W europejskiej debacie publicznej wciąż obecne jest przekonanie, że kontynent stanowi dla Stanów Zjednoczonych strategicznie niezbędny zasób sojuszniczy. Coraz częściej pojawiają się jednak głosy podważające tę tezę – wskazujące na spadek znaczenia Europy w polityce globalnej, ograniczone zdolności militarne oraz malejący wpływ dyplomatyczny - pisze Arkadiusz Urban w swoim felietonie.
Zastanawiam się, na czym właściwie opiera się przekonanie Europejczyków, że stanowią dla USA jakiś ważny „zasób sojuszniczy”.
Patrząc na to z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych, sprawy mogą wyglądać inaczej: podważając użyteczność amerykańskich baz w Europie – choćby poprzez ograniczanie dostępu dla wojskowych samolotów USA – Europa sama osłabia jeden z głównych argumentów przemawiających za jej strategicznym znaczeniem.
Można odnieść wrażenie, że przekonanie europejskich decydentów o własnej szczególnej wartości wynika jeszcze z czasów, gdy polityka międzynarodowa w dużej mierze opierała się na głosowaniach w ONZ. Wówczas Stany Zjednoczone mogły – przynajmniej częściowo – liczyć na wsparcie państw europejskich i wykorzystywać je jako narzędzie wpływu dyplomatycznego.
To jednak czasy, które w dużej mierze minęły. Dziś znaczenie głosowań w ONZ jest ograniczone, a sama organizacja utraciła część swojego prestiżu. W ślad za tym osłabła również rola europejskiej dyplomacji, która od lat ma trudności z wywieraniem realnego wpływu – nawet w obszarach uznawanych za „bliską zagranicę”. Europa jako spójny podmiot polityczny jest słabo widoczna na Kaukazie, Bliskim Wschodzie czy w Afryce.
W efekcie działania dyplomatyczne sprowadzające się do kolejnych deklaracji i „wyrazów oburzenia” coraz rzadziej wywołują realne skutki. W tym kontekście trudno się dziwić sceptycyzmowi wobec opinii, że USA tracą coś wyjątkowo cennego, dystansując się od Europy.
Z perspektywy wojskowej sytuacja również budzi wątpliwości. Najważniejszy europejski sojusznik USA – Wielka Brytania – zmaga się z poważnymi problemami w swoich siłach zbrojnych i kontrowersjami wokół strategicznych decyzji. Francja, choć dysponuje większym potencjałem autonomicznym, również napotyka ograniczenia – co było widoczne m.in. podczas operacji w Libii.
Doświadczenia z Iraku i Afganistanu pokazują, że wkład wielu państw europejskich miał charakter uzupełniający – obejmował stabilizację i działania na obszarach wcześniej zabezpieczonych przez siły amerykańskie. Obecnie zaś Unia Europejska ma trudności nawet z szybkim wzmacnianiem własnej wschodniej flanki, co podważa jej zdolność do projekcji siły poza region.
W tym kontekście nasuwa się pytanie: skąd bierze się przekonanie, że Europa pozostaje dla USA zasobem o kluczowym znaczeniu – i czy nie jest ono w dużej mierze echem realiów sprzed kilku dekad?
Autor: Arkadiusz Urban
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze