W środowisku nauczycielskim rośnie frustracja związana z poziomem wynagrodzeń. Związki zawodowe alarmują, że zapowiedziane na 2026 rok podwyżki są zbyt niskie i nie odpowiadają realnym kosztom życia. Coraz częściej pojawiają się także zapowiedzi protestów, a nawet ogólnopolskiego strajku.
Choć w 2024 roku nauczyciele otrzymali znaczące podwyżki wynagrodzeń, kolejne lata przyniosły już znacznie mniejsze wzrosty. W 2025 roku pensje wzrosły o 5 proc., natomiast na przyszły rok zaplanowano podwyżkę na poziomie około 3 proc.
Zgodnie z projektowanymi przepisami minimalne wynagrodzenie zasadnicze nauczycieli wzrośnie od 151 do 186 zł brutto — w zależności od stopnia awansu zawodowego i wykształcenia. W praktyce nauczyciele początkujący mają otrzymywać około 3800–4200 zł netto miesięcznie, mianowani około 4200–4600 zł, a dyplomowani około 4800–5400 zł „na rękę”, wraz z dodatkami.
Wielu pedagogów uważa jednak, że takie kwoty nie pozwalają na spokojne utrzymanie, szczególnie w dużych miastach. Jedna z nauczycielek pracujących w Warszawie przyznała w rozmowie z mediami: „Mam już dość słuchania, że otrzymałam 30 proc. podwyżki w 2024 roku, skoro później wzrost był śladowy i nie zapowiada się nic lepszego”. Dodała również: „To jest skandal, że muszę pracować w dwóch szkołach, aby się utrzymać w stolicy”.
Związki zawodowe podkreślają, że dalsze ignorowanie problemu może doprowadzić do poważnego kryzysu kadrowego w polskiej oświacie. „Jeśli ktoś proponuje nauczycielom podwyżki rzędu 2-3 proc., to nie ma o czym mówić” — ocenił Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Forum-Oświata”.
Jesienią możliwe są wspólne protesty organizowane przez największe związki zawodowe działające w edukacji. Jeśli rozmowy z rządem nie przyniosą efektów, nauczyciele nie wykluczają również strajku generalnego.
Komentarz redakcji:
Od lat zwracamy uwagę, że kolejne rządy w różny sposób traktują poszczególne grupy zawodowe utrzymywane z publicznych pieniędzy. Trudno nie zauważyć ogromnych dysproporcji między wynagrodzeniami nauczycieli a zarobkami części środowiska medycznego. Media regularnie informują o kontraktach lekarskich sięgających nawet 20–30 tys. zł brutto miesięcznie, a w pojedynczych przypadkach pojawiają się doniesienia o znacznie wyższych kwotach. Tymczasem nauczyciele, odpowiedzialni za edukację przyszłych pokoleń, często zmuszeni są pracować w kilku placówkach, by utrzymać rodzinę.
Pojawia się więc pytanie o granice wydatków finansowanych z pieniędzy publicznych oraz o skuteczność kontroli nad wynagrodzeniami w państwowych i samorządowych instytucjach. Wiele szpitali pozostaje zadłużonych, a mimo to kontrakty dla części specjalistów nadal rosną. Społeczeństwo ma prawo oczekiwać przejrzystości i jasnych zasad wynagradzania wszystkich grup zawodowych finansowanych z budżetu państwa i samorządów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze