Szpitalne Oddziały Ratunkowe w Polsce od miesięcy działają pod ogromną presją. Eksperci i lekarze mówią wprost: SOR coraz częściej przejmuje rolę, której nie powinien pełnić na co dzień – zastępuje niedrożną podstawową opiekę zdrowotną i poradnie, a do tego mierzy się z brakami kadrowymi i kumulacją pacjentów. W efekcie nawet osoby w mniej pilnych stanach potrafią czekać wiele godzin. Ministerstwo Zdrowia zapowiada porządkowanie zasad i sposób prezentowania kolejek.
W SOR pacjenci są kwalifikowani według pilności stanu, a nie kolejności przyjścia. Oficjalnie najmniej pilne przypadki powinny mieć pierwszy kontakt z lekarzem w określonym czasie po triażu, ale w praktyce – przy dużym obłożeniu – zdarzają się sytuacje, gdy oczekiwanie wydłuża się nawet do około sześciu godzin. Skala problemu nie jest jednolita: są oddziały, gdzie kolejka jest symboliczna, i takie, gdzie jednocześnie czeka kilkadziesiąt osób.
Lekarze pracujący na oddziałach ratunkowych podkreślają, że duża część pacjentów powinna być zaopiekowana wcześniej w POZ lub poradni specjalistycznej. W relacjach przytaczanych przez media powtarza się schemat: pacjent próbuje uzyskać pomoc w przychodni, ale słyszy, by jechał na SOR – albo z powodu odległego terminu, albo limitów przyjęć. Szefowa SOR w Trzebnicy mówi o zjawisku „nagminnym” i zwraca uwagę, że to nie jest problem pojedynczych dni, tylko systemowy nawyk odsyłania.
Drugą stroną medalu są zasoby szpitali. Gdy oddział jest pełny, a do tego dochodzą transporty karetkami, kolejka narasta – nawet przy pełnej obsadzie dyżurowej. Lekarze wskazują też na rosnące koszty zapewnienia dyżurów i konieczność wspierania się personelem z zewnątrz. W takich warunkach SOR staje się miejscem, gdzie „spotykają się” problemy niedrożnej opieki ambulatoryjnej i ograniczonych możliwości szpitala.
Z przywoływanych danych wynika, że przez SOR-y w Polsce w 2023 r. przeszło łącznie 4,14 mln osób, udzielono ponad 5 mln świadczeń, a ich wartość przekroczyła 4,75 mld zł. To tło, na którym widać, jak szybko rośnie obciążenie oddziałów i jak duża część systemu opiera się dziś o „ratunek” zamiast planowej opieki.
Wielospecjalistyczne placówki często przyjmują przypadki, których inne szpitale nie mogą lub nie chcą zaopatrzyć. W takich miejscach – jak wynika z wypowiedzi przedstawicieli dużych szpitali – liczba pacjentów na SOR potrafi sięgać setek w krótkim czasie, a część z nich stanowią osoby, które powinny skorzystać z lekarza rodzinnego albo nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. To napędza kumulację i wydłuża oczekiwanie także dla tych, którzy realnie wymagają pilnej diagnostyki.
Szpitale przypominają, że w oczywistych przypadkach niewymagających interwencji w trybie ratunkowym pacjent może zostać poinformowany, a przyjęcie może zostać odmówione. W praktyce jednak oddziały ratunkowe mają ograniczone narzędzia, by „przekierować” falę pacjentów – zwłaszcza gdy po drugiej stronie nie ma szybkiej alternatywy w POZ lub poradniach.
Ministerstwo Zdrowia skierowało do konsultacji projekt zmian dotyczących funkcjonowania SOR i systemu TOPSOR. Z zapowiedzi wynika, że nowe przepisy mają ujednolicić sposób mierzenia kolejek oraz doprecyzować, jak mają być prezentowane czasy oczekiwania – nie tylko do pierwszego kontaktu z lekarzem, ale również na etapie rejestracji i segregacji medycznej. Podkreślana jest też rola TOPSOR jako narzędzia wspierającego personel, a nie systemu „decydującego” samodzielnie o triażu.
Państwowy serwis pacjent.gov.pl przypomina, że na SOR obowiązuje segregacja medyczna i to ona determinuje czas oczekiwania. Na tej samej stronie można również sprawdzać dane o czasie czekania w konkretnych oddziałach, co w części przypadków pozwala lepiej zaplanować dojazd – zwłaszcza gdy sytuacja nie wygląda na bezpośrednio zagrażającą życiu.
red.oprac.al
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze