Reklama

„Państwo jako bankomat uprzywilejowanych”. Burza wokół zarobków lekarzy i Szpitala Południowego

22/06/2026 10:34

Afera wokół warszawskiego Szpitala Południowego coraz mocniej rozgrzewa scenę polityczną. Bartosz Arłukowicz, europoseł KO i były minister zdrowia, w ostrych słowach odniósł się do sprawy lekarza-sygnalisty, sugerując, że „pytań jest coraz więcej”. Jego wypowiedzi wywołały gwałtowne reakcje polityków, prawników i komentatorów – w tym Krzysztofa Stanowskiego, który zarzucił mu „gangsterski” ton.

Na portalu zero.pl ukazał się artykuł o sprawie szpitala w Warszawie, horrendalnych zarobków lekarzy itd. Na uwagę zasługuje kilka faktów:

Arłukowicz, dawny minister zdrowia, broni całej sprawy, atakując pozostałych uczestników, wręcz grożąc im, że „byłby zeznawał”, gdyby istniała instytucja chroniąca go na wzór świadka koronnego, a więc sam się wkopuje, że dużo wie o patologiach w systemie zdrowia, której jednym tylko z przykładów jest Szpital Południowy w Warszawie. To rodzi pytanie, dlaczego nie zeznaje — odpowiada mu redaktor Stanowski, który twierdzi, że zachowuje się jak gangster.

Reklama

Politycy przepychają się obecnie z mediami, które piętnują to, co się dzieje w szpitalach, gdzie niektórzy nie wiadomo w jaki sposób wybrani lekarze (czasami radni w samorządach) drenują budżet państwa, zarabiając horrendalne stawki wyceniane przez NFZ i wystawiając rachunki szpitalom na kwoty 100 tys. miesięcznie, a rekordzista na kwotę 300 tys. miesięcznie. To budzi wielkie niezadowolenie i protesty widoczne na forach social mediów opinii publicznej.

Póki co cała sprawa dotycząca tych wybranych lekarzy (do tej pory rząd nie podał, ilu lekarzy to dotyczy, mówi się w mediach, że od 600 do kilku tysięcy) zamiatana jest pod dywan przez samorządy i rząd, będące organami nadzorującymi te szpitale. Dodajmy, że politycy urządzili sobie jatkę ze sprawy Szpitala Południowego, tak jakby tylko tam dochodziło do takich oburzających rzeczy. Rząd kompletnie nie daje sobie rady w tej sprawie, gra jak zwykle na przeczekanie. Samorządy nabrały wody w usta. A problem rozpala opinię publiczną. Obywatele żądają wyjaśnienia i naprawienia tych spraw systemowo, a politycy kierują wszystko na drogę afery o jeden szpital.

Reklama

Odbywa się gra ze społeczeństwem — czy uda się je znowu ogłupić i zneutralizować jego słuszne wzburzenie. Dodajmy, że państwo stało się dysfunkcyjne, partie doprowadziły do tej patologii, a nie ma niezależnych instytucji typu NIK, prokuratura itp., które zajęłyby się tą sprawą. Państwo jako dobro wspólne, jak widać na tym przykładzie, nie istnieje. Stało się jedynie żerowiskiem cwaniaków, którzy chcą z niego wyrwać jak najwięcej. Stało się bankomatem, do którego karty mają uprzywilejowane grupy społeczne, a nie żadnym dobrem wspólnym.

Źródło: zero.pl Aktualizacja: 22/06/2026 11:25
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości