Mieli walczyć o najważniejsze piłkarskie trofeum świata, tymczasem pozostała im rywalizacja o miejsce na najniższym stopniu podium. W sobotni wieczór w Miami Gardens Francja zmierzy się z Anglią w meczu o trzecie miejsce mistrzostw świata 2026. Dla jednych i drugich będzie to spotkanie, którego jeszcze kilka dni temu woleliby uniknąć. Dla Didiera Deschampsa będzie miało jednak dodatkowy, wyjątkowo osobisty wymiar. Po 14 latach po raz ostatni poprowadzi reprezentację Francji.
Francuzi długo wyglądali na zespół, który może dotrzeć aż do finału. Do ćwierćfinału włącznie wygrywali wszystko, a przy tym robili to w stylu, który rozbudzał wyobraźnię kibiców. Byli szybcy, efektowni i nieprzewidywalni. Potrafili atakować na wiele sposobów, a kiedy pojawiała się okazja, najczęściej bezlitośnie ją wykorzystywali.
W półfinale cały ten rozpęd nagle zniknął. Hiszpania skutecznie odebrała „Trójkolorowym” ich największe atuty i wygrała 2:0. Francuzi nie znaleźli odpowiedzi na grę rywali, a rozczarowania nie zdołał zamaskować nawet Kylian Mbappe. Gwiazdor, który w turnieju zdobył już osiem bramek i rywalizuje o koronę króla strzelców z Lionelem Messim, tym razem nie był w stanie odmienić losów swojej drużyny.
Droga Anglików do strefy medalowej wyglądała inaczej. Drużyna Thomasa Tuchela nie zawsze porywała stylem, ale potrafiła przetrwać trudne momenty. Najlepszym przykładem był szalony mecz 1/8 finału z Meksykiem. Anglia wygrała w stolicy gospodarzy 3:2, choć przez długi czas musiała radzić sobie w dziesiątkę.
Wydawało się, że podobny charakter może zaprowadzić „Trzy Lwy” również do wielkiego finału. W półfinale z Argentyną Anglicy prowadzili aż do 85. minuty. Końcówka zamieniła jednak nadzieję w bolesne rozczarowanie. Obrońcy tytułu odwrócili losy spotkania, zwyciężyli 2:1 i to oni zagrają o mistrzostwo.
Francuzom i Anglikom pozostał więc tak zwany finał pocieszenia. Określenie w tym przypadku brzmi wyjątkowo trafnie, bo trudno oczekiwać, by którakolwiek z drużyn rzeczywiście marzyła o sobotnim występie.
Tuchel po półfinale nie próbował udawać, że jest inaczej.
– Żaden z tych zawodników, pewnie też żaden z Francuzów, nie chce grać tego meczu. Oni chcą grać w finałach – przyznał niemiecki szkoleniowiec.
I właśnie w tym może kryć się największe wyzwanie przed spotkaniem o brąz. Po porażce, która odbiera marzenia o mistrzostwie świata, trzeba w ciągu kilku dni ponownie znaleźć motywację. Tym razem już nie po to, by zdobyć najcenniejsze trofeum, ale by zakończyć turniej zwycięstwem i z medalem na szyi.
Dla Francuzów sobotni mecz będzie czymś więcej niż tylko walką o trzecie miejsce. W Miami Gardens zakończy się jedna z najważniejszych epok w historii ich reprezentacji. Didier Deschamps po raz ostatni usiądzie na ławce „Trójkolorowych”.
Przez 14 lat pracy z drużyną narodową przeżył niemal wszystko, co może spotkać selekcjonera. Największy sukces odniósł w 2018 roku, kiedy poprowadził Francję do mistrzostwa świata. Cztery lata później był o serię rzutów karnych od powtórzenia tego osiągnięcia, ale w pamiętnym finale lepsza okazała się Argentyna.
Do jego dorobku należy również wicemistrzostwo Europy z 2016 roku oraz triumf w Lidze Narodów pięć lat później. Deschamps zapisał się przy tym w historii mundialu w sposób dostępny tylko dla nielicznych. Jest jedną z trzech osób, które zdobyły mistrzostwo świata zarówno jako piłkarz, jak i trener. W 1998 roku był kapitanem francuskiej drużyny, która sięgnęła po złoto przed własną publicznością.
Teraz historia zatacza koło, choć jej zakończenie będzie miało bardziej melancholijny charakter. Zamiast finału – mecz o brąz. Zamiast kolejnej walki o Puchar Świata – pożegnanie z reprezentacją, której Deschamps poświęcił znaczną część swojego zawodowego życia.
– Wiem, że tego dnia opadnie kurtyna. Nie będę płakał, lecz będzie mi brakować reprezentacji Francji. Przez 14 lat miałem zaszczyt doświadczać magicznych, ale i trudnych chwil – powiedział francuski selekcjoner.
Po drugiej stronie nie zanosi się na podobną zmianę. Mimo półfinałowej porażki Thomas Tuchel prawdopodobnie pozostanie selekcjonerem Anglii. Jego kontrakt obowiązuje do zakończenia mistrzostw Europy w 2028 roku, których gospodarzami będą kraje Wysp Brytyjskich.
Historia meczów o trzecie miejsce nie jest dla Anglików szczególnie łaskawa. „Trzy Lwy” dwukrotnie miały okazję zdobyć brązowy medal mundialu i dwukrotnie przegrywały – w 1990 oraz 2018 roku.
Francuzi w takich spotkaniach radzili sobie lepiej. Ich bilans to dwa zwycięstwa i jedna porażka. Co ciekawe, jedynym zespołem, który pokonał Francję w mundialowym meczu o brąz, była Polska. W 1982 roku biało-czerwoni zwyciężyli 3:2, choć „Trójkolorowi” wystąpili wówczas w mocno zmienionym składzie.
W sobotę statystyki będą jednak miały drugorzędne znaczenie. Znacznie ciekawsze pozostaje pytanie, która z dwóch rozczarowanych drużyn szybciej otrząśnie się po półfinałowym ciosie. Mecze o trzecie miejsce często rządzą się własnymi prawami – presja jest mniejsza, zmęczenie ogromne, a trenerzy chętniej dają szansę zawodnikom, którzy wcześniej grali mniej.
Francja będzie chciała godnie pożegnać Deschampsa. Anglia spróbuje natomiast zakończyć turniej pierwszym w swojej historii zwycięstwem w mundialowym meczu o trzecie miejsce. Dla obu drużyn brąz jest dziś nagrodą pocieszenia. Z czasem może jednak pozostać przede wszystkim medalem mistrzostw świata.
Pierwszy gwizdek w Miami Gardens zabrzmi o godz. 23 czasu polskiego. Spotkanie poprowadzi Wenezuelczyk Jesus Valenzuela.
Dzień później oczy całego piłkarskiego świata skierują się na East Rutherford w pobliżu Nowego Jorku. O godz. 21 Hiszpania i broniąca mistrzowskiego tytułu Argentyna rozpoczną walkę o najważniejsze trofeum mundialu. Francuzi i Anglicy będą wtedy mogli już tylko patrzeć.
Najpierw jednak czeka ich własny, mały finał. Finał dwóch wielkich reprezentacji, które przyjechały po złoto, a muszą znaleźć w sobie wystarczająco dużo sportowej dumy, by zawalczyć o brąz.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze