Kto zostanie nowym Jamesem Bondem? To pytanie od miesięcy rozpala wyobraźnię fanów, a wokół kultowej roli nie brakuje spekulacji. Po odejściu Daniela Craiga rozpoczęła się jedna z najbardziej wyczekiwanych castingowych operacji w Hollywood. Na liście kandydatów regularnie pojawiają się kolejne nazwiska, jednak twórcy wciąż nie zdradzają swoich planów. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że choć Henry Cavill przez lata uchodził za jednego z największych faworytów, dziś jego kandydatura jest praktycznie wykluczona. I nie chodzi o talent czy formę aktora.
Seria o agencie 007 znalazła się w nowym rozdziale swojej historii. Po premierze "Nie czas umierać" Daniel Craig definitywnie pożegnał się z rolą, a później prawa kreatywne do franczyzy przejęło Amazon MGM Studios. To właśnie tam zapadnie decyzja o tym, kto zostanie kolejnym Bondem.
Szefowa działu filmowego studia, Courtenay Valenti, podczas CinemaConu w Las Vegas zapewniła, że wybór nowego odtwórcy głównej roli nie będzie podejmowany pod presją czasu. Jak podkreśliła, stworzenie kolejnego rozdziału historii Jamesa Bonda to ogromna odpowiedzialność, dlatego studio chce mieć pewność, że podejmie właściwą decyzję.
Za nową odsłonę serii odpowiadają uznani twórcy. Reżyserem został Denis Villeneuve, scenariusz przygotowuje Steven Knight, a nad produkcją czuwają Amy Pascal, David Heyman i Tanya Lapointe. To właśnie oni będą odpowiedzialni za wykreowanie nowego 007 na wiele kolejnych lat.
Nazwisko Henry'ego Cavilla od dawna przewija się w dyskusjach o nowym Bondzie. Dla wielu fanów był kandydatem idealnym – elegancki, charyzmatyczny, wysportowany i znakomicie odnajdujący się w kinie akcji. Paradoks polega jednak na tym, że właśnie teraz jego największym problemem nie są umiejętności, lecz metryka.
Martin Campbell, reżyser odpowiedzialny za "GoldenEye" oraz "Casino Royale", dobrze zna kulisy wyboru odtwórców agenta 007. To właśnie on prowadził casting, w którym wiele lat temu uczestniczył także Cavill. Jak wspomina, aktor zaprezentował się bardzo dobrze, ale wtedy był po prostu zbyt młody. Rolę otrzymał Daniel Craig.
Dziś sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Campbell uważa, że Cavill jest obecnie... za dojrzały, by rozpoczynać przygodę z Bondem.
Decyzja nie wynika z obaw o kondycję Henry'ego Cavilla. Aktor pozostaje w świetnej formie fizycznej i bez problemu poradziłby sobie z wymagającymi scenami akcji. Problem leży gdzie indziej.
Kontrakt na rolę Jamesa Bonda nie obejmuje jednego filmu. Studio szuka aktora, który przez najbliższe kilkanaście lat będzie twarzą całej serii. Każda produkcja powstaje przez kilka lat, a kolejne części trafiają do kin średnio co trzy lata. Oznacza to, że odtwórca głównej roli musi być gotowy zagrać w kilku filmach rozłożonych na ponad dekadę.
Henry Cavill ma dziś 43 lata. Gdyby został wybrany, podczas realizacji trzeciego filmu miałby już ponad pięćdziesiąt lat. Dla producentów oznacza to zbyt krótką perspektywę budowania nowej odsłony franczyzy. Zależy im na młodszym aktorze, który będzie mógł przez wiele lat wiarygodnie wcielać się w agenta 007 i stać się twarzą serii na całą kolejną dekadę.
To właśnie dlatego wśród najczęściej wymienianych kandydatów coraz częściej pojawiają się nazwiska młodszych aktorów, takich jak Jacob Elordi, Callum Turner czy Louis Partridge. Wygląda więc na to, że w przypadku Henry'ego Cavilla nie zabrakło odpowiednich predyspozycji. Zabrakło jedynie... właściwego momentu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze