Reklama

Dom z zapałek na urodziny pani Leokadii

Całe życie zawodowe poświęciła szkole i swoim uczniom. Choć gdy zaczynała uczyć ponad 70 lat temu, czasy były trudne, nigdy nie straciła pasji do pracy w oświacie. Dziś 92-letnia Leokadia Pruchniewska ze Skarlina w gminie Bratian mieszka w przytulnym mieszkaniu na piętrze dawnej szkoły. Mieszkańcy wsi – a zwłaszcza jej dawni uczniowie – wciąż pamiętają o swojej nauczycielce i otaczają ją serdecznością, na którą przez lata w pełni zasłużyła.

Jestem z urodzenia Kujawianką, bo pochodzę z Aleksandrowa Kujawskiego. To dość duża miejscowość powiatowa niedaleko znanego uzdrowiska w Ciechocinku. Mój dziadek brał udział w zrywach wolnościowych, stracił w walkach nogę i jako kombatant otrzymał ziemię, na której się osiedlił i zadomowił. Jako młoda dziewczyna rozpoczęłam edukację w toruńskim liceum pedagogicznym. Samo przeniesienie się do dużego miasta, jakim jest Toruń, było dla mnie wydarzeniem, które wywołało sporo emocji i wymagało adaptacji do nowego miejsca. Wokół mnie wszystko było inne. Przyznam, że mówiłam specyficzną gwarą kujawską. Z początku na zajęciach w szkole odpowiadałam tylko „tak” lub „nie” — byłam przez jakiś czas prawie niemową. Kiedy wszystko się unormowało, przyrzekłam sobie, że już nigdy nie wypowiem słowa po kujawsku — wspomina seniorka.

Kiedy nastąpiła dość szybka asymilacja ze szkolnym środowiskiem, młoda licealistka nie tylko wyróżniała się w nauce, ale również w sporcie. Drużyna koszykówki, w której występowała, była w ogólnopolskiej czołówce wśród zespołów szkolnych i zajęła czwarte miejsce.

Reklama

Młoda nauczycielka trafiła w nowomiejskie strony
Po ukończeniu Liceum Pedagogicznego w Toruniu młoda nauczycielka trafiła do szkoły w Radomnie. Brakowało wówczas nauczycieli, a dyrektor miejscowej podstawówki ciężko zachorował. W Radomnie pani Leokadia uczyła przez półtora roku. Potem, w 1955 roku, otrzymała stałą pracę w skarlińskiej szkole podstawowej.

Pani Leokadia pamięta, jak pierwszy raz przyjechała do Skarlina — wciąż widoczne były wojenne zniszczenia. Już pierwszy dom, na początku wioski, leżał w gruzach, a dalej we wsi również niektóre posesje były zrujnowane. W tym czasie zajęcia odbywały się w dwóch budynkach. W czerwonej szkole lekcje prowadzone były w dwóch klasach na parterze budynku. Pozostałe pomieszczenia wykorzystywano jako mieszkania służbowe dla nauczycieli. Również w białej szkole odbywała się nauka, natomiast na górnej kondygnacji budynku znajdowało się mieszkanie przeznaczone dla dyrektora placówki. Ogrzewanie sal lekcyjnych było piecowe, a na ścianach wisiały portrety ówczesnych dygnitarzy.

Reklama

Mój małżonek Tadeusz był uzdolniony muzycznie…
Nasza rozmówczyni była prawdziwą multinauczycielką. Wykładała historię, geografię, język rosyjski, wiedzę o społeczeństwie, a nawet religię. Po ukończeniu studiów kształciła również w zakresie nauczania początkowego.

— Po roku pracy w Skarlinie byłam już mężatką. Stało się to bardzo szybko. Mój małżonek Tadeusz był uzdolniony muzycznie, co pomagało mi w zajęciach z zespołem tanecznym, który prowadziłam. Był dobrym akompaniatorem, co bardzo ubogacało występy zespołu. I tu kłania się miejsce, skąd pochodzę — Kujawy, bo właśnie za kujawiaka na jednym z konkursów mój zespół zajął pierwsze miejsce. Wraz z mężem doczekaliśmy się trzech synów — Bogusława, Jerzego i Tadeusza. Małżonek odszedł do wieczności jesienią 2017 roku i odtąd jestem sama, ale w otoczeniu życzliwych ludzi — wspomina pani Leokadia.

Reklama

Kiedyś chodzili popływać na kąpielisko wioskowe
Syn pani Leokadii — Jerzy — mieszka w Smolnikach koło Iławy i w miarę możliwości odwiedza mamę w jej skarlińskim mieszkaniu. Lubi opowiadać o swoim dzieciństwie, a szczególnie wspominać chwile spędzane w rodzinnej wsi nad wodą Jeziora Skarlińskiego, nad którym już przed wiekami rozlokowała się miejscowość.

— Kiedyś chodziliśmy popływać na zwyczajowe kąpielisko wioskowe albo nad niewielkie jeziorko Wieczorki na skraju wioski. Czasami wraz z bratem robiliśmy sobie małe wodne maratony na Jeziorze Skarlińskim, z asekuracją kajakarza. Płynęliśmy wpław nawet kilka kilometrów do miejsca zwanego Adrian. Brat miał chyba lepszą kondycję i płynął z powrotem, ja wracałem do domu pieszo. Kiedyś w naszym jeziorze była woda kryształowa, a dzisiaj jej jakość pozostawia wiele do życzenia. Nie wspomnę o swobodnym dostępie do brzegu. Wszystko pogrodzone i tabliczki „teren prywatny” — to jest przykre — zaznacza pan Jerzy Pruchniewski.

Reklama

Niecodzienny prezent na urodziny seniorki
Prawie codziennym gościem w mieszkaniu pani Leokadii jest zamieszkująca w sąsiedztwie Beata Golmanowska. Co prawda nie była uczennicą pani Pruchniewskiej, ale darzy seniorkę wielką sympatią. — Wspólnie rozwiązujemy krzyżówki i przy herbacie oglądamy telewizję, ale przede wszystkim rozmawiamy na różne tematy. Pani Leokadia ma dużą wiedzę i jest osobą oczytaną — opisuje pani Beata. — Dokładnie 17 marca pani Leokadia obchodziła 92. urodziny i postanowiłam zrobić jej niespodziankę. Wraz z moimi dziećmi — Zuzanną, Patrycją, Joasią i synem Jankiem — zbudowaliśmy dom z zapałek. Nie jest to zwykły domek, ale makieta starej czerwonej szkoły, gdzie kiedyś uczyła pani Leokadia i w której teraz mieszka. Ten pomysł w mojej głowie „kręcił się” już od stycznia tego roku i teraz został zrealizowany. W wolnych chwilach pracowaliśmy przez trzy tygodnie. Do „budowy” zużyliśmy 110 pudełek, co daje liczbę 3300 zapałek — oblicza pani Beata.

Makieta wiernie oddaje wizerunek starej szkoły. Nad drzwiami jest nawet wizytówka, w oknach firanki, a przed domem zaparkował samochód, którym przyjechali goście do solenizantki.

Reklama

— Prezent otrzymałam. To wyjątkowy wyraz pamięci, który wywołał wiele wspomnień. Przyznam, że popłakałam się, kiedy pani Beata wręczyła mi ten niecodzienny podarek urodzinowy — przyznała seniorka ze Skarlina.

Stanisław R. Ulatowski

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości