszawa mierzy się jednocześnie z rosnącą liczbą zgłoszeń, ograniczeniami wynikającymi z ASF i decyzjami administracyjnymi, które dopuszczają odłów z uśmiercaniem oraz odstrzał redukcyjny.

Reklama

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 08/04/2026 12:14
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama