Reklama

Zełenski strzelił sobie w kolano. Ukraina wrze po tej decyzji

18/07/2026 07:47

W środę wieczorem deputowani Sługi Narodu opuszczali zamknięte posiedzenie frakcji w wyraźnie minorowych nastrojach. Formalnie mieli rozmawiać o nowym rządzie. W praktyce nazwisko przyszłego premiera szybko zeszło na dalszy plan. Najważniejsza wiadomość dotyczyła człowieka, który premierem nie zostanie i — co znacznie bardziej zaskakujące — straci również Ministerstwo Obrony.

Wołodymyr Zełenski zdecydował, że Mychajło Fedorow nie znajdzie się w składzie nowego gabinetu.

Prezydent miał tłumaczyć parlamentarzystom, że sytuacja stała się nie do utrzymania. Konflikt między 35-letnim ministrem a głównodowodzącym ukraińskiej armii Ołeksandrem Syrskim narastał od miesięcy, a reforma mobilizacji, która miała być jednym z najważniejszych projektów Fedorowa, nie przyniosła oczekiwanych rezultatów.

Tyle oficjalnego uzasadnienia. Polityczne konsekwencje tej decyzji mogą jednak okazać się znacznie poważniejsze.

Reklama

— Doświadczone dziady zjadły młodą energię — skwitował jeden z deputowanych Sługi Narodu.

To zdanie, choć brutalne, dobrze oddaje sposób, w jaki część ukraińskiego społeczeństwa odebrała dymisję ministra. Bo Fedorow dawno przestał być postrzegany wyłącznie jako kolejny członek rządu. Dla młodszych Ukraińców, wojskowych, wolontariuszy i ludzi związanych z sektorem nowych technologii stał się symbolem przekonania, że wojnę z Rosją można prowadzić inaczej: za pomocą dronów, danych, automatyzacji i nowoczesnego zarządzania.

Reklama

Syrski symbolizuje dla jego krytyków coś dokładnie przeciwnego. Hierarchię, przywiązanie do starych metod dowodzenia i przekonanie, że o wyniku wojny nadal decyduje przede wszystkim liczba ludzi, których można wysłać na front.

Zełenski, wybierając między nimi, zachwiał więc nie tylko równowagą w państwowym aparacie bezpieczeństwa. Wszedł w sam środek znacznie głębszego sporu o to, jak powinna wyglądać ukraińska armia.

I kto ma prawo decydować o jej przyszłości.

Minister, który przestał mieścić się w systemie

Jeszcze kilka dni wcześniej wydawało się, że najważniejszym elementem politycznej układanki będzie zmiana premiera. Zełenski zapowiedział rekonstrukcję rządu, a Julia Swyrydenko miała odejść ze stanowiska, by — jak to określano — „wzmocnić inny kierunek”.

Reklama

Nazwisko jej następcy pojawiło się niemal natychmiast. Serhij Korecki, szef Naftogazu, menedżer i technokrata, szybko wyrósł na faworyta do objęcia stanowiska premiera.

Tyle że Ukraińców znacznie bardziej zainteresowało inne pytanie: co stanie się z Fedorowem?

Plotki mówiły, że jego miejsce w resorcie obrony może zająć dotychczasowy minister spraw wewnętrznych Ihor Kłymenko. Początkowo niewielu traktowało ten scenariusz poważnie. W końcu Fedorow należał do najdłużej utrzymujących się przy Zełenskim współpracowników. Przetrwał kolejne polityczne konfiguracje, zmiany premierów i przetasowania w administracji.

Reklama

Ich wspólna historia zaczęła się jeszcze przed wielką polityką. W 2018 roku Fedorow zajmował się marketingiem i pomagał przy internetowym projekcie Zełenskiego. Rok później odpowiadał już za cyfrową stronę jego kampanii prezydenckiej.

Po zwycięstwie wyborczym otrzymał zadanie stworzenia Ministerstwa Cyfryzacji. To pod jego nadzorem rozwijano aplikację Diia, która przeniosła znaczną część kontaktów obywatela z państwem do telefonu.

Pełnoskalowa rosyjska inwazja zmieniła jednak zakres jego ambicji. Fedorow coraz głębiej angażował się w technologie wojskowe, drony i rozwiązania, które miały pozwolić Ukrainie nadrabiać przewagę Rosji w ludziach i klasycznym uzbrojeniu.

Reklama

Kiedy w styczniu 2026 roku objął Ministerstwo Obrony, dla jednych był człowiekiem idealnie dopasowanym do nowych realiów wojny. Dla innych — trzydziestokilkuletnim technokratą, który nie zdawał sobie sprawy, do jakiego świata właśnie wszedł.

MON nie przypominało Ministerstwa Cyfryzacji. Było ogromną strukturą zarządzającą gigantycznymi pieniędzmi, kontraktami i interesami budowanymi przez lata. Fedorow zamiast ostrożnie się z nią oswajać, rozpoczął gwałtowne porządki.

Pod jego kierownictwem Ukraina miała skuteczniej ograniczyć Rosjanom możliwość korzystania ze Starlinków. Poprawiła się dostępność dronów, a zmiany w systemie zamówień doprowadziły — według przedstawianych danych — do spadku cen części amunicji o kilkanaście, a miejscami nawet kilkadziesiąt procent.

Reklama

Takie reformy mają jednak swoją cenę.

Porządkowanie przetargów oznacza naruszanie czyichś interesów. Cyfryzacja odbiera władzę ludziom, którzy wcześniej kontrolowali przepływ informacji. Nowe technologie podważają znaczenie struktur zbudowanych według starych zasad.

Fedorow był lojalny wobec Zełenskiego. Problem polegał na tym, że z czasem stał się również samodzielny.

A w polityce te dwie cechy nie zawsze idą ze sobą w parze.

Drony kontra ludzie. Wojna o przyszłość ukraińskiej armii

Najpoważniejszy konflikt rozgrywał się jednak nie wokół pieniędzy, lecz sposobu prowadzenia wojny.

Reklama

Fedorow i Syrski patrzyli na nią z dwóch różnych perspektyw.

Pierwszy chciał przyspieszać technologiczną transformację armii. Więcej dronów, automatyzacji, danych i działań asymetrycznych. Mniej uzależnienia od przewagi liczebnej przeciwnika.

Sztab Generalny miał znacznie bardziej przyziemny problem: brakowało ludzi.

Jednostki potrzebowały uzupełnień. Dowódcy oczekiwali żołnierzy zdolnych utrzymać pozycje i prowadzić kolejne operacje. W tym świecie nawet najlepszy system informatyczny nie zastąpi człowieka w okopie.

Reklama

Fedorow miał znaleźć rozwiązanie również tego problemu. Reforma mobilizacji była drugim, obok rozwoju technologii, wielkim zadaniem jego krótkiej kadencji w MON.

I właśnie tutaj poniósł największą porażkę.

Mobilizacja od lat jest jednym z najbardziej toksycznych tematów ukraińskiej debaty publicznej. Z jednej strony są żołnierze, którzy walczą od początku pełnoskalowej wojny i często nie widzą perspektywy powrotu do normalnego życia. Z drugiej — ludzie za wszelką cenę próbujący uniknąć służby.

Pomiędzy nimi znalazły się centra rekrutacyjne TCK, których funkcjonowanie stało się symbolem patologii systemu. Nagrania pokazujące siłowe zatrzymywanie mężczyzn na ulicach i doniesienia o przemocy doprowadziły do sytuacji paradoksalnej: ukraińska armia pozostaje jedną z najbardziej szanowanych instytucji w kraju, podczas gdy instytucje odpowiedzialne za mobilizację należą do najbardziej znienawidzonych.

Reklama

Fedorow próbował zmienić logikę systemu. Zamiast przymusu proponował rozwój służby kontraktowej, znacznie wyższe wynagrodzenia i aktywniejsze pozyskiwanie ochotników, również poza granicami Ukrainy.

Problem w tym, że — według przecieków — chętnych było zbyt mało.

Do tego projekty legislacyjne przygotowane przez resort nie zrobiły dobrego wrażenia na parlamentarzystach. Część deputowanych miała określać je jako niedopracowane i niemożliwe do szybkiego wdrożenia.

W tym samym czasie konflikt między ministrem a głównodowodzącym coraz bardziej paraliżował współpracę.

Reklama

Syrski miał oskarżać Fedorowa o niedostateczne finansowanie potrzeb konkretnych operacji. Ludzie ministra odpowiadali, że wojsko otrzymuje odpowiednie narzędzia, ale nie potrafi z nich właściwie korzystać.

Obie strony przestały się słuchać.

Kiedy Zełenski wrócił do Kijowa 15 lipca, przez około dwie godziny rozmawiał z Fedorowem. Spotkanie przeciągnęło się na tyle, że prezydent spóźnił się na posiedzenie własnej frakcji.

Tam miał przyznać, że konflikt zaszedł zbyt daleko.

W idealnym scenariuszu — miał powiedzieć deputowanym — należałoby wymienić zarówno ministra, jak i głównodowodzącego. W warunkach wojny jednoczesna zmiana obu najważniejszych osób odpowiedzialnych za funkcjonowanie armii byłaby jednak ryzykiem, którego Zełenski nie chciał podjąć.

Wybrał więc Syrskiego.

I właśnie ten wybór wywołał największą burzę.

Krytycy prezydenta zwracają uwagę na zasadniczą sprzeczność: konflikt między oboma mężczyznami nie był żadną tajemnicą. Istniał już wtedy, gdy Fedorow obejmował MON. Jeśli więc teraz stał się argumentem przemawiającym za jego odwołaniem, trudno nie zapytać, czego właściwie oczekiwała od młodego ministra administracja prezydenta.

Być może tego, że będzie reformatorem — ale nie za bardzo.

Że zmieni system — nie naruszając jego fundamentów.

Że będzie samodzielny — dopóki jego samodzielność nie stanie się politycznym problemem.

Zełenski wybrał spokój na górze. Ryzykuje buntem na dole

Decyzja o pozostawieniu Syrskiego ma jeszcze jeden wymiar, szczególnie niewygodny dla władz.

W dniu, w którym ważyły się losy Fedorowa, w podkijowskiej Kałyniwce odbywał się pogrzeb braci Romana i Maksyma Mosejczuków. Ich śmierć stała się kolejną ponurą historią pokazującą patologie części wojskowego systemu.

Bracia zostali uprowadzeni z domu przez ludzi w mundurach. Śledztwo miało wykazać, że sprawcami byli żołnierze 155. Brygady. Mosejczukowie trafili na poligon jednostki, gdzie zostali zabici.

Sprawa zaczęła prowadzić do dowódcy brygady Stanisława Łuczanowa, wcześniej związanego z 425. Pułkiem Szturmowym „Skała”.

Jednostki tego typu miały wzmacniać najtrudniejsze odcinki frontu. Z czasem ich krytycy zaczęli jednak nazywać je „mięsnymi wojskami Syrskiego” — formacjami używanymi w najbardziej wyniszczających operacjach, często bez oglądania się na straty.

Doniesienia o przemocy wobec żołnierzy oraz śmierci ludzi jeszcze na etapie szkolenia dodatkowo obciążyły wizerunek ukraińskiego dowództwa.

Właśnie dlatego decyzja Zełenskiego została przez część społeczeństwa odebrana nie jako zwykła wymiana ministra, lecz jako opowiedzenie się po jednej ze stron znacznie większego konfliktu.

Technologia kontra masa.

Młodzi oficerowie kontra stara generalicja.

Drony kontra kolejne fale mobilizowanych ludzi.

Fedorow podczas swojej pierwszej konferencji po dymisji nie próbował ukrywać skali sporu. Przyznał, że już po objęciu ministerstwa proponował prezydentowi zmianę głównodowodzącego. Zełenski odmówił, a minister — jak sam twierdzi — zaakceptował decyzję i próbował współpracować z Syrskim.

Według jego relacji szybko okazało się jednak, że kolejne inicjatywy resortu napotykają opór, a rozmowę o problemach zastąpiła zakulisowa walka o wpływy.

W końcu ktoś musiał odejść.

Zełenski zdecydował, że będzie to Fedorow.

Politycznie może się jednak okazać, że rozwiązując jeden konflikt na szczytach władzy, prezydent uruchomił znacznie większy na dole.

Pierwszy sygnał przyszedł niemal natychmiast. W czwartek rano w centrum Kijowa zaczęli gromadzić się protestujący. Wybrali miejsce dobrze znane z demonstracji przeciwko ubiegłorocznym zmianom dotyczącym instytucji antykorupcyjnych. Znów pojawiły się kawałki tektury z ręcznie wypisanymi hasłami.

„Syrski to przeszłość, Fedorow — przyszłość”.

„Wymieniajcie jeńców, a nie Fedorowa”.

W tym samym czasie parlament powoływał nowego premiera. W normalnych warunkach byłoby to wydarzenie dnia. Tym razem niemal zniknęło w cieniu dymisji ministra obrony.

I być może właśnie to najlepiej pokazuje skalę politycznego błędu Zełenskiego.

Prezydent chciał zakończyć konflikt między dwiema najważniejszymi instytucjami odpowiedzialnymi za prowadzenie wojny. Wybrał rozwiązanie administracyjnie najprostsze: pozostawił głównodowodzącego, a usunął ministra.

Nie przewidział jednak, że dla części społeczeństwa Fedorow reprezentował coś więcej niż konkretną osobę. Był obietnicą, że ukraińskie państwo i armia mogą zerwać z odziedziczonymi po Związku Radzieckim mechanizmami.

Jego dymisja została więc odebrana jak komunikat, że w decydującym momencie stary system potrafi się obronić.

Politolog Wołodymyr Fesenko nie wyklucza, że Syrski również w końcu straci stanowisko. Do jego odwołania Zełenski nie potrzebuje zgody parlamentu. Wystarczyłaby jedna decyzja prezydenta.

Na razie jednak głównodowodzący pozostaje na swoim miejscu.

Fedorow odchodzi.

A Zełenski, próbując ugasić jeden pożar, może właśnie rozpalić następny. Tym razem nie w gabinetach Ministerstwa Obrony czy Sztabu Generalnego, ale wśród ludzi, którzy coraz głośniej pytają, czy Ukraina rzeczywiście chce budować armię przyszłości — czy tylko nowocześniej opakować system należący do przeszłości.

Źródło: wiadomosci.wp.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama