Kanclerz Niemiec Friedrich Merz podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w lutym 2026 roku przedstawił swoją wizję silnej, zjednoczonej Europy pod berlińskim kierownictwem. Dla wielu obserwatorów jego deklaracje to jawny sygnał imperialnych ambicji Niemiec, które – zdaniem krytyków – mogą zagrozić równowadze sił w Europie i podważyć pozycję Stanów Zjednoczonych.
Merz wybrał Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa – miejsce naznaczone historią planów niemieckiej ekspansji – by ogłosić, że Europa potrzebuje silnego przywództwa Berlina. Jak pisze Piotr Grochmalski w „Gazecie Polskiej”, kanclerz przedstawił plan niemieckiej Europy, wskazując, że to właśnie RFN ma zapewnić kontynentowi stabilność polityczną i gospodarczą. Zdaniem komentatorów, takie stanowisko nie jest neutralną oceną potrzeb UE, lecz próbą afirmacji niemieckiej dominacji i podważenia roli USA w Europie.
Grochmalski przypomina, że Niemcy w ostatnich dekadach wielokrotnie podejmowały decyzje, które – jego zdaniem – osłabiły Unię Europejską: likwidacja elektrowni atomowych, polityka migracyjna, kontrowersyjny handel emisjami czy zależności energetyczne wobec Rosji. Były kanclerz Angela Merkel i jej poprzednik Gerhard Schroeder, zdaniem autora, nie ponieśli konsekwencji za te działania, które doprowadziły do poważnych perturbacji gospodarczych i politycznych w Europie.
Merz w swoich wystąpieniach podkreślał rolę Bundeswehry jako „najsłynniejszej armii konwencjonalnej w Europie” i plan wzmocnienia wschodniej flanki NATO. Zasygnalizował też możliwość współpracy z Francją w zakresie odstraszania nuklearnego w Europie. Zdaniem krytyków, to próba budowy niemieckiego wpływu na całą europejską politykę bezpieczeństwa, a potencjalne wzmocnienie przemysłu zbrojeniowego w ramach programu SAFE daje Berlinowi przewagę nad pozostałymi państwami UE.
Kanclerz wprost wskazuje, że zmieniające się relacje światowe wymagają nowej formuły partnerstwa transatlantyckiego, w którym Niemcy miałyby odgrywać dominującą rolę. Jednocześnie Merz podkreśla konieczność dialogu z Chinami, co obserwatorzy odbierają jako prochińskie i antyamerykańskie przesunięcie polityki Berlina.
Polska, jak zwracają uwagę komentatorzy, jest szczególnie narażona na wpływy niemieckie. Grochmalski i inni autorzy podkreślają, że Berlin od dawna stara się osłabić pozycję Warszawy w relacjach z USA, wykorzystując antyamerykańskie narracje i ingerując w politykę wewnętrzną Polski, aby uczynić ją bardziej zależną od niemieckich interesów.
W artykule przywołana jest analiza Liany Fix z amerykańskiej Rady Stosunków Zagranicznych, która ostrzega, że niemiecka dominacja militarna i polityczna w Europie może prowadzić do nowego podziału kontynentu, a Polska i Francja mogą znaleźć się w trudnej sytuacji balansowania między interesami Berlina a bezpieczeństwem regionu. Zdaniem ekspertów, historia powinna uczyć, że pozostawienie Niemiec bez kontroli może mieć poważne konsekwencje dla stabilności Europy.
Merz wskazuje na strategiczne umowy handlowe, jak UE–Mercosur czy współpracę z Indiami, jako element budowy „globalnej sieci partnerstw”. Jednak krytycy zauważają, że Niemcy wykorzystują te mechanizmy do wzmacniania własnej pozycji gospodarczej i militarnej w Europie, często z pominięciem zasad konkurencji i konsultacji z innymi państwami członkowskimi UE.
Podsumowując, Monachijskie wystąpienia i artykuły Merza (w tym publikacja w „Foreign Affairs”) są odbierane przez ekspertów jako wyraźna deklaracja niemieckich aspiracji hegemonicznych w Europie. Grochmalski w „Gazecie Polskiej” przestrzega, że Berlin zmierza do przekształcenia UE w instrument własnej polityki, z Polską jako państwem kluczowym dla realizacji tych planów.
Jeśli wizje Merza zostaną w pełni wdrożone, zdaniem krytyków, Europa stoi przed poważnymi wyzwaniami politycznymi, militarnymi i strategicznymi, które mogą powtórzyć błędy przeszłości i zwiększyć ryzyko destabilizacji całego kontynentu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze