Kiedyś alkohol kojarzył się głównie z imprezą albo weekendem. Dziś jest praktycznie wszędzie. Po pracy, do meczu, do grilla, „na chwilę”, „dla smaku”, „żeby się odstresować”. Trudno znaleźć długi weekend bez promocji na zgrzewki piwa i reklam przekonujących, że dobra zabawa właściwie musi mieć procenty.
I mam wrażenie, że właśnie do tego najbardziej przywykliśmy - do samej obecności alkoholu.
Nie chodzi nawet o jedną konkretną reklamę czy akcję promocyjną. Bardziej o cały klimat wokół picia. O to, że alkohol pokazuje się dziś jako coś lekkiego, normalnego, wręcz obowiązkowego elementu odpoczynku. Coraz częściej reklamy próbują jeszcze dorobić do tego ideologię: odpowiedzialność, luz, nowoczesność, a nawet troskę o środowisko.
W ostatnich dniach sporo emocji wywołała promocja jednej z sieci handlowych, która połączyła reklamę piwa z systemem kaucyjnym i recyklingiem opakowań. Przekaz był prosty: kup, wypij, oddaj puszki i wróć po kolejne. Niby lekka kampania marketingowa, ale wielu osobom coś w niej zwyczajnie zgrzytało.
I trudno się dziwić.
Psychiatra Mateusz Kowalczyk, wiceprezes Naczelnej Izby Lekarskiej, cytowany przez portal Zero.pl, zwrócił uwagę, że tego typu reklamy utrwalają przekonanie, iż spożywanie alkoholu jest czymś atrakcyjnym, społecznie pożądanym i praktycznie pozbawionym negatywnych konsekwencji. W kontekście rosnących problemów psychicznych i uzależnień taki przekaz trudno uznać za niewinny.
Bo problem nie polega tylko na samej reklamie. Problem polega na tym, że od lat oswajamy alkohol do granic absurdu.
Nie trzeba przecież leżeć pod sklepem, żeby picie zaczęło wymykać się spod kontroli. Najczęściej dotyczy to zwykłych ludzi - takich, którzy chodzą do pracy, wychowują dzieci i funkcjonują „normalnie”. Do czasu.
Wystarczy spojrzeć na statystyki po majówkach czy świętach. Szpitale pełne osób po zatruciach alkoholowych, policja zatrzymująca pijanych kierowców, domowe awantury, których następnego dnia wielu uczestników nawet dobrze nie pamięta. Co roku wygląda to podobnie, a mimo to alkohol nadal traktowany jest w Polsce wyjątkowo pobłażliwie.
Najbardziej absurdalne jest chyba to, że dziś łatwiej spotkać się z krytyką za papierosa niż za regularne picie alkoholu. Kiedy ktoś mówi, że nie pali - nikogo to nie dziwi. Kiedy mówi, że nie pije - od razu zaczyna się przesłuchanie.
„Ale jak to w ogóle?”
„Nawet piwa?”
„To czym ty się bawisz?”
To pokazuje, jak bardzo picie weszło nam w codzienność.
I jasne - większość ludzi napije się alkoholu i nic dramatycznego się nie wydarzy. Problem w tym, że od dawna przesuwamy granicę tego, co uznajemy za normalne. Promocje typu „12+12 gratis” nikogo już nie szokują. Żarty o urwanym filmie stały się internetową codziennością. Kac częściej przedstawia się jako zabawną historię niż sygnał ostrzegawczy.
A potem nagle okazuje się, że ktoś stracił rodzinę, zdrowie albo prawo jazdy. Ktoś inny ląduje na terapii. Jeszcze ktoś kolejny przez lata powtarzał sobie, że „przecież wszyscy piją”. I może właśnie to zdanie jest dziś największym problemem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze