Karol Nawrocki rozpoczął swoją wizytę w Stanach Zjednoczonych od mocnego politycznego akcentu. Jeszcze zanim spotkał się z Donaldem Trumpem i pojawił na gali UFC Freedom 250 organizowanej przy Białym Domu, prezydent RP skierował wyraźny sygnał do krajowej sceny politycznej. W Maryland nie brakowało ostrych słów pod adresem rządu Donalda Tuska i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.
Atmosfera wizyty od początku była wyjątkowa. Nawrocki przyleciał do USA na zaproszenie Donalda Trumpa, który tego dnia świętował swoje urodziny. W planie znalazły się spotkania z amerykańskimi politykami, przedstawicielami Polonii oraz rozmowy dotyczące bezpieczeństwa i dalszej współpracy wojskowej między Polską a Stanami Zjednoczonymi.
Pierwszym punktem programu była msza święta w polskim kościele pw. Matki Bożej Królowej Polski i św. Maksymiliana Kolbego w Silver Spring. To właśnie tam, po zakończeniu liturgii, prezydent stanął przed dziennikarzami i przeszedł do politycznego ofensywy.
Nawrocki podkreślał, że strategicznym celem Polski pozostaje trwała obecność wojsk amerykańskich nad Wisłą. Jednocześnie zasugerował, że problemem nie są dziś relacje Warszawy z Waszyngtonem, ale brak skuteczności po stronie rządu.
– To, co udaje się ustalić na najwyższym poziomie politycznym dzięki relacjom dwóch prezydentów, powinno być później realizowane przez rząd. I właśnie z tym mamy dziś duży problem – mówił.
Prezydent przypomniał także temat budowy tzw. Fort Trump i swoje wcześniejsze rozmowy z Donaldem Trumpem. Jak zaznaczył, amerykański przywódca miał deklarować gotowość do inwestowania w ten projekt, jednak po polskiej stronie brakuje odpowiedniej dynamiki działania.
W jego ocenie przeszkodą są nie tylko napięcia polityczne, ale również sytuacja finansów publicznych. Nawrocki wprost wskazał na ministra finansów Andrzeja Domańskiego, sugerując, że obecny stan budżetu utrudnia realizację ambitnych projektów strategicznych.
Najbardziej stanowcze słowa padły jednak chwilę później. Jeden z dziennikarzy zasugerował, że być może wizyta w USA byłaby skuteczniejsza, gdyby prezydent przyleciał wspólnie z premierem Donaldem Tuskiem lub szefem MSZ Radosławem Sikorskim. W odpowiedzi Nawrocki nie próbował łagodzić tonu.
– Minister Sikorski bardzo chce wejść do Gabinetu Owalnego, ale musi sobie zdać sprawę, że polityka prowadzona przez niego i premiera Tuska częściej przeszkadza, niż pomaga – stwierdził.
Chwilę później padły słowa, które błyskawicznie obiegły media społecznościowe i polityczne komentarze.
– Nie jest prezydent od tego, aby ocieplać wizerunek premiera po jego wypowiedziach czy gestach – powiedział Nawrocki.
To była wyraźna odpowiedź na wcześniejsze sugestie dotyczące chłodniejszych relacji części obecnego rządu z administracją Donalda Trumpa. Prezydent dał do zrozumienia, że nie zamierza brać odpowiedzialności za odbudowywanie politycznego klimatu po działaniach swoich politycznych przeciwników.
Prezydent przekonywał również, że relacje polsko-amerykańskie udało się odbudować właśnie dzięki zmianie kursu politycznego po wyborach prezydenckich.
– Pytania powinny być kierowane do tych, którzy wcześniej te relacje osłabiali. Ja wykonuję swoje zadania i naprawiam to, co zostało zniszczone – podkreślał.
Według Nawrockiego obecna polityka zagraniczna Polski powinna opierać się przede wszystkim na silnym sojuszu transatlantyckim i ścisłej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Prezydent przekonywał, że taki kierunek został wyraźnie zaakceptowany przez wyborców.
Wizyta w USA dopiero się rozpoczęła, ale już teraz widać, że będzie miała nie tylko wymiar dyplomatyczny, lecz także wyraźny polityczny ciężar w krajowej debacie. Nawrocki pokazał, że nie zamierza prowadzić ostrożnej narracji wobec rządu i wykorzystuje zagraniczne wystąpienia do podkreślania własnej wizji polityki międzynarodowej Polski.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ale świnia !
No, niestety. Pokazał, jaki z niego burak...
No niestety. Pokazał, jaki z niego burak...
Ale świnia !
No, niestety. Pokazał, jaki z niego burak...
No niestety. Pokazał, jaki z niego burak...