Reklama

Lider "Boys" nie musi liczyć na ZUS

Choć Marcin Miller od ponad trzech dekad pozostaje jedną z ikon disco polo, doskonale zdaje sobie sprawę, że kariera estradowa nie trwa wiecznie. Wokalista zespołu „Boys” nie ukrywa, że nie spodziewa się wysokiej emerytury, dlatego od lat inwestuje w dochodowe biznesy. Dzięki temu nawet zakończenie działalności muzycznej nie oznaczałoby dla niego finansowych problemów.

Emerytura to nie problem. Marcin Miller myślał o przyszłości z wyprzedzeniem

Choć kariera Marcina Millera rozpoczęła się na początku lat 90. i bardzo szybko nabrała tempa, artysta od dawna zakładał, że same składki emerytalne nie zapewnią mu spokojnej przyszłości. Zespół „Boys” zdobył ogromną popularność dzięki hitom takim jak „Wolność” czy „Jesteś szalona”, jednak lider formacji nigdy nie traktował muzyki jako jedynego źródła utrzymania.

Przez lata Miller konsekwentnie budował finansowe zaplecze, mając świadomość, że popularność sceniczna może z czasem osłabnąć.

Marcin Miller inwestował poza sceną. „Nie muszę żyć z muzyki”

Jednym z filarów bezpieczeństwa finansowego artysty są biznesy prowadzone wspólnie z żoną. Kobieta zajmuje się wynajmem lokali, co — jak przyznaje sam wokalista — zapewnia stabilne dochody niezależnie od sytuacji na rynku muzycznym.

Reklama

— „Ja nie muszę żyć z muzyki. Zawsze to powtarzam. (...) A jak już przestanę śpiewać, chociaż nie przestanę, bo uwielbiam to robić, to żona będzie mnie utrzymywać” — żartował jakiś czas temu lider „Boys” w rozmowie z JastrząbPost.

Media informowały także o innych inwestycjach Millera. Artysta zainwestował m.in. w sprzęt remontowo-budowlany przeznaczony pod wynajem.

— „Wynajem sprzętu remontowo-budowlanego itp. Wiedziałem, że z muzyki kiedyś może być ciężko wyżyć, więc zaczęliśmy z żoną inwestować w inne sprawy. Teraz wielu artystom, a także i mnie ucięło się. Na szczęście zawsze byłem zapobiegawczy, więc nie narzekam” — mówił w rozmowie z „SuperExpressem”.

Reklama

Zdrowie nie zmienia planów. Miller nie zamierza rezygnować ze sceny

Choć finansowo Marcin Miller jest przygotowany na każdy scenariusz, sam podkreśla, że nie myśli o zakończeniu kariery. Muzyka pozostaje dla niego niezwykle ważna, nawet mimo problemów zdrowotnych, z którymi zmagał się w ostatnim czasie.

Artysta relacjonował swój pobyt w szpitalu i proces rehabilitacji w mediach społecznościowych. Przyznał, że korzysta z intensywnej, prywatnej terapii.

— „Bardzo muszę uważać, ale jest o wiele lepiej niż wcześniej. Wiąże się to jednak z olbrzymią pracą. Mam rehabilitację prawie codziennie. (...) Chodzę prywatnie i za każdą wizytę sporo płacę” — mówił.

Reklama

Jak wyjaśniał, 45-minutowe seanse rehabilitacyjne kosztują od 150 do 250 złotych. Terapia przyniosła efekty, a wokalistę już wkrótce będzie można zobaczyć na scenie — m.in. podczas Sylwestrowej Mocy Przebojów w Toruniu.

Źródło: pomponik.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama