Pracownik kopalni w Galczycach odkrył biały, trójkątny dron o wielkości ponad metra. Służby wykluczyły zagrożenie dla życia, a śledztwo przejęła wojskowa prokuratura, badając możliwe powiązania ze wcześniejszymi incydentami bezpieczeństwa państwa.
Zgłoszenie wpłynęło do służb w czwartek po godzinie 11. Drona na terenie kopalni w Galczycach znalazł pracownik zakładu, według części relacji był to operator koparki. Na miejsce skierowano policjantów z Konina i Poznania, a teren został zabezpieczony przed dostępem osób postronnych. W działania od początku włączyła się także Żandarmeria Wojskowa.
Pierwsze oględziny wskazały, że obiekt był w większości zachowany w jednym kawałku. Policjanci opisywali go jako biały, trójkątny bezzałogowiec, wielkości nieco ponad jednego metra. Znaleziono go w rowie przy drodze gruntowej obok odkrywki „Tomisławice”, w miejscu oddalonym od zwartej zabudowy.
Wstępne ustalenia przyniosły jedną ważną informację: nie ma danych, by dron transportował niebezpieczny ładunek. Służby podały też, że nie odnotowano zagrożenia dla życia lub zdrowia ludzi. Obiekt został zabezpieczony, a dalsze czynności uzależniono od opinii biegłego.
Według nieoficjalnych ustaleń przekazywanych przez media, szczątki zostały już sprawdzone pod względem pirotechnicznym i radioaktywnym, a wynik tych czynności nie wykazał zagrożenia. Kolejne analizy mają objąć także możliwe ryzyko chemiczne i biologiczne. Wśród elementów bezzałogowca znaleziono część, która może być modułem GPS.
Do sprawy odniósł się minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, który potwierdził, że otrzymał meldunek od Dowódcy Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Szef MON zaznaczył, że sprawa jest wyjaśniana przez Żandarmerię Wojskową i policję. Jednocześnie zasugerował, że mogła to być maszyna realizująca misję na rzecz „adwersarzy ze wschodu”.
To najmocniejszy dotąd publiczny sygnał polityczny w tej sprawie, ale śledczy na razie nie przedstawili oficjalnego końcowego wniosku co do pochodzenia bezzałogowca. Właśnie dlatego w komunikatach służb dominują ostrożne sformułowania o trwającym postępowaniu i oczekiwaniu na ekspertyzy.
W tle pojawia się jeszcze jeden wątek. Nieoficjalne ustalenia mediów wskazują, że maszyna odnaleziona w Gałczycach przypomina drony, które w nocy z 9 na 10 września 2025 roku mogły przekroczyć polską granicę podczas rosyjskiego ataku na Ukrainę. RMF informuje, że obiekt ma przypominać drona typu Gerbera, a TVN24 podał, że tą sprawą zajmie się ten sam wydział prokuratury, który prowadzi postępowanie dotyczące wrześniowego naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.
To jednak nadal hipoteza wymagająca potwierdzenia. Żandarmeria Wojskowa wyraźnie zaznacza, że na obecnym etapie nie ma podstaw do przesądzania pełnego pochodzenia obiektu, a kluczowe będą opinie biegłych i dalsze ustalenia prokuratury.
Sprawą zajmie się 8. Wydział do spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Lublinie. To istotne, bo właśnie ten wydział prowadzi już postępowanie dotyczące wcześniejszych dronów, które wleciały do Polski we wrześniu ubiegłego roku. Sam wybór tej jednostki pokazuje, że śledczy traktują znalezisko z Gałczyc jako sprawę potencjalnie powiązaną z szerszym bezpieczeństwem państwa, a nie wyłącznie lokalny incydent.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze