W nocy z soboty na niedzielę wieczorem na trasie Warszawa – Lublin doszło do dwóch aktów dywersji. Podczas pierwszego z nich, w miejscowości Mika, eksplozja ładunku wybuchowego zniszczyła tor kolejowy. Zanim zauważono uszkodzenie przez wysadzony tor przejechały trzy pociągi. Premier i podlegające mu resorty odpowiedzialne za bezpieczeństwo, zareagowały w poniedziałek rano.
W nocy z soboty na niedzielę wieczorem na trasie Warszawa – Lublin doszło do dwóch aktów dywersji. Podczas pierwszego z nich, w miejscowości Mika, eksplozja ładunku wybuchowego zniszczyła tor kolejowy. Według nieoficjalnych ustaleń reportera RMF Krzysztofa Zasady, dopiero czwarty maszynista zauważył wyrwę w torach. Wcześniej przez uszkodzoną linię przejechały trzy pociągi. Premier i podlegające mu resorty odpowiedzialne za bezpieczeństwo, zareagowały w poniedziałek rano. Prawie dobę po akcjach dywersantów.
Opieszałość służb
Zdaniem premiera Donalda Tuska miało to najprawdopodobniej doprowadzić do wysadzenia pociągu. W innym miejscu, w niedzielę, pociąg z 475 pasażerami musiał nagle hamować z powodu uszkodzonej linii kolejowej. Donald Tusk, dopiero w poniedziałek rano, potwierdził oficjalnie, że doszło do aktu dywersji w okolicy miejscowości Życzyn. Dzień wcześniej Iwona Kurowska starosta powiatu Garwolin informowała, że otrzymała od ABW informacje o akcie sabotażu, który miał miejsce pod Życzynem. Jednak chwilę po ostrzeżeniu przekazanym przez starostę, Jacek Dobrzyński rzecznik prasowy Ministra Koordynatora Służb Specjalnych zaprzeczał, że ktokolwiek ze służb kontaktował się z panią Kurowską, a ona sama jedynie przechwala się w mediach.
Na oświadczenie Dobrzyńskiego zareagowała Kurowska, która stwierdziła, że rzecznik kłamie.
Relacje świadków
W rozmowie z Polsat News zdarzenie relacjonował Piotr Przychodzeń, mieszkaniec Życzyn, który przekazał, że podczas oglądania telewizji usłyszał potężny wybuch.
"Ogromny, zatrzęsło całym mieszkaniem, szybami w oknach, nie wiedziałem, co się stało" - relacjonuje Przychodzeń.
Z relacji świadków wynika, że wybuch miał miejsce kilka minut po godzinie 21i był słyszany w sporej odległości od miejsce zdarzenia. Mieszkańcy informują, że służby pojawiły się na miejscu dopiero dziś rano, kilka godzin po alarmujących doniesieniach.
Jak dowiadujemy się z mediów społecznościowych dopiero od godziny 7:30 rozpoczęło się zamknięcie toru numer 1.
Wojsko przeczesuje teren
Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił w poniedziałek, że służby podległe resortowi obrony ściśle współpracują, a wojsko sprawdzi odcinek ok. 120 km (przy trakcji kolejowej) biegnący do granicy w Hrubieszowie. Jak wskazał, w działania zaangażowane są m.in. Wojska Obrony Terytorialnej, w tym 2. lubelska brygada OT i wchodzący w jej skład 25. batalion lekkiej piechoty z Zamościa.
Uszkodzony odcinek linii kolejowej sprawdzają już m.in. żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej. - Przeszukujemy teren, przepusty, torowisko, wystawiamy patrole w miejscach, gdzie może coś się wydarzyć. Wspomagamy służby ochrony kolei – poinformował PAP rzecznik WOT.
Kierwiński ucieka z konferencji
Podczas konferencji poświęconej incydentowi szef MSWiA Marcin Kierwiński poinformował, że w związku ze sprawą aktów dywersji zabezpieczono bardzo obfity materiał dowodowy, który pozwoli na bardzo szybką identyfikację sprawców. Szef MS Waldemar Żurek poinformował, że w związku ze sprawą wszczęto już postępowanie przygotowawcze, które prowadzi Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej. W czasie konferencji dziennikarz RMF zwrócił się z prośbą o wyjaśnienie sytuacji w której przez uszkodzoną linię kolejową przejechały trzy składy pociągów. Niestety pan minister Kierwiński i spółka nie zechcieli wyjaśniać. Po prostu uciekli z konferencji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze