Kierowca samochodu wyglądającego jak taksówka miał spryskać gazem 27-letnią Anastazję – Ukrainkę mieszkającą w Polsce od lat – oraz jej męża. Kobieta jest w piątym miesiącu ciąży. Sprawa dotyczy zdarzenia z 12 lutego w rejonie ulicy Grzybowskiej w Warszawie i jest prowadzona przez policję pod kątem przestępstwa z nienawiści na tle narodowościowym.
Jak opisuje Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, do konfliktu doszło w pobliżu bloku, w którym mieszka poszkodowana. Według relacji organizacji kierowca miał zablokować wyjazd w wąskiej uliczce, mimo obowiązującego zakazu, a gdy zorientował się, że auto ma ukraińską rejestrację, zaczął używać wulgarnych, obraźliwych słów. Ośrodek podaje, że mężczyzna miał też wyzywać kobietę, po czym użył wobec niej i jej męża gazu z dużego pojemnika przypominającego policyjny. Na udostępnionym nagraniu słychać krzyk kobiety, że jest w ciąży.
Według tej samej relacji, po użyciu gazu kierowca miał próbować odjechać, a obecni w jego samochodzie pasażerowie szybko opuścili miejsce zdarzenia.
Warszawska policja potwierdza, że otrzymała zawiadomienie kilka godzin po zdarzeniu i natychmiast rozpoczęła czynności.
„Zabezpieczyliśmy nagranie, które zostało opublikowane w mediach społecznościowych” – przekazał TVN24 rzecznik śródmiejskiej komendy rejonowej mł. asp. Jakub Pacyniak. Jak dodał, na ten moment nikt nie usłyszał zarzutów, a policjanci odtwarzają przebieg całej sytuacji, która zakończyła się użyciem gazu.
Funkcjonariusze prowadzą czynności w kierunku art. 257 Kodeksu karnego, czyli przestępstwa dotyczącego znieważenia lub naruszenia nietykalności z powodu przynależności narodowej; rzecznik zastrzegł, że to wstępna kwalifikacja i ostatecznej oceny dokona prokuratura. Policja informuje też, że jest po kontakcie z Prokuraturą Rejonową Warszawa Żoliborz i przesłuchała już mężczyznę, który miał być świadkiem zdarzenia.
Rzecznik wskazał ponadto, że na tym etapie nie ma dokumentacji medycznej potwierdzającej obrażenia poszkodowanej, a substancja użyta wobec niej „może być gazem pieprzowym”, na co ma wskazywać nagranie.
W sprawie pojawiło się też oświadczenie firmy HaloTaxi, której oznaczenia widniały na samochodzie widocznym na nagraniach. Korporacja zapewnia, że nie ma związku z kierowcą.
„Nigdy nie był to nasz pracownik, współpracownik ani w żaden inny sposób osoba powiązana z naszą korporacją” – podano w komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych.
Reklama
Firma twierdzi, że auto zostało oklejone jej znakami w sposób nielegalny, z naruszeniem praw, o czym miała poinformować policję; deklaruje też współpracę przy ustalaniu sprawcy.
red.oprac.al
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.