Relacje między Warszawą a Kijowem przeżywają jeden z najpoważniejszych kryzysów ostatnich miesięcy. Wszystko zaczęło się od decyzji prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego – najwyższego polskiego odznaczenia państwowego. Powodem było nadanie przez ukraińskiego prezydenta jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”, formacji odpowiedzialnej za zbrodnie na ludności polskiej podczas II wojny światowej.
Spór błyskawicznie przeniósł się z poziomu symbolicznych gestów do otwartego dyplomatycznego konfliktu. W jego cieniu znalazł się także premier Donald Tusk, którego najnowszy komentarz wywołał falę krytyki w mediach społecznościowych.
Piątkowa decyzja prezydenta Karola Nawrockiego została przez wielu odebrana jako jednoznaczny sygnał, że kwestie pamięci historycznej pozostają dla Polski sprawą fundamentalną. Odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego było odpowiedzią na uhonorowanie przez stronę ukraińską formacji odwołującej się do tradycji UPA.
Reakcja Kijowa była natychmiastowa. Wołodymyr Zełenski odesłał odznaczenie do Polski za pośrednictwem firmy kurierskiej. W ślad za nim podobne kroki podjęli również inni ukraińscy politycy. Z polskich odznaczeń państwowych zrezygnowali m.in. minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha, a także byli prezydenci Ukrainy.
Choć jeszcze niedawno oba państwa podkreślały strategiczne partnerstwo, dziś coraz częściej słychać głosy o najpoważniejszym kryzysie w relacjach polsko-ukraińskich od początku rosyjskiej agresji.
Do zaognionej sytuacji odniósł się w niedzielę premier Donald Tusk. We wpisie opublikowanym na platformie X przekonywał, że dalsze pogłębianie konfliktu będzie szkodliwe zarówno dla Polski, jak i Ukrainy.
„Brnięcie w konflikt polityków w Polsce i w Ukrainie to strategiczny błąd, na którym stracą obie strony: biznesowo, geopolitycznie i reputacyjnie. A w polityce, jak wiadomo, błąd jest gorszy od zbrodni. W rozmowach z moimi europejskimi partnerami staram się minimalizować straty i obniżać napięcie. Nie jest to łatwe zadanie” – napisał szef rządu.
To właśnie ten fragment wywołał największe emocje. Krytycy premiera zwracają uwagę, że w momencie sporu dotyczącego historycznej pamięci i polskiej wrażliwości narodowej premier nie wystąpił jako obrońca stanowiska własnego państwa, lecz jako polityk próbujący pełnić rolę mediatora pomiędzy obiema stronami.
Zdaniem komentatorów problem polega nie na samym nawoływaniu do dialogu, lecz na tym, że Tusk sprawia wrażenie obserwatora wydarzeń, podczas gdy jako premier powinien przede wszystkim reprezentować interes Polski.
Pod wpisem Donalda Tuska szybko pojawiły się setki komentarzy. Wielu użytkowników zarzucało premierowi brak jednoznacznego stanowiska i dystansowanie się od decyzji podjętej przez polskiego prezydenta.
„Pan nie jest rozjemcą w tym konflikcie tylko polskim premierem, proszę wreszcie dorosnąć do swojej funkcji!” – napisał Grzegorz Nowowiejski związany z Konfederacją.
Podobne głosy pojawiały się wielokrotnie. Internauci przypominali, że spór nie dotyczy wyłącznie bieżącej polityki, ale także pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej i stosunku do organizacji odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach.
„Proszę wskazać kraj w Europie, w którym premier nie staje po stronie własnych obywateli, lecz pozostaje pośrodku sporu. Gdyby ofiary Wołynia mogły dziś przemówić, nie byłyby to dla Pana miłe słowa” – napisał jeden z komentujących.
Na różnicę między reakcjami elit politycznych w Polsce i na Ukrainie zwrócił uwagę także Adam Czarnecki.
„Na Ukrainie wszyscy murem za Zełenskim – również jego przeciwnicy polityczni. W Polsce premier stara się rozgrywać do wewnętrznej wojenki temat i udaje jakiegoś »rozjemcę« ponad tym konfliktem” – ocenił.
Jeszcze ostrzej sprawę podsumował europoseł Bogdan Rzońca, przypominając, że podstawowym obowiązkiem szefa rządu jest obrona interesów własnego państwa.
„Pana obowiązkiem jest bronienie interesu Polski: biznesowo, geopolitycznie i reputacyjnie. Polski, ze stolicą w Warszawie, a nie Berlinie czy Kijowie” – napisał.
Niezależnie od politycznych ocen jedno jest pewne: konflikt wokół decyzji Karola Nawrockiego nie wygasa. Wręcz przeciwnie – z każdym kolejnym dniem staje się nie tylko sporem o historię, ale także testem dla polskiej klasy politycznej i jej zdolności do mówienia jednym głosem w sprawach uznawanych za element narodowej pamięci.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze