W rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Mieczysław Ryba przedstawił bardzo krytyczną ocenę planowanej umowy handlowej Unii Europejskiej z krajami Mercosur. Jego zdaniem nie jest to projekt neutralny gospodarczo ani korzystny dla całej Wspólnoty, lecz próba ratowania niemieckiego przemysłu kosztem innych państw członkowskich, w szczególności ich rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego.
Profesor wskazywał, że nacisk Niemiec na podpisanie umowy ma podwójne podłoże. Z jednej strony jest to element długofalowej strategii budowania dominacji gospodarczej, z drugiej – doraźna reakcja na problemy niemieckiej gospodarki po utracie tanich surowców energetycznych z Rosji. Jak stwierdził, dziś siła Niemiec „nie opiera się na armii, lecz na gospodarce”, a w sytuacji kryzysu Berlin zamiast reformować politykę unijną, próbuje – jego zdaniem – „działać na zasadzie pasożyta”, wysysając zasoby z całej Unii.
W tym kontekście umowę z Mercosur prof. Ryba określił jako rozpaczliwą próbę ratowania niemieckiego przemysłu, prowadzoną kosztem innych państw. Podkreślał, że kraje Ameryki Południowej nie podlegają takim samym rygorom sanitarnym i klimatycznym jak producenci europejscy, co prowadzi do złamania dotychczasowej logiki wspólnego rynku. Jak mówił, przez dziesięciolecia wspólna polityka rolna była fundamentem UE, a teraz „nagle ją rozwalamy”, podważając sens wysokich norm, które obowiązują jedynie europejskich rolników.
Zdaniem profesora presja na podpisanie umowy płynie zarówno ze strony niemieckiego państwa, jak i wielkich koncernów, które są z nim ściśle powiązane. Ryba przywołał znane powiedzenie, że „to nie Niemcy mają przemysł, lecz przemysł ma Niemcy”, podkreślając ścisłe sprzężenie polityki i biznesu. W jego ocenie hasła o zrównoważonym rozwoju są w tym przypadku czysto fasadowe, ponieważ realnie chodzi o ratowanie przemysłu „nie patrząc na nic”, co określił wprost jako sytuację „samobójczą”.
W tym sensie umowa z Mercosur – jak zaznaczał – stanowi „milowy krok do rozpadu UE”, ponieważ niszczy równowagę interesów i wzmacnia poczucie niesprawiedliwości wśród państw członkowskich.
Profesor Ryba zwracał uwagę, że sposób podejmowania decyzji w UE – poprzez zasadę podwójnej większości zamiast jednomyślności – potęguje konflikty. Przegłosowywanie jednych państw przez inne prowadzi do narastającego buntu, który wcześniej był domeną krajów takich jak Polska czy Węgry, a dziś obejmuje również większe państwa. Wskazywał, że brak zgody Francji i Włoch pokazuje, iż opór wobec umowy się poszerza, a instytucje unijne nie dysponują realnymi narzędziami, by ten proces zatrzymać.
Wyroki TSUE czy kary finansowe określał jako element „świata wirtualnego”, oderwanego od realnych więzi narodowych, które – jego zdaniem – są znacznie silniejsze niż więzi biurokratyczne. Im więcej w UE nieracjonalności i oderwania od zdrowego rozsądku, tym bardziej Wspólnota będzie „trzeszczeć w szwach”.
Odnosząc się do sytuacji Polski, prof. Ryba podkreślał, że państwo powinno aktywnie chronić własne rolnictwo. Wskazywał na konieczność dokończenia projektu stworzenia państwowo-prywatnego systemu przetwórstwa żywności i ograniczenia dominacji zagranicznego kapitału w tej branży. Argumentował, że bezpieczeństwo żywnościowe jest równie ważne jak bezpieczeństwo militarne czy finansowe, przypominając, że każda wojna w historii opierała się na stabilnych dostawach żywności.
Porównywał te działania do repolonizacji banków, zaznaczając, że w kluczowych sektorach państwo musi zachować kontrolę, niezależnie od ewentualnych nacisków ze strony instytucji unijnych czy Niemiec.
Profesor sceptycznie oceniał deklaracje rządu, który – jego zdaniem – na użytek wewnętrzny prezentuje twarde stanowisko, natomiast na arenie międzynarodowej zachowuje się ulegle. W tym kontekście podkreślał rolę prezydenta, który może wywierać presję poprzez ujawnianie ewentualnej hipokryzji rządu i mobilizowanie opinii publicznej.
Zwracał uwagę, że protesty rolników z całej Europy w Brukseli pokazują, iż problem Mercosur nie jest wyłącznie polski, lecz ma charakter systemowy.
Na koniec prof. Ryba odniósł się do globalnych konsekwencji polityki UE. Wskazywał, że kraje Mercosur nie postrzegają Rosji jako wroga i mają co najwyżej obojętny stosunek do Stanów Zjednoczonych. W jego ocenie deregulacja europejskiego rynku i osłabianie własnej produkcji pośrednio wzmacnia układ antyzachodni.
Działania Unii, firmowane przez Ursulę von der Leyen, Friedricha Merza i Berlin, określił jako „chwytanie się brzytwy” – pozbawione spójnej strategii i logiki. Jego zdaniem ratowanie europejskiego przemysłu wymagałoby odejścia od Zielonego Ładu, powrotu do racjonalnej polityki energetycznej i celnej. Tymczasem UE – jak mówił – „stawia wszystko na głowie”, zawierając umowy z krajami, które nie respektują żadnych standardów klimatycznych, co podsumował bardzo ostro, jako działanie przypominające „chorobę psychiczną”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze