Reklama

Z dnia na dzień bez pomocy. Coraz więcej pytań o rehabilitację domową

Dla wielu ciężko chorych pacjentów rehabilitacja domowa nie jest dodatkiem do leczenia, ale warunkiem utrzymania podstawowej sprawności i bezpieczeństwa. Najnowsza sprawa opisana przez media pokazuje, że po zmianach wprowadzonych przez Narodowy Fundusz Zdrowia część rodzin została nagle bez wsparcia, a terminy w innych placówkach okazują się odległe. Problem dotyczy przede wszystkim osób, które nie są w stanie samodzielnie dotrzeć do poradni i wymagają stałej pomocy w domu.

Rehabilitacja przerwana mimo ciężkiego stanu

Jednym z najbardziej poruszających przykładów jest sytuacja 88-letniej pacjentki z zaawansowaną chorobą Parkinsona, która — jak relacjonuje jej córka — z dnia na dzień straciła możliwość dalszej rehabilitacji domowej. Kobieta nie chodzi, nie wykonuje samodzielnie ruchów i pozostaje całkowicie zależna od opieki innych osób. Rodzina próbowała znaleźć pomoc w innych placówkach, ale miała usłyszeć, że najbliższe wolne terminy przypadają dopiero za kilka miesięcy, a prywatna rehabilitacja oznacza bardzo wysokie koszty. 

To właśnie ten przypadek stał się punktem wyjścia do szerszej dyskusji o dostępności świadczeń. Z jednej strony NFZ tłumaczy zmiany koniecznością uporządkowania systemu, z drugiej fizjoterapeuci i rodziny pacjentów alarmują, że skutki odczuwają przede wszystkim osoby najciężej chore. 

Reklama

NFZ mówi o uszczelnianiu systemu

Według wyjaśnień przedstawionych przez Narodowy Fundusz Zdrowia problem narastał od lat, bo część placówek zaczęła nadmiernie wykorzystywać możliwość realizowania rehabilitacji domowej w ramach umów ambulatoryjnych. Fundusz wskazuje, że w niektórych przypadkach świadczeniodawcy koncentrowali się właśnie na takich wizytach, bo były one korzystniejsze finansowo, choć formalnie ich podstawową działalnością miała być rehabilitacja ambulatoryjna. NFZ podkreśla też, że odrębnie finansuje stricte fizjoterapię domową i dlatego celem zmian miało być „odwrócenie” niepożądanych praktyk. 

Z danych przywoływanych przez Fundusz wynika, że wartość świadczeń udzielanych w domu pacjenta wzrosła z 1,4 mld zł w 2023 roku do 1,8 mld zł w 2024 roku. Odpowiedzią miały być limity czasu pracy fizjoterapeutów przeznaczonego na rehabilitację domową: w 2025 roku było to 50 proc., a od stycznia 2026 roku już 20 proc. NFZ przyznaje równocześnie, że w części placówek mogą pojawić się przesunięcia w kolejkach oczekujących. 

Reklama

Pacjenci i fizjoterapeuci alarmują o skutkach

Środowisko fizjoterapeutów ocenia jednak, że formalne porządkowanie systemu w praktyce ogranicza dostęp do leczenia osobom, które nie mają żadnej realnej alternatywy. W rozmowach z mediami przedstawiciele branży zwracają uwagę, że rehabilitacja domowa dotyczy często pacjentów neurologicznych, geriatrycznych, poudarowych albo z chorobami postępującymi, a przerwanie terapii może szybko pogorszyć ich stan zdrowia. 

Wątpliwości budzi też skala organizacyjnych konsekwencji. Jak wynika z relacji fizjoterapeutów cytowanych w publikacji, po zmianach część placówek ograniczyła liczbę pracowników wykonujących wizyty domowe, a niektórzy pacjenci stracili możliwość kontynuacji terapii. Dla rodzin oznacza to konieczność szukania nowych miejsc, długie oczekiwanie albo przejście na kosztowną rehabilitację prywatną. 

Reklama

Od kwietnia dochodzi kolejna zmiana

To nie koniec nowych zasad. NFZ zapowiada również, że od 1 kwietnia 2026 roku fizjoterapeuci zatrudniani przez placówkę mającą umowę z konkretnym oddziałem Funduszu będą mogli pracować tylko na terenie tego województwa. Fundusz tłumaczy to chęcią uporządkowania sytuacji, w której personel formalnie związany z jednym regionem wykonywał świadczenia w innym. Dla części pacjentów i świadczeniodawców może to jednak oznaczać kolejne utrudnienia organizacyjne. 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama