Reklama

Czy przebaczenie jest obowiązkiem?

Pytanie o obowiązek przebaczenia pojawiło się u mnie w ostatnim tygodniu w dwóch zupełnie różnych kontekstach. Pierwszym była kolejna rocznica zbrodni wołyńskiej i powracające wezwania, aby Polacy wreszcie zamknęli ten temat, przestali wracać do przeszłości i przebaczyli Ukraińcom. Drugim była rozmowa z fachowcem wykonującym drobną naprawę w moim domu.

O ile dyskusja na temat zbrodni wołyńskiej jest dobrze znana, to kilka słów na temat historii małżeńskiej. Ów fachowiec opowiedział mi bowiem o swoim byłym już małżeństwie. Kilkanaście lat temu jego żona wyjechała do sanatorium i zabrała aparat fotograficzny, ale o kliszy w aparacie zapomniała. Mąż natomiast po wywołaniu filmu zobaczył jej zdjęcia z innym mężczyzną. Uznał to za zdradę i stwierdził, że nie potrafi dalej żyć z nią w relacji mąż-żona. Przez kolejne cztery lata mieszkali pod wspólnym dachem, choć ich więź małżeńska faktycznie już nie istniała. Żona, owszem, przeprosiła i zapewniała, choć według niego mętnie, że nic poważnego się nie wydarzyło. Rodzina oczekiwała pojednania. Teściowa prosiła, aby nie niszczył rodziny, ponieważ mieli wspólne dziecko. Jego decyzję uznawano za upór. On mówił, że utracił zaufanie i nie widzi możliwości powrotu do małżeńskiej jedności.
Słuchając tej historii, pomyślałam o łatwości, z jaką żądamy przebaczenia. Szczególnie od innych. Sami nie ponosimy skutków ich krzywdy, więc bez większego namysłu mówimy: „Przecież przeprosiła”, „Trzeba ratować rodzinę”, „Minęło już tyle czasu”, „Nie można żyć przeszłością”. Kilka zdań ma zakończyć sprawę, która zmieniła czyjeś życie.

Zemsta przedłuża działanie krzywdy 

Reklama

Podobny mechanizm działa w pamięci zbiorowej. Po kolejnej rocznicy zbrodni wołyńskiej znów słyszeliśmy, że obecna sytuacja polityczna wymaga zakończenia sporów, niepowracania do tych zdarzeń, nierozdrapywania starych ran i przebaczenia Ukraińcom. Czy na pewno? Przecież wciąż istnieją miejsca wymagające zbadania, ofiary pozbawione imiennych grobów i rodziny oczekujące na ekshumacje. Wezwanie do przebaczenia w takiej sytuacji nie służy przede wszystkim zamknięciu niewygodnej debaty i odsunięciu prawdy, z którą trudno się skonfrontować? A może przebaczenie jest jednak obowiązkiem?
Owszem, w sensie moralnym człowiek powinien dążyć do uwolnienia się od nienawiści, pragnienia odwetu i chęci zniszczenia sprawcy. Zemsta zawsze przedłuża działanie krzywdy. Cudzy czyn nadal wpływa wtedy na sposób naszego myślenia, przeżywania i podejmowania decyzji, a osoba skrzywdzona pozostaje związana ze sprawcą poprzez gniew, wspomnienia i pragnienie wyrównania rachunków.

"Przepraszam" nie wystarczy

Reklama

Przebaczenie jednak wymaga precyzyjnego rozumienia. Po pierwsze, pozostawia człowiekowi pamięć. Pamięć chroni przed ponownym skrzywdzeniem, pozwala rozpoznać zagrożenie, wyznaczyć granice i wyciągnąć wnioski. Człowiek może pamiętać zdradę, oszustwo, przemoc lub poniżenie i równocześnie zrezygnować z odwetu. Zachowanie pamięci świadczy czasem o odpowiedzialności. Tak! O odpowiedzialności za siebie i innych.
Po drugie, przebaczenie nie usuwa także odpowiedzialności sprawcy. Kto ukradł, powinien oddać. Kto zniesławił, powinien sprostować swoje słowa. Kto dopuścił się przemocy, powinien ponieść konsekwencje. Kto zdradził zaufanie, musi liczyć się z trwałą zmianą relacji. Skutki czynu nie znikają wraz z wypowiedzeniem słowa „przepraszam”. Przeprosiny nie powinny być traktowane jako zakończenie sprawy i zmycie winy. Przeprosiny powinny być raczej początkiem procesu naprawy. Potrzebne są  do tego także uznanie winy, żal, zadośćuczynienie, zmiana postępowania i gotowość do odbudowy zaufania. Bez tych elementów pojednanie pozostaje zaledwie, niejednokrotnie, pustą deklaracją. Czasem deklaracją wygodną dla sprawcy, ponieważ pozwala mu oczekiwać szybkiego powrotu do wcześniejszego porządku.
W opisanej historii rodzina oczekiwała od mężczyzny wznowienia małżeńskiego życia. Chciała zachowania wspólnego domu i uniknięcia rozstania. Niewiele uwagi poświęcono pytaniu, czy zdradzony człowiek potrafi jeszcze zaufać i czy chce nadal trwać w tej relacji. Człowiek może przebaczyć i zakończyć związek. Może ograniczyć kontakt, odmówić dalszej współpracy albo nie powierzyć ponownie komuś odpowiedzialności. Ma prawo chronić zdrowie, bezpieczeństwo, dobre imię oraz własne granice. I tak zrobił ten mężczyzna. Ponieważ przebaczenie nie przywróciło u niego automatycznie bliskości.
Pojednanie wymaga udziału obu stron. Potrzebuje też prawdy o tym, co się wydarzyło, przyjęcia odpowiedzialności i rzeczywistej zmiany, choć i to nie daje gwarancji na odbudowę zaufania. Zaufanie bowiem powstaje na podstawie doświadczenia. Jego rekonstrukcja także wymaga czasu, konsekwentnego postępowania i dowodów wiarygodności.

"Jeśli brat twój zgrzeszy, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu” (Łk 17,3)

Reklama

Otoczenie często oczekuje, co niezmiennie mnie dziwi, że porządek naruszony przez sprawcę przywróci osoba skrzywdzona. Zdradzony małżonek ma zapomnieć. Osoba poniżana ma przestać mówić o swoim doświadczeniu. Pracownik ma wycofać skargę. Członek rodziny ma pojawić się przy wspólnym stole i zachowywać się tak, jakby nic się nie wydarzyło. Ciężar naprawy zostaje w ten sposób przeniesiony na pokrzywdzonego. To on ma zadbać o spokój, przyjąć przeprosiny, zrezygnować z roszczeń i potwierdzić, że wszystko wróciło do normy. A często jego dalszy gniew uznaje się za problem większy niż czyn, który ten gniew wywołał.
Taka presja pojawia się szczególnie często w rodzinach i środowiskach religijnych. Sama nieraz słyszałam, że jako katoliczka powinnam puścić w niepamięć określoną krzywdę, ponieważ Jezus nakazał przebaczać. Tak, tak jest! Zdanie to zawiera jedną z ważniejszych prawd o charakterze chrześcijaństwa, ale zarazem pomija znaczną część nauczania Ewangelii.
Jezus mówi: „Jeśli brat twój zgrzeszy, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu” (Łk 17,3). Najpierw pojawia się nazwanie zła i upomnienie. Następnie żal sprawcy i przebaczenie. W Ewangelii według św. Mateusza Jezus poleca najpierw rozmawiać ze sprawcą, później przywołać świadków, a w dalszej kolejności przedstawić sprawę wspólnocie (Mt 18,15–17). Ewangeliczne przebaczenie nie polega więc na udawaniu, że grzech nie został popełniony, że właściwie chrześcijanin powinien wszystko przełknąć i przejść do porządku dziennego.
Chrześcijaństwo, owszem, nakazuje odrzucenie nienawiści i zemsty. Ale domaga się również prawdy, nawrócenia i naprawienia zła. Zacheusz po spotkaniu z Jezusem deklaruje zwrot zabranych pieniędzy i wielokrotne wynagrodzenie wyrządzonych szkód. Jego przemiana znajduje potwierdzenie w konkretnym działaniu, nie w samym wyznaniu winy.

Uczucia nie znikają na rozkaz

Reklama

Miłosierdzie nie daje sprawcy prawa do dalszego krzywdzenia. Nie zwalnia też osoby odpowiedzialnej za innych z obowiązku ochrony słabszych. Matka może przebaczyć człowiekowi, który skrzywdził jej dziecko i równocześnie zgłosić przestępstwo. Przełożony może zrezygnować z osobistej urazy wobec nieuczciwego pracownika i odsunąć go od stanowiska. Duchowny może modlić się za sprawcę przemocy, ale i wspierać postępowanie prowadzące do jego ukarania.
Przebaczenie dotyczy postawy wobec osoby, która wyrządziła zło. Ale jest też i sprawiedliwość, która dotyczy czynu, jego skutków oraz ochrony innych ludzi. Oba porządki mogą, a nawet powinny funkcjonować jednocześnie. Sprawca nie może traktować przebaczenia jako świadczenia należnego mu natychmiast po przeprosinach. Nie może również określać rozmiaru krzywdy. Zdanie: „Nic wielkiego się nie stało” opisuje tylko i wyłącznie jego własną ocenę sytuacji. O ciężarze czynu świadczą także jego skutki w życiu osoby skrzywdzonej.
Dla jednego człowieka zdjęcia z sanatorium mogą stanowić niewinną pamiątkę. Dla drugiego oznaczają utratę zaufania i kres małżeńskiej więzi. Ocena krzywdy wymaga  przede wszystkim uwzględnienia jej znaczenia dla osoby, która jej doświadczyła.
Przebaczenie może trwać długo. Człowiek może podjąć decyzję o rezygnacji z odwetu i nadal odczuwać gniew, żal, lęk oraz rozczarowanie. Uczucia nie znikają na rozkaz. Zdrada małżeńska, przemoc domowa, krzywda dziecka, oszustwo finansowe czy publiczne upokorzenie pozostawiają skutki wymagające czasu, terapii, pomocy prawnej lub wsparcia bliskich.

Uzurpacja prawa do przebaczenia

Reklama

Warto też dodać, że nakazywanie szybkiego przebaczenia może stać się kolejną formą nacisku. Osoba skrzywdzona dowiaduje się wówczas, że cierpi zbyt długo, za często wraca do sprawy i zakłóca spokój swojego otoczenia. I to jej reakcja zostaje uznana za główny problem. Czyn sprawcy schodzi na dalszy plan. Co kończy się absurdem.
Ta sama zasada dotyczy historii. Żaden polityk, dziennikarz, duchowny czy aktywista nie może przebaczyć w imieniu zamordowanych i ich rodzin. To jest uzurpacja prawa do przebaczenia. Może wzywać do odrzucenia nienawiści wobec współczesnych Ukraińców oraz wspierać pojednanie narodów, ale nie może przebaczać w zastępstwie skrzywdzonych i ich rodzin. Ofiary zachowują prawo do imienia, grobu, pamięci i prawdy o okolicznościach śmierci.
W relacjach osobistych sprawiedliwość może wymagać zgłoszenia przestępstwa, odejścia z domu, rozwodu albo ograniczenia kontaktu. W relacjach między narodami wymaga badań, ekshumacji, nazwania sprawców i godnego pochowania ofiar.

Ps. Czy przebaczenie jest więc obowiązkiem? W sensie moralnym człowiek powinien przede wszystkim pracować nad uwolnieniem się od nienawiści i zrezygnować z zemsty. Ale ten obowiązek nie obejmuje zapomnienia, rezygnacji ze sprawiedliwości ani konieczności powrotu do zniszczonej relacji. Przebaczenie ma uwalniać osobę skrzywdzoną od dalszej władzy sprawcy nad jej życiem. Nie może służyć ochronie winnego, uspokajaniu rodziny ani zamykaniu spraw niewygodnych dla otoczenia. Powinno wyrastać z autentycznej prawdy, rozeznania i dobrowolnej decyzji człowieka, który wie, co mu uczyniono, i rozumie skutki doznanej krzywdy.

Reklama

Zdzisława Kobylińska

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama