Gdy Peter Szijjártó jednym zdaniem kończy dyskusję i ogłasza, że Węgry zagłosują przeciwko Mercosurowi, w Warszawie trwa festiwal dyplomatycznej gimnastyki. Rząd jest przeciw, ale negocjuje. Chce blokować, ale nie chce się narazić. Broni rolników, ale najpierw musi sprawdzić, czy Berlin się nie obrazi. Polska – kraj z jedną z największych wsi w Europie – znów ustawia się w roli grzecznego ucznia, który podnosi rękę tylko wtedy, gdy nauczyciel pozwoli.
Rolnicy patrzą na to bez złudzeń. Dla nich to nie jest „debata o kierunkach polityki handlowej UE”, tylko pytanie, czy ich gospodarstwa przetrwają najbliższe lata.
Ekonomista, dr Artur Bartoszewicz, nie ma wątpliwości:
– „To nie jest brak kompetencji. To jest chłodna kalkulacja polityczna. Rząd uznał, że ważniejsze jest dobre samopoczucie w Brukseli niż bezpieczeństwo ekonomiczne polskiej wsi”.
– „Mercosur to umowa korzystna dla przemysłu państw starej Unii. Europa Środkowa ma zapłacić za nią swoim rolnictwem. Taki jest realny mechanizm” – dodaje.
Prof. Krzysztof Szczerski punktuje brak podmiotowości:
– „Budapeszt rozumie, że państwo istnieje po to, by bronić własnych obywateli. Warszawa zdaje się uważać, że istnieje po to, by tłumaczyć obywatelom decyzje Brukseli”.
– „Jeśli rząd nie potrafi powiedzieć ‘nie’ w sprawie, która uderza w miliony ludzi na wsi, to znaczy, że mamy kryzys suwerenności w praktyce, nie w teorii”.
Były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski alarmuje:
– „Mercosur to uderzenie w fundamenty polskiego rolnictwa. To otwarcie rynku na produkcję, która nie spełnia standardów obowiązujących w UE. To jest zwyczajnie nieuczciwa konkurencja”.
– „Jeżeli rząd się na to zgodzi, to będzie oznaczało świadome poświęcenie polskiej wsi. I żadne klauzule ochronne tego nie przykryją” – podkreśla.
Jeszcze ostrzej mówi Jacek Zarzecki, hodowca bydła i szef Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny:
– „Nie mówmy o konkurencji. To będzie rzeź. Produkcja w Ameryce Południowej jest tańsza, masowa, bez ograniczeń, które mamy w UE. My z tym nie wygramy”.
– „Straty w drobiu, wołowinie, w miejscach pracy – to są setki milionów euro. Ktoś w rządzie musi wreszcie powiedzieć rolnikom prawdę, zamiast bajek o ochronie” – dodaje.
Przewodniczący NSZZ „Solidarność” Piotr Duda stawia sprawę jasno:
– „To jest próba likwidacji polskiej wsi w białych rękawiczkach. Bez strzału, bez dekretu – przez umowę handlową”.
– „Jeżeli rząd myśli, że rolnicy i pracownicy będą się biernie przyglądać, to jest w grubym błędzie”.
Przez miesiące słyszeliśmy, że „nie da się zbudować mniejszości blokującej”. Teraz, gdy Węgry mówią „nie”, Francja się waha, a Włosi grają na czas, nagle okazuje się, że… jednak się da. Tylko trzeba chcieć.
– „Problem polega na tym, że ten rząd nie ma instynktu obronnego” – mówi Bartoszewicz. – „Oni reagują dopiero wtedy, gdy sytuacja robi się medialnie niebezpieczna”.
Wołowina, drób, cukier, miód – wszystko to ma zostać wrzucone na europejski rynek w wersji „taniej, więcej, bez norm”. Eksperci nie mają wątpliwości: to uderzy w polskich producentów.
– „To jest klasyczny mechanizm kolonialny w wersji XXI wieku” – mówi Szczerski. – „Jedni sprzedają technologię, drudzy sprzedają surowce i żywność. Tylko że Polska nie powinna godzić się na rolę peryferii”.
Budapeszt nie powołuje zespołów, nie robi debat, nie organizuje okrągłych stołów. Widzi zagrożenie – reaguje. Warszawa powołuje zespół do zespołu i ogłasza, że „sytuacja jest skomplikowana”.
– „My się zachowujemy jak think tank, nie jak państwo” – ironizuje Ardanowski. – „Analizujemy, gdy trzeba działać”.
Setki protestów, tysiące ciągników, blokady dróg – to nie jest folklor. To desperacja. A odpowiedź rządu? Zaproszenie do rozmów, zapowiedź konsultacji, obietnica klauzul.
– „Klauzule ochronne to plaster na amputację” – mówi Zarzecki. – „Albo bronimy rynku, albo udajemy, że bronimy”.
Ludowcy zapewniają, że są przeciw Mercosurowi. W praktyce robią wszystko, by niczego nie zablokować. Trzy narracje, trzy konferencje, zero efektów.
– „PSL chce być jednocześnie w rządzie, w opozycji i na wsi” – ironizuje Bartoszewicz. – „Zwykle kończy się tym, że nie ma ich nigdzie”.
Scenariusz jest gotowy: jeśli umowa przejdzie – winny będzie PiS. Jeśli rolnicy zbankrutują – winny będzie PiS. Jeśli Bruksela docisnie – winny będzie PiS. Tyle że to za rządów PiS Mercosur leżał w zamrażarce, a ruszył po zmianie władzy.
– „Nie można jednocześnie rządzić i udawać, że nie ma się wpływu” – podsumowuje Ardanowski. – „To jest polityczna nieuczciwość”.
Węgry już wybrały. Francja się waha. Włochy negocjują. Polska kalkuluje, jak to sprzedać medialnie. A rolnicy czekają, czy ktoś wreszcie powie jasno: „nie oddamy was w ofierze”.
Bo to nie jest spór o handel.
To jest spór o to, czy państwo stoi po stronie własnych obywateli, czy po stronie cudzych interesów.
Anna Konopka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze