W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku prom MF „Jan Heweliusz” płynący ze Świnoujścia do Ystad zatonął u wybrzeży niemieckiej wyspy Rugia. To jedna z najcięższych tragedii w historii polskiej żeglugi: w lodowatej wodzie i w warunkach huraganowego sztormu życie straciły dziesiątki osób, a część ofiar nigdy nie została odnaleziona. W kolejnych latach sprawa wracała nie tylko w rocznicowych wspomnieniach, ale też w decyzjach instytucji badających przyczyny katastrofy.
„Jan Heweliusz” wyszedł w morze późnym wieczorem 13 stycznia. Warunki na Bałtyku były skrajnie trudne: sztorm określany jako siła 12 w skali Beauforta, bardzo silny wiatr i wysokie fale. W relacjach z tamtych godzin powtarza się ten sam obraz: narastający przechył jednostki, alarm, próba ewakuacji i dramatyczna walka o przetrwanie w zimnej wodzie.
W opisach katastrofy pojawiają się niekiedy różnice w szczegółowych liczbach, ale kluczowe ustalenia są spójne: na pokładzie znajdowali się pasażerowie i załoga, uratowano 9 osób, a liczba ofiar śmiertelnych była jedną z najwyższych w powojennej historii polskiej żeglugi. Wśród zabitych byli także najmłodsi. W części źródeł podkreśla się również, że nie wszystkie ciała zostały odnalezione.
Po odebraniu sygnałów alarmowych do akcji ruszyły jednostki ratownicze i śmigłowce. Skala zagrożenia była jednak ogromna: ciemność, sztorm i temperatura wody sprawiały, że szanse przeżycia gwałtownie malały z każdą minutą. Udało się wydobyć z morza ocalałych, ale później nie odnaleziono już nikogo żywego.
Katastrofę analizowano latami. W orzeczeniach poświęconych przyczynom wskazywano m.in. na kwestie związane ze stanem jednostki i dopuszczeniem jej do eksploatacji, a także na rolę instytucji odpowiedzialnych za nadzór. Wątek rzetelności postępowania wracał również w wymiarze międzynarodowym: w sprawie rodzin ofiar zapadło rozstrzygnięcie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dotyczące standardów bezstronności postępowania.
Wrak „Jana Heweliusza” spoczywa na dnie Bałtyku w rejonie Rugii. Mimo że dla rodzin ofiar jest to miejsce szczególnie bolesne, temat wracał także przy okazji wypraw nurkowych. Równolegle z biegiem lat utrwalała się pamięć o tragedii: w Szczecinie powstało upamiętnienie ofiar, a rocznice katastrofy co roku przywołują pytania o bezpieczeństwo żeglugi, decyzje podejmowane przed wypłynięciem i cenę, jaką w tamtą noc zapłacili ludzie na pokładzie.
red.
oprac.al
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze