Ceny paliw w Polsce znów przyspieszają, a kierowcy wchodzą w tydzień, który może przynieść historyczne rozstrzygnięcie na rynku diesla. Najnowsze prognozy analityków pokazują, że olej napędowy może przekroczyć dotychczasowy rekord średniej ceny krajowej, a benzyna coraz wyraźniej zbliża się do granicy 7,20 zł za litr. To efekt kolejnej fali podwyżek, która coraz mocniej odbija się na portfelach kierowców i kosztach transportu.
Według najnowszych prognoz rynku paliw w nadchodzącym tygodniu, od 23 do 27 marca, benzyna Pb95 może podrożeć do około 7,19 zł za litr, czyli o 29 groszy więcej niż wcześniej szacowano, a olej napędowy do 8,19 zł za litr, co oznacza wzrost rzędu 31 groszy. To właśnie diesel znalazł się dziś w centrum uwagi analityków, bo taki poziom oznaczałby przebicie dotychczasowego rekordu średniej ceny krajowej.
Biuro Reflex przypomina, że obecny historyczny rekord średniej ceny diesla na stacjach w Polsce wynosi 8,08 zł za litr i został ustanowiony w połowie października 2022 roku. Prognozowane 8,19 zł oznaczałoby więc wejście na nowy, najwyższy poziom od czasu prowadzenia takich porównań. W przypadku benzyny sytuacja jest nieco inna. Prognozowana cena 7,19 zł za litr byłaby bardzo wysoka, ale wciąż nie oznaczałaby pobicia absolutnego rekordu z przeszłości.
Rynek już od kilku dni wysyłał wyraźne sygnały ostrzegawcze. E-petrol informował, że diesel zmierza w kierunku 8 zł za litr, a benzyna w stronę 7 zł, podkreślając wyraźny trend wzrostowy na stacjach. Serwis zwracał uwagę, że ceny detaliczne wszystkich gatunków paliw rosną w porównaniu z poprzednim tygodniem, a szczególnie mocno widać to właśnie w przypadku oleju napędowego.
Za podwyżkami stoją przede wszystkim czynniki zewnętrzne. Analitycy wskazują na wzrost cen ropy naftowej i napiętą sytuację międzynarodową, która od tygodni destabilizuje rynki surowcowe. W poprzednich dniach media ekonomiczne i eksperci podkreślali, że eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz zaburzenia w transporcie surowców bardzo szybko przekładają się na wyższe koszty hurtowe, a później na ceny widoczne przy dystrybutorach.
To właśnie przełożenie cen hurtowych na detaliczne sprawia, że kierowcy odczuwają skutki globalnych napięć niemal natychmiast. Rynek paliw należy do tych segmentów gospodarki, w których reakcja na wydarzenia międzynarodowe jest wyjątkowo szybka. Gdy drożeje ropa, a rafinerie i dystrybutorzy płacą więcej za produkt, rachunek po krótkim czasie trafia na stacje. W efekcie zwykłe tankowanie staje się jednym z najbardziej odczuwalnych dla obywateli skutków sytuacji na światowych rynkach energii.
Największe znaczenie ma to dziś dla firm transportowych, przedsiębiorców i wszystkich kierowców zawodowych, ale skutki odczują także zwykli użytkownicy samochodów. Diesel jest paliwem kluczowym dla transportu drogowego, logistyki i części branż usługowych, dlatego jego rekordowa cena może bardzo szybko przełożyć się nie tylko na wyższe rachunki na stacjach, ale również na koszty przewozu towarów i ceny wielu produktów. Taki mechanizm rynek obserwował już wcześniej, a obecna prognoza przywraca obawy o kolejny impuls inflacyjny. To wniosek wynikający z ekonomicznej zależności między cenami paliw a kosztami transportu.
W najbliższych dniach kluczowe będzie więc nie tylko to, czy rekord rzeczywiście padnie, ale też jak długo utrzyma się obecna tendencja. Jeśli ceny ropy pozostaną wysokie, a sytuacja geopolityczna nie zacznie się stabilizować, presja na dalsze podwyżki może się utrzymać. Na razie prognozy nie dają kierowcom powodów do optymizmu. Wszystko wskazuje na to, że nowy tydzień może przynieść jeden z najmocniejszych testów dla rynku paliw od wielu miesięcy, a być może także nowy historyczny punkt odniesienia dla cen diesla w Polsce.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze