Reklama

Jest prawomocna decyzja sądu w sprawie Sławomira Nowaka

Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał we wtorek w mocy umorzenie tzw. polskiego wątku sprawy byłego ministra transportu Sławomira Nowaka. Sąd nie uwzględnił zażalenia prokuratury w tej sprawie.

- Zażalenie nie podlegało uwzględnieniu, albowiem za słuszne uznać należy stanowisko sądu rejonowego, zgodnie z którym na gruncie niniejszego postępowania wystąpił oczywisty brak faktycznych podstaw oskarżenia - powiedziała w uzasadnieniu wtorkowego postanowienia sędzia Anna Szymacha-Zwolińska.

 

Sławomir Nowak to były minister transportu w l. 2011-2013 w drugim rządzie Donalda Tuska, który odszedł z polskiej polityki po sprawie zegarka niewpisanego do oświadczenia majątkowego. Od 2016 r. był szefem ukraińskiej agencji drogowej. W 2021 r. prokuratura oskarżyła go o kilkanaście przestępstw, głównie korupcyjnych. Zarzuty postawiła mu także strona ukraińska. W Polsce zarzucano mu m.in. przyjmowanie łapówek za pomoc w zdobyciu stanowisk w spółkach Skarbu Państwa.

Reklama

 

Według oskarżenia z grudnia 2021 r. Nowak – jako szef Państwowej Służby Dróg Samochodowych Ukrawtodor – miał żądać i przyjmować korzyści majątkowe oraz obietnice takich korzyści w kwocie ponad 6,1 mln zł. W zamian miał wspierać określone podmioty w postępowaniach o udzielenie i realizację zamówień publicznych związanych z remontem dróg na Ukrainie. Oskarżenie dotyczyło też okresu, kiedy Nowak pełnił funkcję szefa gabinetu politycznego premiera Donalda Tuska oraz ministra transportu i gospodarki morskiej. Według śledczych polityk miał przyjąć co najmniej 320 tys. zł łapówek w zamian za pomoc w uzyskaniu intratnych stanowisk i kontraktów w państwowych spółkach. Jest też oskarżony o przyjęcie 760 tys. zł łapówki za zorganizowanie spotkania przedstawicieli spółki deweloperskiej z władzami miasta Gdańska.

Reklama

 

To właśnie te dwie grupy zarzutów – odnoszące się do kwestii ukraińskich oraz polskich - jeszcze we wrześniu 2023 r. zostały rozdzielone przez Sąd Okręgowy w Warszawie do odrębnych procesów.

 

Obrona Nowaka wskazywała, że jedynym dowodem przeciw jej klientowi w tzw. wątku polskim tej sprawy są „wyłącznie pomówienia Jacka P.”. Jacek P. to gdański przedsiębiorca, sąsiad uznawany za przyjaciela Nowaka. Jacek P. już wcześniej został wyłączony z głównej sprawy i we wrześniu 2022 r. w warszawskim sądzie usłyszał wyrok w zawieszeniu. Mężczyzna współpracował z prokuraturą, składał obszerne wyjaśnienia, wyraził zgodę na dobrowolne poddanie się karze.

Reklama

 

Proces w wątku ukraińskim sprawy Nowaka ruszył przed stołecznym sądem latem 2024 r. Z kolei we wrześniu ub.r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa umorzył sprawę tzw. polskiego wątku Nowaka. Jak wówczas poinformowano, powodem był „oczywisty brak podstaw oskarżenia”, a prokurator obecny na tamtym posiedzeniu nie oponował przeciw takiemu rozstrzygnięciu.

 

W październiku ub.r. prokurator okręgowy Michał Mistygacz skierował jednak zażalenie na tamto postanowienie sądu rejonowego. Wskazywał m.in., że możliwość umorzenia sprawy jeszcze przed rozpoczęciem procesu, podczas tzw. posiedzenia organizacyjnego, wywołuje spory prawne. Przyznawał jednak jednocześnie, że „zasadność kierowania aktu oskarżenia w niniejszej sprawie budzi wątpliwości”.

Reklama

 

Prok. Mistygacz informował wtedy, że zdecydował się na wniesienie tego zażalenia, wbrew stanowisku prokuratora obecnego na posiedzeniu sądu, gdyż miał wątpliwości, czy sąd – który procedował sprawę na posiedzeniu wstępnym, organizacyjnym – mógł podjąć decyzję o jej umorzeniu. Zaznaczał, że posiedzenie organizacyjne powinno być wedle przepisów „przeznaczone do rozpatrzenia kwestii związanych z ustaleniem terminów rozpraw i kolejnością przesłuchania świadków, ewentualnie z przekazaniem sprawy innemu sądowi, albo z jej zwrotem prokuratorowi, a nie z kwestiami merytorycznymi”.

Reklama

 

We wtorek SO uznał za słuszne stanowisko warszawskiego sądu rejonowego uznające, że w sprawie wystąpił oczywisty brak faktycznych podstaw oskarżenia. - Sąd rejonowy w sposób niezwykle szczegółowy uzasadnił przekonanie o oczywistym charakterze braku podstaw oskarżenia i o wyczerpaniu możliwości dowodowych, które mogłyby ewentualnie wpłynąć na stanowisko sądu w zakresie dalszego procedowania – uzasadniła sędzia Szymacha-Zwolińska.

 

Jak dodała w swym zażaleniu prokurator „nie powołał się na żaden materiał, który pozwoliłby na pozytywną weryfikację zeznań obciążających oskarżonych oraz nie zwrócił uwagi, jakie czynności mogłyby umożliwić w tym zakresie uzupełnienie postępowania dowodowego”.

Reklama

 

- Co więcej nie podjął próby podważenia stanowiska sądu rejonowego zawartego w uzasadnieniu decyzji o umorzeniu (...) wskazując jedynie, że jest ona jego zdaniem niedopuszczalna na tym etapie postępowania (...) nie zakwestionował poprawności rozumowania sądu rejonowego – powiedziała sędzia Szymacha-Zwolińska.

 

Tym samym - jak zaznaczyła sędzia uzasadniając utrzymanie w mocy decyzji sądu rejonowego - prokurator sam „pozbawił zarzut procesowy jego skuteczności, gdyż nieodłącznym tego warunkiem jest wykazanie możliwego wpływu uchybienia na treść rozstrzygnięcia”.

Reklama

 

Jak mówiła sędzia odnosząc się do argumentu prokuratora o tym, że sąd rejonowy na posiedzeniu nie powinien odnosić się do kwestii zebranych w sprawie dowodów „nie sposób motywując decyzję o umorzeniu postępowania nie poczynić odniesienia do zgromadzonych dowodów i informacji w nich zawartych”. - Nie oznacza to przyzwolenia na dokonanie przedwczesnej ich oceny, ale też z treści uzasadnienia zaskarżonego postanowienia nie wynika taka intencja sądu I instancji - powiedziała.

 

Sędzia Szymacha-Zwolińska wskazała też, że już sąd rejonowy zauważył, że treści i wersje zdarzeń przekazane przez Jacka P. nie znalazły potwierdzenia w żadnym innym materiale dowodowym. - Praktyka procesowa przyczyniła się do ukształtowania poglądu o konieczności traktowania z ostrożnością depozycji opartych na pomówieniu - dodała.

Reklama

 

Prok. Mistygacz po postanowieniu sądu okręgowego powiedział dziennikarzom, że „grzech pierworodny został popełniony na początku tego postępowania, czyli po pierwsze było to włączenie wszystkich (wątków) do jednego postępowania, a po drugie niezweryfikowanie depozycji Jacka P.”. - To błąd konkretnego prokuratora, bo zawsze za konkretną decyzją stoi człowiek - ocenił odnosząc się do prokuratora, który zajmował się tą sprawą.

 

Poza Nowakiem w tym wątku oskarżone były jeszcze trzy osoby, w tym były prezes Orlenu Jacek Krawiec. - Jestem całkowicie niewinny i zostałem pomówiony przez przestępcę. (...) Zastosowano wobec mnie dewizę: dajcie człowieka, a paragraf się znajdzie - mówił Krawiec we wtorek przed sądem.

Reklama

 

Jego obrończyni mec. Beata Czechowicz powiedziała dziennikarzom po wtorkowym postanowieniu, że to orzeczenie porządkuje sprawy, zaś „sąd dostrzegł to, co od początku było oczywiste - czyli, że nie było żadnych podstaw do oskarżenia”.

 

- Cudownie, że sądy postawiły granicę tym nadużyciom prokuratorskim. (...) Dla mojego klienta to jest potwierdzenie tego, co wiedział od początku, że tego nie zrobił, a mimo tego musiał przejść przez gehennę ponad pięcioletniego postępowania, a występował tylko w tym wątku całej sprawy - dodała mec. Czechowicz.

Źródło: PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama