Tusk chce ominąć parlament i prezydenta i podpisać umowę z Niemcami, która zmniejsza naszą suwerenność.
Portal wPolsce24 ujawnił dokumenty dotyczące przygotowywanej „Umowy o współpracy w dziedzinie obronności” między Polską a Niemcami. Z materiałów wynika, że prace nad porozumieniem prowadzone są w szybkim tempie, a cały proces koordynowany jest przez Ministerstwo Obrony Narodowej pod nadzorem wiceszefa resortu Pawła Zalewskiego. To właśnie z jego upoważnienia podpisano pismo kierowane do innych resortów.
Dokument datowany na kwiecień 2026 roku wskazuje, że ministerstwa otrzymały jedynie 10 dni na zgłoszenie uwag do projektu. Zastosowano również zasadę tzw. „milczącej zgody”, co oznacza, że brak odpowiedzi w terminie będzie traktowany jako akceptacja zapisów umowy.
W piśmie wskazano także planowaną datę podpisania dokumentu — 17 czerwca 2026 roku.

Wśród najważniejszych elementów projektu wymieniono kwestie wymiany informacji, współpracy wywiadowczej oraz mobilności wojskowej. Jak opisuje portal, dokument przewiduje działania dotyczące „infrastruktury wojskowej”, logistyki i wsparcia transportowego.
Autorzy publikacji zwracają uwagę na zapisy dotyczące „wspólnych operacji lotniczych” oraz współpracy w „cyberprzestrzeni oraz przestrzeni kosmicznej”. Krytycy projektu podnoszą pytania o zakres przyszłej obecności wojsk niemieckich na terytorium Polski oraz o bezpieczeństwo przekazywanych danych.
Największe emocje budzi jednak sposób procedowania dokumentu. Według informacji przedstawionych przez portal, rząd uznał, że umowa „nie ustanawia sojuszu, układu politycznego ani wojskowego”, dlatego nie będzie wymagała ratyfikacji przez parlament ani podpisu prezydenta w trybie art. 89 ust. 1 Konstytucji RP.
Oznaczałoby to przyjęcie dokumentu wyłącznie w drodze zatwierdzenia przez Radę Ministrów.
Krytycy tego rozwiązania wskazują, że zakres planowanej współpracy wykracza poza standardowe porozumienia techniczne i powinien zostać poddany szerszej debacie publicznej.
W projekcie znalazły się również zapisy dotyczące „rozwoju współpracy przemysłów obronnych” oraz „zamówień obronnych”. Zdaniem komentatorów może to oznaczać większe otwarcie polskiego rynku na niemieckie koncerny zbrojeniowe.
Pojawiają się obawy, że krajowe zakłady mogą zostać zepchnięte do roli podwykonawców, podczas gdy największe kontrakty trafią do zagranicznych producentów.
Sprawa wpisuje się w szerszą debatę dotyczącą kierunku polityki bezpieczeństwa prowadzonej przez rząd Donalda Tuska. Krytycy zwracają uwagę na równoległe rozmowy dotyczące europejskich programów zbrojeniowych oraz unijnego.
Tusk kompletnie przestał liczyć się z kimkolwiek i podpisuje niebezpieczne umowy z Niemcami, wypychając Polskę z sojuszu z USA, a spychając Polskę jako służalczy kraj wobec Niemiec w sferze wojskowej i przemysłu obronnego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze