Zdaniem byłego szefa SKW, za akty dywersji na polskiej kolei mogą odpowiadać Rosjanie. Akty sabotażu dokonane nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach (Słowacja), wykazują sposób w jaki działają rosyjskie służby. "Tu cel był inny - mnóstwo ofiar i rozgłos" - alarmuje płk. Marek Utracki w rozmowie z portalem "Niezależna.pl".
Zdaniem byłego szefa SKW, za akty dywersji na polskiej kolei mogą odpowiadać Rosjanie. Akty sabotażu dokonane nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach (Słowacja), wykazują sposób w jaki działają rosyjskie służby.
Akt terroru
"Warto jednak pamiętać, że dotychczasowe próby inwigilacji linii kolejowych, szlaków wiodących z Polski na Ukrainę, były dokonywane przez tzw. płotki, osoby niewyszkolone. Zwerbowane przez służby w celu rozpoznania terenu i przetestowania polskich służb, by w ten sposób sprawdzić funkcjonowanie całego aparatu państwa odpowiedzialnego za bezpieczeństwo" - zauważył płk. Marek Utracki.
Podkreślił, że w tym przypadku mamy do czynienie z "robotą specjalistów", która została poprzedzona rozpoznaniem terenu, podłożeniem ładunku w wyniku którego miało dojść do eksplozji, a po wszystkim nastąpiło wycofanie grupy dywersantów. Jak ostrzega pułkownik, te siły są już obecne w Polsce, a w tej konkretnej sytuacji możemy mówić o akcie terrorystycznym.
"Działalność dywersyjna jest skryta, ma na celu osłabienie potencjału przeciwnika, czy to armii czy kluczowych obiektów dla funkcjonowania państwa. Tu cel był inny - mnóstwo ofiar i rozgłos" - wyjaśnia płk. Marek Utracki w rozmowie z portalem "Niezależna.pl".
W niedzielę, w godzinach porannych na trasie kolejowej Warszawa-Dęblin doszło do niebezpiecznego zdarzenia. Maszynista w ostatniej chwili zatrzymał pociąg tuż przed sporą wyrwą w torach. W sobotęj, ok. godziny 21.00 policja otrzymała informację o eksplozji w tamtym rejonie. Wzdłuż torów położono długi przewód elektryczny, który ciągnął się do pobliskiego parkingu. Drugie zdarzenie miało miejsce na trasie między stacjami kolejowymi Puławy Azoty a Puławy Chemia. Na tej trasie znalazł się pociąg pasażerski jadący ze Świnoujścia do Rzeszowa. W pociągu znajdowało się około 500 pasażerów. Jak informuje "Niezależna.pl", "pociąg został zmuszony do awaryjnego zatrzymania" z powodu . braku trakcji na jednym z odcinków linii kolejowej.
"Na miejscu odnaleziono również metalowy element przymocowany do torów oraz urządzenie teleinformatyczne, niebędące elementem infrastruktury kolejowej. Policja o sprawie otrzymała zgłoszenie ok. 21.00 w niedzielę" - czytamy na portalu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze