Wybierzmy się w podróż śladami filmów i seriali, dzięki którym każdy z nas może poczuć się na chwilę globtroterem. Rozmawiamy z Weroniką Szabelewską, autorką książki „Filmowo-serialowy przewodnik po Europie. 100 wycieczek śladami ulubionych bohaterów”.
— Skąd wzięła się u ciebie fascynacja set-jettingiem, czyli podróżami śladami filmów i seriali?
— Zaczęło się to dość wcześnie i w sumie jeszcze zanim wiedziałam, że istnieje na to nazwa. Będąc natomiast na studiach obejrzałam film „Przed wschodem słońca”. Był to moment, w którym po raz pierwszy świadomie pomyślałam o mieście jako o doświadczeniu filmowym. Później, odwiedzając Wiedeń, przeszłam się śladami bohaterów. A z czasem zauważyłam, że podróżowanie śladami filmów daje mi dużo radości.
— Czy był jeden konkretny film lub miejsce, które zapoczątkowało pomysł na tę książkę?
— Nie było jednego „momentu olśnienia”. Raczej był to proces, który dojrzewał przez lata i stopniowo się nawarstwiał. Z jednej strony były filmy, które bardzo lubiłam i odwiedzałam miejsca, tak jak „Mamma Mia!”, a z drugiej takie, które wciąż są dla mnie inspiracją podróżniczą, choć jeszcze ich lokalizacji nie odwiedziłam, jak np. „Dirty Dancing” czy „Między Słowami”. Do tego dochodziły konkretne miasta. Londyn jest dla mnie wręcz modelowym przykładem filmowej przestrzeni, bo gdziekolwiek się ruszymy, natrafiamy na kadry znane z kina i seriali.
— Potem zaczęłaś po prostu więcej zauważać?
— Tak, a z czasem zaczęło się tego po prostu zbierać coraz więcej. Co ciekawe, wiele opisów powstało w trakcie pandemii, kiedy fizyczne podróżowanie było ograniczone, ale wyobraźnia pracowała znacznie intensywniej. Planowałam wtedy trasy „na przyszłość”, analizowałam filmy, rozpisywałam lokalizacje. I w pewnym momencie zobaczyłam, że to już nie są pojedyncze inspiracje, tylko spójna całość i gotowy materiał na przewodnik.
— Jak wyglądał proces wyboru tych stu tras? Co decydowało o tym, że dane miejsce trafiło do przewodnika?
— Wybór był w dużej mierze subiektywny i świadomie się z tym nie kryłam. Punktem wyjścia były przede wszystkim miejsca, które sama odwiedziłam oraz filmy i seriale, które są mi naprawdę bliskie. Zależało mi na tym, żeby ten przewodnik był nie tylko zestawieniem lokalizacji, ale też osobistą mapą inspiracji. Oczywiście brałam pod uwagę także bardziej „obiektywne” kryteria, jak np. rozpoznawalność, dostępność czy potencjał narracyjny danego miejsca. Jednocześnie ten proces był też sztuką rezygnacji. Musiałam odrzucić bardzo wiele produkcji i lokalizacji, które były warte uwagi, ale po prostu nie zmieściły się w tej konkretnej selekcji. Mam jednak nadzieję, że to nie jest zamknięty temat, a raczej początek i że jeszcze będzie okazja, żeby pokazać czytelnikom kolejne filmowe miejsca i historie.
— Która z opisanych lokalizacji zrobiła na tobie największe wrażenie na żywo?
— Największe wrażenie robią na mnie te miejsca, w których filmowa atmosfera naprawdę zostaje i można ją poczuć. Tak było w przypadku kościoła ze ślubu w „Mamma Mia!” - kaplicy Agios Ioannis sto Kastri (Św. Jan na Zamku), malowniczo położonej na wysokiej, stromej skale, około 100 metrów nad poziomem morza, na wyspie Skopelos. Pamiętam, że zrobiło na mnie ogromne wrażenie i po prostu dobrze się tam czułam. Bardzo emocjonalnym doświadczeniem były też dla mnie lokalizacje z filmu „Listy do Julii”. Już sama wizyta w tym miejscu sprawia, że serce bije szybciej, ale wyjątkowe jest to, że można tam naprawdę napisać list do Julii. Jeszcze bardziej zaskakujące było dla mnie to, że po roku przyszła odpowiedź na niego.
— Czy zdarzyło się jednak, że filmowa magia zupełnie różniła się od rzeczywistości?
— Bardzo często i to jest jedna z najciekawszych części set-jettingu. Film upraszcza, selekcjonuje i kadruje rzeczywistość. W efekcie miejsce na ekranie bywa bardziej doskonałe niż w rzeczywistości. To nie jest rozczarowanie, a raczej nowe odkrycie. Widzimy, jak działa język kina: światło, montaż, scenografia. Czasem okazuje się, że ikoniczna scena została nakręcona w bardzo zwyczajnym miejscu i to też może być fascynujące.
— Jak wyglądało zbieranie materiałów – więcej było podróżowania czy szukanie materiałów?
— To był zdecydowanie proces, w którym poszukiwanie materiałów zajmowało więcej miejsca niż samo podróżowanie. Wyjazdy były bardzo ważne, bo pozwalały zweryfikować wrażenia i zobaczyć, jak dane miejsce wygląda w rzeczywistości, ale wszystko zaczynało się dużo wcześniej. Spędzałam długie godziny na oglądaniu filmów i seriali „na nowo” i już nie tylko dla przyjemności, ale z konkretnym celem. Zatrzymywałam kadry, analizowałam tło, wyłapywałam detale, które mogły naprowadzić mnie na lokalizację. Czasem był to charakterystyczny budynek, innym razem fontanna, układ ulic czy nawet fragment szyldu. Trochę to przypominało śledztwo i szukanie punktu zaczepienia, który pozwoli połączyć filmową scenę z realnym miejscem na mapie. Dopiero potem przychodził etap planowania trasy i podróży.
— Która historia związana z planem filmowym najbardziej cię zaskoczyła?
— Zaskakiwało mnie to, jak często jedno miejsce „gra” zupełnie inne, ale najbardziej zapadła mi w pamięć historia związana z filmem Pachnidło: Historia mordercy. Kiedy obejrzałam ten film, byłam przekonana, że jeśli będę podążać jego śladami, czeka mnie podróż do Francji. Tym większe było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że większość zdjęć powstała w Barcelonie. W tym momencie zobaczyłam, jak działa magia kina i jak przestrzeń może zostać całkowicie przekształcona i „zagrać” coś zupełnie innego, niż jest w rzeczywistości.
— Dlaczego twoim zdaniem ludzie coraz chętniej podróżują śladami bohaterów filmowych?
— Myślę, że dlatego, że mogą odkrywać te same, często bardzo znane miejsca i atrakcje zupełnie na nowo. Set-jetting zmienia perspektywę i to już nie jest tylko kolejna wizyta w popularnym mieście, ale doświadczenie, które ma nowy kontekst i emocjonalne znaczenie. Dla mnie jest ważny też aspekt nostalgii. Takie podróże często mają charakter sentymentalny, bo wracamy do czasów, w których oglądaliśmy dane filmy czy seriale, do konkretnych etapów życia, emocji, które im towarzyszyły. Może to być powrót do dzieciństwa, do studiów, do jakiegoś przełomowego momentu.
— Czy set-jetting zmienia sposób, w jaki patrzymy na miasta takie jak Londyn, Paryż czy Łódź?
— Zdecydowanie tak. Miasta przestają być tylko geograficzne, a stają się kulturowe i narracyjne. Zaczynamy patrzeć na nie przez pryzmat historii, które zostały w nich opowiedziane. Londyn, jak wspomniałam, jest wręcz modelowym przykładem miasta filmowego. Mam wrażenie, że gdziekolwiek się tam ruszymy, natrafiamy na kadry znane z kina i seriali. Paryż z kolei od lat przyciąga twórców i widzów swoją estetyką. Powstaje tam ogromna liczba filmów i seriali, które później inspirują do podróży, jak choćby „Emily w Paryżu”. W efekcie miasto zaczyna funkcjonować nie tylko jako stolica Francji, ale też jako pewna wizja stylu życia i emocji. Bardzo ciekawym przykładem jest też Łódź, która ma ogromny potencjał filmowy. To miasto z silną tożsamością związaną z kinem. Działa tam Narodowe Centrum Kultury Filmowej, Muzeum Kinematografii w Łodzi, a także Szlak Bajkowy, który w bardzo przystępny sposób łączy przestrzeń miejską z animacją i historią polskiej kinematografii.
— Polska ma potencjał.
— Polska ma naprawdę duży potencjał, jeśli chodzi o set-jetting. Mamy różnorodne lokalizacje, ciekawe historie filmowe i coraz większą świadomość tego, że można je pokazywać i „opowiadać” turystycznie. Wszystko to zmienia sposób zwiedzania: bardziej niż „co zobaczyć”, interesuje nas „jak to miejsce zostało opowiedziane” i jak my sami możemy wejść w tę opowieść.
— Jak przygotować się do takiej podróży – czy wystarczy mapa i film, czy potrzeba czegoś więcej?
— Film to świetny początek, ale warto pójść krok dalej. Przygotowanie do set-jettingu to trochę jak śledztwo. Dobrze mieć mapę, zrzuty ekranów, czy też notatki z konkretnymi scenami. Sama często pracuję na konkretnych kadrach, próbując dopasować je do rzeczywistości, a to natomiast bardzo pomaga już na miejscu. Na pewno poleciłabym też sięgnąć po sprawdzone źródła – choćby mój przewodnik „Filmowo-serialowy przewodnik po Europie. 100 wycieczek śladami ulubionych bohaterów”, ale też różnego rodzaju grupy tematyczne, na przykład na Facebooku, gdzie ludzie dzielą się własnymi odkryciami i aktualnymi informacjami o lokalizacjach. Ważne jest jednak nie tylko przygotowanie techniczne, ale też nastawienie. Nie wszystko będzie wyglądać dokładnie tak jak w filmie i to jest w porządku. Dobrze jest też zostawić sobie przestrzeń na zwykłe doświadczenie miejsca, bo ostatecznie chodzi nie tylko o odtwarzanie scen, ale o tworzenie własnych wspomnień.
Katarzyna Janków-Mazurkiewicz
Weronika Szabelewska – autorka i podróżniczka, dla której film i serial są początkiem prawdziwej drogi. Od lat inspiruje się popkulturą, odwiedzając miejsca znane z ekranu i odkrywając je w ich autentycznym, codziennym wymiarze. Szczególnie interesuje ją to, jak ekranowe historie kształtują nasze wyobrażenia o świecie i motywują do podróżowania. Z tej pasji powstała książka „Filmowo-serialowy przewodnik po Europie. 100 wycieczek śladami ulubionych bohaterów” (Wydawnictwo Pascal), łącząca filmowe inspiracje z praktycznym podejściem do planowania podróży. Na co dzień jest dziennikarką specjalizującą się w turystyce oraz zastępczynią redaktorki naczelnej portalu Wasza Turystyka. Pod koniec kwietnia o przewodniku opowiadała w Olsztynie, w czasie spotkania w Planecie 11.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze