Stadiony wypełnione po brzegi, presja liczona w milionach spojrzeń, hymny, gole, wielkie interwencje i chwile, które potrafią zdecydować o miejscu w historii futbolu. Mistrzostwa świata zwykle opowiada się właśnie w ten sposób — przez wyniki, statystyki i sportowych bohaterów. Za tym widowiskiem kryje się jednak również rzeczywistość znacznie bardziej osobista. Dla części uczestników mundialu równie ważne jak przygotowanie fizyczne czy taktyka pozostają modlitwa, sakramenty i relacja z Bogiem.
Wśród największych nazwisk światowego futbolu nie brakuje zawodników i trenerów, którzy — choć każdy na swój sposób — otwarcie mówią o wierze albo pozwalają, by była ona widoczna w ich codziennych gestach. Dla jednych jest to różaniec noszony w kieszeni, dla innych znak krzyża przed pierwszym gwizdkiem. Są też tacy, którzy pielgrzymują do sanktuariów, uczestniczą we Mszy świętej nawet w dniu meczu lub po prostu przyznają, że bez Boga inaczej patrzyliby na sukces, porażkę i własny talent.
Bo największe zwycięstwa nie zawsze kończą się podniesieniem pucharu. Czasem rozgrywają się znacznie ciszej — wtedy, gdy człowiek pośród ogromnej presji pozostaje wierny temu, w co wierzy.
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych przykładów jest Luka Modrić. Kapitan reprezentacji Chorwacji od lat nie ukrywa swojego przywiązania do katolicyzmu. Przed wejściem na murawę wykonuje gest, którego wielu kibiców może nawet nie zauważyć: całuje swoje ochraniacze. Nie są one jednak zwykłym elementem piłkarskiego wyposażenia. Znajdują się na nich wizerunki jego najbliższych, Najświętszego Serca Pana Jezusa oraz Maryi.
Wiara nie pozostaje dla niego wyłącznie prywatnym symbolem. Wraz z reprezentacją Chorwacji uczestniczył także we Mszy świętej odprawionej przed rozpoczęciem mundialowych zmagań. W chorwackiej kadrze podobnych świadectw jest zresztą więcej.
Mateo Kovačić wspominał, że modlitwa odegrała szczególną rolę w jednym z najtrudniejszych momentów jego młodości, gdy jako nastolatek zmagał się z poważną kontuzją. Jego historia osobista również mocno splotła się z Kościołem — przyszłą żonę poznał w parafii, a w kolejnych latach pielgrzymował do Medjugorje, szukając tam duchowego umocnienia.
Jeszcze bardziej bezpośrednio o znaczeniu wiary mówią Kristijan Jakić i Igor Matanović. Jakić podkreślał, że w jego ojczyźnie katolicyzm jest czymś głęboko zakorzenionym w życiu wielu ludzi. „Jesteśmy katolickim krajem, w którym wiara jest drogą naszego życia. Wiara jest dla nas wszystkim” — mówił.
Matanović z kolei zwraca uwagę na osobisty wymiar modlitwy. To właśnie ona ma dawać mu siłę i przekonanie, że niezależnie od okoliczności jego słowa są przez Boga słyszane.
Na mundialowych boiskach można dostrzec także bardziej dyskretne formy religijności. Lionel Messi niezwykle rzadko czyni ze swojej wiary temat publicznych wypowiedzi. Wielokrotnie dawał jednak do zrozumienia, że swój niezwykły talent postrzega jako dar otrzymany od Boga. Wychowany w tradycji katolickiej Argentyńczyk pozostaje silnie związany z rodziną, a jego dzieci zostały ochrzczone podczas pobytów w ojczyźnie.
Inaczej swoją religijność przeżywa Romelu Lukaku, który nie unika publicznych gestów wiary. Gdy przed laty pojawiły się plotki próbujące łączyć belgijskiego napastnika z praktykami voodoo, jego przedstawiciel stanowczo przypomniał, że piłkarz jest praktykującym katolikiem. Sam Lukaku podczas pielgrzymki do Lourdes ujął swoje podejście bardzo prosto: „Wiara zawsze była dla mnie ważna. Bóg jest wielki”.
Kibice mogą zresztą dostrzec to również podczas meczów. Belg przed rozpoczęciem spotkania często wykonuje znak krzyża. Podobny gest zdarza mu się także po zdobyciu bramki — w chwilach, gdy uwaga całego stadionu skupiona jest właśnie na nim.
W świecie profesjonalnego sportu łatwo uwierzyć, że wszystko jest wyłącznie efektem własnej pracy. Setki treningów, wyrzeczenia, dieta, regeneracja i nieustanna rywalizacja rzeczywiście budują wielkie kariery. Niektórzy piłkarze przypominają jednak, że nawet największy talent nie musi być traktowany wyłącznie jako osobista zasługa.
Vinícius Jr. nie pozostawia wielu wątpliwości, gdy mówi o miejscu Boga w swoim życiu. Zapytany kiedyś, kim jest dla niego Bóg, odpowiedział jednym słowem: „Wszystkim”. Brazylijczyk deklaruje się jako katolik, a na jego ciele znajduje się również tatuaż z przesłaniem „Błogosławiony przez Boga”. To osobiste przypomnienie, że możliwości, które zaprowadziły go na największe stadiony świata, postrzega również w perspektywie wiary.
Podobne przekonanie, choć wyrażane inaczej, towarzyszy amerykańskiemu bramkarzowi Mattowi Freese’owi. W jego przypadku religijność nie ogranicza się do pojedynczych gestów wykonywanych przed kamerami. Jak opowiadał, już jako młody zawodnik starał się uczestniczyć we Mszy świętej także wtedy, gdy tego samego dnia czekał go mecz.
Dziś nadal świadomie rozwija swoje życie duchowe. Sięga po Pismo Święte i korzysta z materiałów pomagających mu lepiej poznawać Biblię, między innymi popularnego podcastu „The Bible in a Year” prowadzonego przez ks. Mike’a Schmitza. W zawodowym sporcie, w którym kalendarz podporządkowany jest treningom, podróżom i kolejnym spotkaniom, wymaga to konsekwencji.
Jedną z najbardziej wymownych scen związanych z wiarą przyniósł także Armando „La Hormiga” González. Młody reprezentant Meksyku przed spotkaniem z Czechami został zauważony, gdy klęcząc, modlił się przed wizerunkiem Matki Bożej z Guadalupe.
Nie była to poza przygotowana dla kamer. Późniejsze słowa zawodnika dobrze oddawały sens tego gestu. González mówił o wdzięczności wobec Boga i podkreślał, że wszystko, co posiada, traktuje jako otrzymany dar.
Takie obrazy pozostają w pamięci właśnie dlatego, że wyłamują się ze standardowego rytmu wielkiego turnieju. W miejscu pełnym hałasu pojawia się cisza. W świecie nastawionym na zwycięstwo — wdzięczność. A obok przekonania o własnych możliwościach — świadomość, że człowiek nie wszystko zawdzięcza samemu sobie.
Wiara obecna jest nie tylko wśród zawodników. Równie wyraźnie mówią o niej trenerzy, którzy podczas mundialu ponoszą odpowiedzialność za wyniki całych reprezentacji.
Carlo Ancelotti, jeden z najbardziej utytułowanych szkoleniowców w historii futbolu, nigdy nie ukrywał swojej szczególnej więzi ze św. Ojcem Pio. Po objęciu reprezentacji Brazylii odwiedził również pomnik Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro, gdzie otrzymał różaniec i błogosławieństwo.
Jego podejście do wiary ma przy tym charakter bardzo osobisty. Ancelotti przyznawał, że wierzy w Boga i zwraca się do Niego ze swoimi prośbami. Zastrzegał jednak, że nie dotyczą one futbolu. To znaczące rozróżnienie w świecie, w którym po każdym sukcesie łatwo przypisywać sobie szczególne względy Opatrzności.
Jeszcze bardziej otwarcie o swojej religijności mówi Zlatko Dalić. Selekcjoner reprezentacji Chorwacji jako dziecko był ministrantem, regularnie uczestniczy w niedzielnej Mszy świętej i nosi przy sobie różaniec. Wielokrotnie podkreślał, że właśnie wiara jest fundamentem jego życia, a to, co osiągnął zawodowo, zawdzięcza Bogu.
W jego przypadku nie jest to deklaracja pojawiająca się wyłącznie po zwycięstwach. I być może właśnie tutaj najlepiej widać różnicę między wiarą traktowaną jako okazjonalny gest a wiarą, która rzeczywiście kształtuje sposób patrzenia na sport.
Mundial jest bowiem bezlitosny. Jednego dnia można zostać bohaterem całego kraju, kilka dni później — człowiekiem obwinianym za porażkę. Jeden strzał może dać nieśmiertelność, jeden błąd może przez lata powracać w telewizyjnych powtórkach. W takich warunkach szczególnego znaczenia nabiera pytanie o to, na czym człowiek buduje własną wartość.
Historie tych piłkarzy i trenerów pokazują, że dla części ludzi należących do absolutnej elity futbolu odpowiedź nie znajduje się wyłącznie na tablicy wyników. Modlitwa przed meczem nie gwarantuje zwycięstwa. Różaniec w kieszeni nie chroni przed porażką. Wiara nie sprawia, że znika presja ani że każdy strzał trafia do bramki.
Może jednak zmienić sposób przeżywania zarówno triumfu, jak i przegranej.
I właśnie dlatego opowieści o wierze podczas mistrzostw świata są czymś więcej niż zbiorem religijnych gestów znanych sportowców. Przypominają, że za nazwiskami drukowanymi na koszulkach stoją ludzie — ze swoimi lękami, nadzieją, wdzięcznością i pytaniami, których nie da się rozstrzygnąć w ciągu dziewięćdziesięciu minut.
Kiedy więc miliony kibiców będą śledzić kolejne gole, interwencje bramkarzy i walkę o najważniejsze piłkarskie trofeum, dla niektórych uczestników turnieju wynik pozostanie tylko częścią większej historii. Bo można zdobyć mistrzostwo świata i wciąż szukać czegoś więcej. Można też zejść z boiska pokonanym, nie tracąc tego, co uważa się za najważniejsze.
Dla nich futbol jest wielką częścią życia. Ale nie jest całym życiem. I być może właśnie to jest najciekawszym świadectwem, jakie mogą pozostawić po sobie długo po ostatnim gwizdku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze