Politycy urządzają sobie przepychanki o salon VIP w Szpitalu Południowym w Warszawie, a tymczasem w całej tej sprawie zupełnie nie to jest najważniejsze.
Wybuchła afera, bo podobno, jak podają niektóre media, tysiące lekarzy pracuje za stawki miesięczne przekraczające 100 tys. zł, a nawet więcej. W odbiorze społecznym są to nieuczciwe poziomy wynagrodzeń. Wszystko jedno, czy na kontraktach, czy nie. Społeczeństwo odbiera to jako „skok na kasę”. Politycy odpowiedzialni za to, a także NFZ i Ministerstwo Zdrowia, unikają tego tematu jak mogą. A przecież ktoś dopuścił do takiej sytuacji, że jedni pracują za najniższą krajową, płacą podatki do budżetu, a inni „wyciągają” z tego budżetu horrendalne pieniądze dla siebie.
Dodajmy, że dzieje się to w sytuacji, gdy mamy do czynienia z upadkiem służby zdrowia, zadłużeniem szpitali i długimi kolejkami do badań i wizyt lekarskich. To niewyobrażalny skandal na miarę całego kraju. I politycy zamiast to naprawić, mydlą oczy obywatelom, czyli nam wszystkim, jednym wydarzeniem w warszawskim szpitalu.
Widać, że klasa polityczna pochwala w takim razie takie grabienie wspólnego budżetu z pieniędzy przez określoną klasę uprzywilejowaną, w tym przypadku część lekarzy. Poza jakąś uchwałą Sejmu o prowadzeniu ewidencji zarobków lekarzy nie ma żadnej woli ukrócenia tego procederu. Na razie politykom nie chce się tym zająć. To po co w ogóle funkcjonują jako politycy?
Obecny system opieki zdrowotnej jest nieefektywny. Wywołuje on wściekłość i frustrację pacjentów czekających w długich kolejkach, które – jak pokazała to w swoim filmiku m.in. aktorka Grażyna Szapołowska – są absurdalne. Np. badanie na cito, a termin proponowany za rok!
W tym całym systemie, który się wali i w którym brakuje pieniędzy, okazuje się, że jest stosunkowo dużo lekarzy prosperujących jak lekarze w USA, z wynagrodzeniami rujnującymi budżety szpitali. Ktoś im na to zezwolił, podpisał i zaakceptował takie rozwiązania. Wszyscy ci ludzie, jak dyrektorzy takich szpitali, rady nadzorcze, osoby z NFZ czy Ministerstwa Zdrowia, powinni być odwołani i nigdy więcej nie pracować przy publicznych pieniądzach.
Kto i kiedy podejmie się poprawienia tego systemu? Nie tak jak poprzednicy, którzy dorzucali pieniądze do budżetu zdrowia, a one były przeznaczane na niewspółmiernie wysokie wynagradzanie części lekarzy. To czysta patologia.
No i na końcu są lekarze, którzy pracują za „normalne” pieniądze. Jak to jest możliwe, że jeden lekarz zarabia miesięcznie na etacie 10 tys. zł do ręki, a inny 100 tys. zł na tzw. kontrakcie? Kontrakty to zwyczajne obejście sytuacji, aby dorabiać się wielkich pieniędzy z budżetu państwa. Temu ma służyć państwowa opieka zdrowotna?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze