Reklama

Nie 10 tysięcy. Nowa „liczba kroków” ma zaskakiwać

Siedem tysięcy kroków dziennie może dawać większość kluczowych korzyści zdrowotnych, które przez lata kojarzono z „magiczną” granicą 10 tysięcy. Tak wynika z dużej analizy badań, w której sprawdzono zależność między liczbą kroków a ryzykiem przedwczesnej śmierci i szeregiem chorób. Autorzy podkreślają, że dla osób mniej aktywnych liczy się przede wszystkim przesunięcie się z bardzo niskiego poziomu ruchu do bardziej realistycznego celu.

Skąd wzięło się 10 tysięcy i dlaczego naukowcy to sprawdzili

Przez lata 10 tysięcy kroków dziennie funkcjonowało jako prosty, łatwy do zapamiętania wyznacznik „dobrego” poziomu aktywności. W tle tej liczby od dawna pojawiały się jednak wątpliwości, bo jej popularność wiązano bardziej z historią krokomierzy i przekazem marketingowym niż z twardymi dowodami medycznymi. To m.in. dlatego zespół związany z University of Sydney postanowił zweryfikować, gdzie w praktyce leży punkt, w którym korzyści rosną najszybciej, a później zaczynają się wypłaszczać. 

Najmocniejsze liczby: 7 tysięcy kroków i „prawie połowa” różnicy

W analizie zestawiono wyniki dziesiątek badań z ostatnich lat, prowadzonych w wielu krajach, w których uczestnicy nosili urządzenia zliczające kroki. Główny wniosek jest prosty: w porównaniu z 2 tysiącami kroków dziennie, dojście do 7 tysięcy wiązało się z wyraźnie niższym ryzykiem zgonu z jakiejkolwiek przyczyny — o 47 proc., a wynik ten był zbliżony do efektu obserwowanego przy 10 tysiącach kroków. W tej samej analizie wskazywano też m.in. na niższe ryzyko demencji przy 7 tysiącach kroków (spadek o 38 proc.), a także na spadek ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. 

Reklama

Ważny detal, który autorzy podbijają szczególnie mocno, dotyczy osób „na starcie”: największe zdrowotne „zyski” miały pojawiać się wtedy, gdy ktoś zwiększa dzienną liczbę kroków z bardzo niskiego poziomu — w praktyce z okolic 2 tysięcy — do zakresu około 5–7 tysięcy. Innymi słowy, dla wielu ludzi kluczowy ma być postęp, a nie polowanie na okrągłą, ambitną granicę. 

„Dla aktywnych 10 tysięcy jest świetne, ale…” — autorzy studzą emocje

Badacze nie mówią, że 10 tysięcy kroków to cel zły. W ich interpretacji to po prostu poziom, powyżej którego dodatkowe profity — dla większości analizowanych wyników zdrowotnych — są już mniejsze. Wprost zwraca na to uwagę dr Katherine Owen, współautorka publikacji, która podkreśla, że 10 tysięcy to „świetny wynik” dla osób aktywnych, ale „powyżej 7 tysięcy” dodatkowe korzyści zwykle nie rosną już tak wyraźnie. 

Reklama

Z kolei prof. Melody Ding mówi o „realistycznym celu” i podkreśla, że nawet niewielkie zwiększenie aktywności — na przykład z 2 do 4 tysięcy kroków dziennie — może wiązać się z istotnymi korzyściami zdrowotnymi. 

Jest jeszcze jeden warunek: w jakim powietrzu chodzimy

Wątek, który rzadziej przebija się w dyskusji o „krokach”, dotyczy jakości powietrza. SmogLab przypomina, że w Polsce złej jakości powietrzu przypisuje się dziesiątki tysięcy przedwczesnych zgonów rocznie, a największe problemy to sezonowe „piki” zanieczyszczeń pyłami PM10 i PM2.5, nasilające się w sezonie grzewczym. W praktyce oznacza to, że spacer czy trening na zewnątrz mogą mieć zupełnie inny sens zdrowotny, gdy powietrze jest wyraźnie zanieczyszczone. 

Reklama

Epidemiolog środowiskowy dr hab. n. med. Michał Krzyżanowski, cytowany w materiale, zwraca uwagę, że skutki aktywności w smogu zależą m.in. od wieku i stanu zdrowia, a u osób z problemami kardiologicznymi nawet pojedynczy wysiłek w warunkach wysokiego zanieczyszczenia może zaostrzyć objawy — w skrajnych sytuacjach prowadząc do poważnych incydentów. 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości