Reklama

„Śnieżny walec” – front mający przetoczyć się przez kraj szerokim pasem

Zima nie odpuszcza i – choć najbliższe dni nie zapowiadają jeszcze klasycznej śnieżycy – prognozy modeli numerycznych wskazują wyraźne załamanie pogody w drugiej połowie lutego. Według amerykańskiego modelu GFS śnieżyca mogłaby przejść nad Polską około 20 lutego, obejmując wiele regionów od północy po południe kraju. Wcześniej, jeszcze w tym tygodniu, opady śniegu mają się pojawiać, ale raczej w wersji „przelotnej” i miejscami przechodzącej w deszcz ze śniegiem.

Najpierw przelotne opady, potem możliwy zwrot

Z aktualnych prognoz wynika, że śnieg może wracać jeszcze w tym tygodniu, ale bez uderzenia porównywalnego do zimowych nawałnic. W piątek prognozowane jest miejscowe „poprószenie” na północy kraju, przy czym w ciągu dnia dominować ma deszcz ze śniegiem, a bardziej „biało” zrobi się dopiero nocą. Wskazuje na to układ temperatur: w rejonie Kołobrzegu wartości w dzień mają oscylować w okolicy 0°C, w pozostałej części północy około 1–2°C. W centrum ma być wyraźnie cieplej, a na południu prognozy wskazują nawet 8–10°C, co sprzyja raczej deszczowi lub mżawce niż trwałej pokrywie śnieżnej. 

W podobnym tonie pojawia się zapowiedź nocy, w której śnieg ma wystąpić w dużej części kraju, ale lokalnie przechodząc w deszcz ze śniegiem. W prognozach zwraca uwagę duże zróżnicowanie termiczne: od około -5°C na Suwalszczyźnie po wartości dodatnie na południu. 

Reklama

„Termin” z modeli: okolice 20 lutego

Najmocniejszy sygnał w prognozach dotyczy drugiej połowy lutego. W wyliczeniach amerykańskiego modelu GFS pojawia się scenariusz śnieżycy, która około 20 lutego miałaby objąć wiele regionów Polski, tworząc rozległą strefę intensywniejszych opadów. To właśnie ten wariant opisywany jest obrazowo jako „śnieżny walec” – front mający przetoczyć się przez kraj szerokim pasem. 

W innych analizach synoptycznych podkreślany jest jednocześnie drugi składnik ryzyka: marznące opady i gołoledź. Według prognoz dla Europy, mniej więcej w tym samym czasie strefa marznących opadów może przemieszczać się znad Skandynawii w kierunku Niemiec i południowo-zachodniej Polski, co zwiększa prawdopodobieństwo trudnych warunków na drogach nawet tam, gdzie śnieg nie będzie dominującym rodzajem opadu. 

Reklama

Co w takich prognozach jest pewne, a co nadal „ruchome”

Prognozy oparte o modele numeryczne na kilka–kilkanaście dni do przodu potrafią zmieniać się z każdą aktualizacją. Różnice w przebiegu frontu, jego tempie, a nawet w granicy przechodzenia śniegu w deszcz mogą przesuwać najbardziej intensywną strefę opadów o dziesiątki, a czasem setki kilometrów. Dlatego „wskazany termin” należy traktować jako orientacyjny punkt w czasie, a nie gwarancję, że śnieżyca uderzy w identycznej formie i w tych samych miejscach. 

Jedno pozostaje wspólne dla niemal wszystkich wariantów: końcówka lutego może przynieść dynamiczną pogodę, z mieszanką opadów i temperaturą blisko zera w części kraju. To najgorsze połączenie dla kierowców – bo wtedy nawierzchnia potrafi zmieniać się z mokrej w śliską w ciągu krótkiego czasu, a lokalne warunki bywają trudniejsze niż sugeruje ogólna prognoza regionu.

Reklama

W praktyce: na co uważać przed możliwym załamaniem

Jeśli scenariusz intensywniejszych opadów się potwierdzi, kluczowe będą dwa elementy: czas trwania opadów oraz temperatura przy gruncie. To one zdecydują, czy skończy się na krótkim epizodzie zimowym, czy na poważniejszych utrudnieniach, zwłaszcza w transporcie i na drogach. W wariancie z marznącym deszczem ryzyko nie polega tylko na „białym puchu”, ale na lodzie, który bywa niewidoczny i wyjątkowo zdradliwy. 

red.oprac.al

Źródło: IMGW/Polskie Radio Aktualizacja: 13/02/2026 11:42
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama