Spór o status nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego nabiera coraz bardziej symbolicznego, ale i prawnego ciężaru. Choć wydarzenia z ostatnich dni zostały przedstawione jako formalne dopełnienie procedury, zdaniem konstytucjonalisty prof. Ryszarda Piotrowskiego – w sensie prawnym nie wydarzyło się właściwie nic. I właśnie ta rozbieżność między politycznym przekazem a literą prawa staje się osią narastającego konfliktu.
Jak podkreśla profesor, przepisy regulujące status sędziów Trybunału Konstytucyjnego są jednoznaczne i nie dopuszczają dowolności.
Stosunek służbowy sędziego – a więc realne rozpoczęcie pełnienia funkcji – powstaje dopiero po złożeniu ślubowania wobec prezydenta. Sam wybór przez Sejm, choć nadaje określony status, nie oznacza jeszcze możliwości wykonywania obowiązków.
W praktyce oznacza to, że dopiero po spełnieniu tego warunku sędzia może stawić się w Trybunale, otrzymać przydział spraw i rozpocząć pracę. To także moment, w którym pojawiają się dodatkowe obowiązki – jak choćby złożenie oświadczenia majątkowego.
Brak ślubowania pociąga za sobą konkretne konsekwencje: osoba wybrana nie tylko nie może orzekać, ale formalnie nie wchodzi jeszcze w stosunek służbowy z państwem. A skoro tak, nie podlega również obowiązkom przewidzianym dla urzędujących sędziów.
W tym kontekście profesor Piotrowski nie pozostawia wątpliwości co do oceny wydarzeń w Sali Kolumnowej, gdzie doszło do tzw. „pseudoślubowania”.
Z perspektywy prawa – jak zaznacza – nie miało ono żadnej skuteczności. Nie wywołało skutków prawnych, nie zmieniło statusu uczestniczących w nim osób i nie przybliżyło ich do objęcia urzędu.
Jednocześnie nie oznacza to, że wydarzenie było bez znaczenia. Wręcz przeciwnie – jego ciężar przenosi się na zupełnie inny poziom.
Profesor określa całą sytuację jako element „antykonstytucyjnego spektaklu”, który wpisuje się w trwający od miesięcy konflikt między ośrodkami władzy – rządem a prezydentem.
W jego ocenie szczególnie niepokojące jest to, że w ten spór wciągnięta została instytucja, która z założenia powinna pozostawać poza bieżącą polityką. Trybunał Konstytucyjny ma być organem niezależnym, a jego sędziowie – wolni od jakichkolwiek demonstracji politycznych sympatii.
Tymczasem sytuacja, w której działania wokół Trybunału zaczynają przypominać manifestację stanowisk politycznych, podważa fundament tej niezależności. A to – jak sugeruje profesor – jest trudne do pogodzenia z konstytucyjną rolą tej instytucji.
W efekcie zamiast formalnego zakończenia procedury mamy do czynienia z pogłębiającym się sporem o to, czym właściwie jest dziś państwowy rytuał i gdzie przebiega granica między polityką a prawem. I choć odpowiedzi wydają się zapisane w ustawach, praktyka pokazuje, że ich interpretacja staje się coraz bardziej polem konfliktu.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze