Podczas konferencji prasowej w Warszawie Przemysław Czarnek nie szczędził mocnych słów pod adresem rządu. Kandydat PiS na premiera zapowiedział złożenie formalnego wniosku do marszałka Sejmu o rozszerzenie porządku obrad. Chce, by premier Donald Tusk przedstawił szczegółową informację dotyczącą stanu finansów publicznych.
Według Czarnka sytuacja wymaga natychmiastowego wyjaśnienia – nie tylko na poziomie politycznym, ale przede wszystkim społecznym. Jak podkreślił, skala problemów zaczyna być odczuwalna przez obywateli w codziennym życiu.
Polityk zwrócił uwagę na gwałtownie rosnący deficyt budżetowy. Już w pierwszych dwóch miesiącach roku miał on sięgnąć niemal 50 miliardów złotych, a prognozy na marzec wskazują na jeszcze szybsze tempo jego wzrostu.
Zdaniem Czarnka liczby te nie są jedynie abstrakcyjnymi wskaźnikami ekonomicznymi. Przekładają się na konkretne problemy: ograniczony dostęp do badań diagnostycznych, zamykanie oddziałów szpitalnych – w tym porodówek – oraz trudną sytuację finansową placówek powiatowych.
W jego ocenie państwo traci zdolność reagowania w kluczowych obszarach. Jako przykład podał rosnące ceny paliw, które – jak zauważył – na niektórych stacjach osiągają poziom nawet 9 zł za litr oleju napędowego.
Czarnek przestrzegł przed lekceważeniem sytuacji, odwołując się do doświadczeń innych krajów. Wskazał na przypadek Grecji, gdzie – jego zdaniem – zbyt późna reakcja doprowadziła do drastycznych cięć wynagrodzeń i świadczeń społecznych.
Podkreślił, że Polska nie może pozwolić sobie na podobny scenariusz. W jego opinii obecne sygnały powinny być traktowane jako poważne ostrzeżenie, a nie przejściowe trudności.
Najmocniejszym akcentem wystąpienia było pytanie o kondycję dochodów państwa. Czarnek zwrócił uwagę na – jak twierdzi – niepokojącą rozbieżność między wzrostem gospodarczym a spadającymi wpływami podatkowymi.
– Mamy wzrost PKB, a jednocześnie wpływy podatkowe maleją o kilkadziesiąt procent. Jak to możliwe? – pytał.
Według niego wzrost długu publicznego, który w relacji do PKB przekroczył 60 proc., jest dowodem na pogarszającą się sytuację finansową państwa. Polityk domaga się jasnych odpowiedzi ze strony rządu i bezpośredniego odniesienia się premiera do tych zarzutów.
Na zakończenie podkreślił, że sprawa nie dotyczy wyłącznie politycznych sporów, lecz bezpieczeństwa ekonomicznego obywateli. – To nie jest kwestia debaty, ale odpowiedzialności za państwo – zaznaczył.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze