Piłkarscy kibice we Włoszech oglądają transmitowane przez telewizję publiczną RAI mecze mistrzostw świata bez entuzjazmu i bez żadnej przyjemności. Mundial jest dla nich wyjątkowo bolesnym wydarzeniem, bo trzeci raz z rzędu brakuje ich reprezentacji.
W maju i na początku czerwca Włochom łatwo było zapomnieć o zbliżającym się mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku, bo mieli wiele powodów do radości za sprawą tenisistów. Serca fanów sportu rozgrzało zwycięstwo Jannika Sinnera w Rzymie. Jednak, gdy lider światowego rankingu odpadł w drugiej rundzie French Open w Paryżu, Włosi dalej mogli kibicować pozostałym swoim zawodnikom. Aż trzech znalazło się w ćwierćfinale, co zdarzyło się po raz pierwszy, a do finału doszedł Flavio Cobolli.
Tenis zajął na długo zdecydowanie pierwsze miejsce wśród miłośników sportu.
Wielkiej radości dostarcza im również zaledwie 19-letni Andrea Kimi Antonelli, prowadzący w klasyfikacji mistrzostw świata Formuły 1. Włoch, jeżdżący w zespole Mercedesa, wygrał w tym sezonie pięć wyścigów i - jak podkreślają media - nie zatrzymuje się. Stał się w Italii prawdziwym bohaterem.
Nastroju fanów piłki nożnej nie poprawił wynik rozegranego na kilka dni przed inauguracją mundialu meczu towarzyskiego włoskiej reprezentacji z Luksemburgiem (1:0), bo uznano, że „Azzurrich” stać było na znacznie więcej.
Kibice w wypowiedziach dla mediów przyznają, że nie są w stanie przełknąć totalnej porażki włoskiej piłki, jaką jest to, że czterokrotni mistrzowie świata – ostatnio w 2006 roku - trzeci raz z rzędu nie zakwalifikowali się do MŚ, przegrywając baraż z Bośnią i Hercegowiną.
Włoska piłka znalazła się w głębokim kryzysie, po którym nie jest w stanie się na razie podnieść. Do dymisji podał się selekcjoner Gennaro Gattuso, w którym pokładano wielkie nadzieje na jej odnowę i sukcesy. Ze stanowisk ustąpili także prezes włoskiej federacji (FIGC) Gabriele Gravina, a z nim także niegdyś legendarny bramkarz reprezentacji Gianluigi Buffon, który pełnił szefa sztabu kadry narodowej.
Jak zaznaczali komentatorzy, trudno, aby w takiej sytuacji włoscy kibice z lekkim sercem usiedli przed telewizorami, by oglądać rozgrywki bez udziału ich reprezentacji.
Najważniejszy dziennik telewizji RAI w głównym wieczornym wydaniu poświęca mundialowi często tylko kilkadziesiąt sekund, nie przypominając o najbardziej bolesnym fakcie, jakim jest nieobecność Italii.
Włosi, jak wynika z informacji mediów, śledzą mistrzostwa koncentrując się przede wszystkim na gwiazdach światowego futbolu takich, jak Lionel Messi czy Cristiano Ronaldo. Obserwują też poczynania drużyny Brazylii, prowadzonej przez ich rodaka, jednego z najbardziej uznanych trenerów w historii- Carlo Ancelottiego.
We włoskich miastach absolutnie nie widać typowej „mundialowej gorączki”, która po raz ostatni ogarnęła kraj w 2014 roku. Ale i wtedy ta przygoda nie trwała długo, bo „Azzurri” zakończyli ją już w fazie grupowej.
Jak zauważyła telewizja RAI, najmłodsze pokolenie piłkarskich kibiców nigdy nie oglądało swojej reprezentacji w mistrzostwach świata i właśnie to boli najbardziej.
Oliwy do ognia dolał szef FIFA Gianni Infantino, który w wywiadzie dla brazylijskiej telewizji przyznał, że rozważano nawet rozszerzenie turnieju do 64 drużyn, aby jeszcze bardziej zaangażować cały świat, bo przy takiej liczbie „może i Włochy by się zakwalifikowały”, a „może i doszlibyśmy do 208, żeby mieć pewność ich udziału”.
Ironię Infantino, mającego włoskie korzenie, nagłośniły włoskie media, a minister sportu Andrea Abodi powiedział, że to stwierdzenie go rozśmieszyło.
- Czytałem jednak o oburzeniu. Ja wolałbym, żebyśmy tę energię kierowali na rzeczy, które naprawdę nie działają: na kompromitujące zachowania, na niewłaściwe postawy, na liczne wydarzenia z mediów, które dotyczą także świata piłki i które nie opowiadają dobrej historii. Chciałbym, aby ta sama powaga, z jaką potraktowano niefortunny żart, była stosowana jako miara w codziennych sprawach – przyznał zarazem.
W niekończącej się dyskusji na temat stanu calcio najczęściej powraca jedna kwestia - kluby piłkarskie za bardzo koncentrują się na sprowadzaniu zawodników z zagranicy, a zdecydowanie za mało na poszukiwaniu zdolnych piłkarzy w kraju.
Opinię tę wyraził także były słynny piłkarz AS Roma i reprezentacji Włoch, mistrz świata z 2006 roku Francesco Totti. - Jedyną prawdziwą rzeczą, którą w tej chwili trzeba zrobić, to ponownie postawić z siłą i powagą na szkolenie młodzieży- ocenił.
Wciąż nie wiadomo, kto będzie selekcjonerem, który podejmie kolejną próbę odbudowania reprezentacji Włoch. Pojawiły się medialne spekulacje o możliwym powrocie Roberto Manciniego, który trenerem narodowej drużyny był w latach 2018-23 i zdobył z nią mistrzostwo Europy.
Z Rzymu - Sylwia Wysocka (PAP)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze