Nagranie z Poznania, na którym widać osoby jadące na dachu miejskiego autobusu, obiegło sieć i uruchomiło policyjne działania. Funkcjonariusze zabezpieczają monitoring, próbują ustalić tożsamość uczestników i przypominają, że to nie „wygłup”, ale skrajnie niebezpieczne zachowanie, które może skończyć się tragedią i konsekwencjami prawnymi.
Do sieci trafił film pokazujący osoby podróżujące na dachu jadącego autobusu w Poznaniu. Policja potwierdza, że sprawą się zajmuje: zabezpieczono już nagrania z monitoringu i prowadzone są czynności, które mają doprowadzić do ustalenia, kto wszedł na pojazd i w jakich okolicznościach do tego doszło.
W przekazie policji mocno wybrzmiewa jedno: kierowca autobusu może nie mieć świadomości, co dzieje się na dachu, a w przypadku nagłego manewru lub hamowania ryzyko utraty równowagi rośnie gwałtownie. Funkcjonariusze zwracają uwagę, że można łatwo wyobrazić sobie skutki upadku z kilku metrów na jezdnię.
Eksperci wskazują, że jazda na dachu pojazdu to realne zagrożenie dla życia i zdrowia. W grę wchodzi nie tylko upadek, ale też uderzenie w gałęzie, znaki drogowe czy elementy infrastruktury nad jezdnią. Dodatkowym czynnikiem jest pora roku: dach może być śliski, a zimą nawet oblodzony, co zwiększa ryzyko poślizgnięcia się i spadnięcia podczas jazdy.
W samym mieście nagranie wywołało falę oburzenia. W relacjach z sond ulicznych mieszkańcy podkreślali, że nie mieści im się w głowie, jak można doprowadzić do tak niebezpiecznej sytuacji w przestrzeni publicznej.
Jeśli uczestnicy zdarzenia zostaną zidentyfikowani, mogą ponieść odpowiedzialność wykroczeniową. W policyjnych komentarzach pojawia się informacja o możliwej karze finansowej sięgającej kilku tysięcy złotych, gdy sprawa trafi do sądu. Jednocześnie funkcjonariusze podkreślają, że nawet dotkliwy mandat nie cofnie skutków wypadku, gdyby doszło do upadku lub potrącenia.
Wątek motywacji poruszają także specjaliści od zachowań młodzieży. Psychologowie zwracają uwagę, że podobne akcje bywają napędzane presją rówieśniczą i chęcią zdobycia rozgłosu w mediach społecznościowych. W tej logice liczy się szybka „nagroda” w postaci reakcji i popularności, a ryzyko bywa spychane na dalszy plan.
Zjawisko nie jest nowe: pięć lat temu w Szczecinie internet obiegło nagranie z osobami stojącymi na dachu tramwaju, a specjaliści łączą podobne zachowania z trendami określanymi jako „subway surfing” lub „train/metro surfing”, które w różnych krajach kończyły się wypadkami, także śmiertelnymi. To właśnie ten kontekst sprawia, że służby traktują poznańskie nagranie nie jako „incydent z internetu”, ale realne ostrzeżenie i sygnał do reakcji.
red.
oprac.al
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze