We wtorek Sąd Okręgowy w Warszawie ma zdecydować, czy Adam Borowski trafi do aresztu. Sprawa dotyczy nie tylko konkretnego wyroku, ale też szerszego pytania o granice wolności słowa w przestrzeni publicznej. Borowski – szef warszawskiego Klubu „Gazety Polskiej” i były działacz opozycji antykomunistycznej – został skazany na sześć miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. Powodem są jego wypowiedzi pod adresem adwokata i polityka Romana Giertycha.
Punktem wyjścia była sprawa z prywatnego aktu oskarżenia, wniesionego przez Romana Giertycha do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. Polityk uznał, że wypowiedzi Borowskiego naruszyły jego dobre imię. Chodziło o słowa, które padły w programie Telewizji Republika i dotyczyły rzekomej roli Giertycha w kontekście afery związanej z Getin Bankiem.
Oskarżenie oparto na art. 212 §2 kodeksu karnego, czyli przepisie dotyczącym zniesławienia za pomocą środków masowego przekazu. Oprócz odpowiedzialności karnej wnioskowano także o wysokie zadośćuczynienie finansowe.
Wypowiedzi Borowskiego miały charakter daleko idących oskarżeń – sugerował on nie tylko niewłaściwe relacje między adwokatem a osobami podejrzanymi o przestępstwa, ale również udział w działaniach o charakterze finansowym, które jego zdaniem budziły poważne wątpliwości.
Sąd uznał Borowskiego za winnego i zobowiązał go do przeprosin. Kluczowy dla dalszego biegu sprawy okazał się jednak fakt, że skazany odmówił wykonania tego elementu wyroku. W konsekwencji sąd zdecydował o zamianie kary na bezwzględne pozbawienie wolności.
Borowski nie ukrywa, że nie zgadza się z rozstrzygnięciem. W swoich publicznych wypowiedziach podkreśla, że nie zamierza wycofywać się ze swoich słów, ponieważ – jak twierdzi – są one zgodne z jego przekonaniem o stanie faktycznym. W jego ocenie sprawa ma wymiar nie tylko osobisty, ale również systemowy.
Zwraca przy tym uwagę na kontekst polityczny, wskazując, że jego przeciwnik aktywnie uczestniczy w życiu publicznym, podczas gdy on sam mierzy się z realną groźbą więzienia.
Najmocniejsze słowa Borowski kieruje nie tyle pod adresem samego wyroku, ile mechanizmu, który – jego zdaniem – do niego doprowadził. W swoich wypowiedziach porównuje obecną sytuację do realiów sprzed 1989 roku, sugerując, że państwo karze za wypowiadanie niewygodnych opinii.
Jednocześnie deklaruje, że nie obawia się odbycia kary. Podkreśla swoje doświadczenia z przeszłości oraz gotowość poniesienia konsekwencji. W jego narracji sprawa staje się symbolem szerszego sporu o granice wolności słowa, odpowiedzialności za słowo oraz rolę sądów w rozstrzyganiu konfliktów między uczestnikami życia publicznego.
Decyzja sądu okręgowego może przesądzić o najbliższej przyszłości Borowskiego, ale niezależnie od jej treści – sprawa już teraz wywołuje pytania, które wykraczają poza indywidualny konflikt dwóch osób.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze