Jeszcze zanim mundial w USA, Meksyku i Kanadzie na dobre się rozkręcił, wokół turnieju wybuchła jedna z najgłośniejszych dyskusji ostatnich tygodni. Tym razem nie chodzi jednak o wyniki, gwiazdy czy kontrowersje sędziowskie, ale o sam sens rozszerzenia mistrzostw świata do 48 drużyn.
Słowa szefa UEFA Aleksandra Ceferina o „nieciekawych meczach” wywołały zdecydowaną reakcję federacji spoza Europy. Kilkanaście krajowych związków piłkarskich wystosowało wspólne oświadczenie, w którym podkreślono, że dla mniejszych reprezentacji sam udział w mundialu jest wydarzeniem o ogromnym znaczeniu – sportowym, społecznym i symbolicznym.
List podpisały między innymi federacje Senegalu, Republiki Zielonego Przylądka, Curacao, Uzbekistanu, Haiti oraz Demokratycznej Republiki Konga. Wsparcia udzieliły także inne afrykańskie reprezentacje obecne na tegorocznym mundialu, w tym Maroko, Algieria, Egipt i Republika Południowej Afryki.
To odpowiedź na niedawną wypowiedź Ceferina podczas konferencji prasowej w Lublanie. Prezydent UEFA ocenił wtedy, że zwiększenie liczby uczestników mistrzostw świata do 48 drużyn niekoniecznie służy jakości turnieju, ponieważ – jego zdaniem – część spotkań nie dostarcza odpowiedniego poziomu sportowego i emocji.
Choć słoweński działacz zaznaczył jednocześnie, że większy mundial daje szansę mniejszym federacjom na przeżycie atmosfery wielkiej imprezy, sygnatariusze listu nie ukrywali rozczarowania takim podejściem.
„Z szacunkiem, ale stanowczo odrzucamy takie stanowisko” – napisano we wspólnym komunikacie.
Federacje podkreślają, że patrzenie na mundial wyłącznie przez pryzmat atrakcyjności telewizyjnej czy sportowego prestiżu największych reprezentacji pomija perspektywę krajów, które przez dekady pozostawały poza światową elitą.
Dla części uczestników MŚ 2026 sam awans już jest historycznym osiągnięciem. Republika Zielonego Przylądka, Curacao czy Uzbekistan po raz pierwszy znalazły się w gronie uczestników mistrzostw świata. Dla ich kibiców to moment, na który czekano od pokoleń.
Jeszcze większy ciężar emocjonalny mają powroty Haiti i Demokratycznej Republiki Konga. Obie reprezentacje ostatni raz wystąpiły na mundialu w 1974 roku. Po ponad półwieczu nieobecności ponowny udział w turnieju stał się dla milionów fanów czymś znacznie większym niż tylko sportowym sukcesem.
Autorzy listu przypomnieli, że za każdym takim awansem stoją lata pracy, inwestycji i budowania futbolu praktycznie od podstaw. W wielu krajach kwalifikacja do mistrzostw świata oznacza wzrost zainteresowania piłką, rozwój infrastruktury i szansę dla młodych zawodników, którzy wcześniej mogli jedynie marzyć o wielkiej scenie.
„Piłka nożna nie należy do wybranej grupy narodów. Jej siła tkwi w uniwersalności” – podkreślono w oświadczeniu.
Federacje zaznaczyły również, że obecność na mundialu inspiruje całe pokolenia i zostawia wspomnienia, które dla wielu społeczeństw są równie ważne jak sam wynik sportowy.
Turniej rozgrywany w USA, Meksyku i Kanadzie już teraz zapisuje się w historii jako największy mundial od momentu powstania mistrzostw świata niemal sto lat temu. Po raz pierwszy bierze w nim udział aż 48 reprezentacji, a liczba spotkań wzrosła do 104.
Dla FIFA to krok w stronę globalizacji futbolu i otwarcia turnieju na nowe regiony świata. Krytycy przekonują jednak, że większa liczba uczestników może odbić się na poziomie części spotkań i doprowadzić do rozmycia prestiżu imprezy.
Spór pokazuje dziś dwa zupełnie różne spojrzenia na futbol. Z jednej strony są największe federacje, przyzwyczajone do regularnej obecności na mundialu i patrzące głównie przez pryzmat jakości widowiska. Z drugiej – kraje, dla których sam hymn wybrzmiewający przed meczem mistrzostw świata jest wydarzeniem historycznym.
I właśnie o tym przypomniały pozaeuropejskie federacje: dla wielu narodów mundial nie zaczyna się dopiero od fazy pucharowej. Czasem najważniejszy jest już sam moment wyjścia na boisko.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze