W najbliższy piątek na niebie dojdzie do rzadkiego zjawiska, które zdarza się raz na mniej więcej 35 lat: koniunkcji Saturna i Neptuna. To nie oznacza, że planety zbliżą się do siebie w kosmosie, ale że z perspektywy Ziemi znajdą się niemal w tej samej pozycji kątowej – zobaczymy je bardzo blisko siebie na tle gwiazd. Dla obserwatorów to dobra okazja, by „złapać” w jednym kadrze charakterystyczny Saturn i dużo trudniejszego do wypatrzenia Neptuna.
Koniunkcja w astronomii jest zjawiskiem geometrycznym, a nie „spotkaniem” planet w przestrzeni. Saturn i Neptun pozostają od siebie oddalone o ogromne dystanse – średnio dzieli je około 3 miliardy kilometrów – ale w piątek ustawią się w podobnym kierunku względem Ziemi. Efekt dla obserwatora jest prosty: na niebie wyglądają jak dwa punkty bardzo blisko siebie.
Najłatwiej rozpoznać Saturna, bo jest widoczny bez dodatkowego sprzętu. Neptun to inna historia – do jego wypatrzenia potrzeba przynajmniej lornetki, a najlepiej teleskopu. Wtedy obok Saturna, z jego pierścieniami, powinien być dostrzegalny niewielki, lekko niebieskawy punkt – właśnie Neptun.
Planety poruszają się wzdłuż ekliptyki, czyli pasa nieba, którym „wędrują” również Słońce i Księżyc. Z perspektywy obserwacji kluczowe jest to, by planety nie ginęły w blasku Słońca. W praktyce najlepsze okna mają wypadać późnym wieczorem lub nad ranem, często także dzień przed lub dzień po samej ścisłej koniunkcji, gdy układ nadal wygląda bardzo podobnie.
Koniunkcje z udziałem bardzo jasnych planet potrafią robić spektakularne wrażenie. Tutaj efekt jest subtelniejszy, bo Neptun nie świeci jasno i bez optyki pozostanie niewidoczny. Z drugiej strony właśnie ta rzadkość i możliwość uchwycenia dwóch odległych planet obok siebie sprawiają, że dla pasjonatów to wydarzenie warte odnotowania. Dla porównania, jeszcze rzadziej zdarzają się koniunkcje Saturna z Uranem (około raz na 45 lat) oraz Urana z Neptunem (około raz na 171 lat).
red.oprac.al
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze