Blisko 500 mln euro, polityczne poparcie z Brukseli i obietnica „europejskich wartości” zamiast algorytmicznego chaosu. Tak w skrócie wygląda projekt W – nowej platformy społecznościowej, która ma być odpowiedzią Unii Europejskiej na serwis X Elona Muska. Inicjatywa już na starcie wzbudza jednak kontrowersje: od obowiązkowej weryfikacji tożsamości po silne powiązania z polityką i środowiskami ekoaktywistów.
Unijne instytucje wraz z powiązanymi z nimi kręgami politycznych decydentów postanowiły zainwestować niemal pół miliarda euro w stworzenie nowej platformy społecznościowej o nazwie W. Projekt reklamowany jest jako „bezpieczna”, „zweryfikowana” i „oparta na wartościach europejskich” alternatywa dla X, należącego do Elona Muska, który od miesięcy pozostaje w ostrym sporze z Komisją Europejską.
Oficjalne ogłoszenie inicjatywy nastąpiło podczas tegorocznego Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. To tam wybrzmiały obawy europejskich elit przed zalewem – jak to określono – „propagandowych treści z USA” oraz przed rosnącą rolą platform, które nie poddają się unijnej wizji regulowania debaty publicznej w sieci.
Duński publicysta Michał Jarlner zauważył w tym kontekście, że start projektu W zbiega się w czasie z najpoważniejszym kryzysem w relacjach transatlantyckich od czasów II wojny światowej, nawiązując do napięć między Danią a USA wokół Grenlandii.
Twórcy W zapowiadają, że nowy portal będzie oparty na weryfikacji użytkowników oraz ręcznej moderacji treści. Każdy, kto zechce założyć konto, będzie musiał potwierdzić swoją tożsamość dokumentem ze zdjęciem. Oficjalnym powodem jest walka z botami, trollami i kontami generowanymi przez sztuczną inteligencję.
To właśnie ten punkt budzi dziś największe emocje. Krytycy pytają, czy chodzi jeszcze o walkę z dezinformacją, czy już o stworzenie platformy, na której anonimowość – jedna z podstaw internetu – przestanie istnieć.
Szefowa projektu, Anna Zeiter, była przez ponad dekadę odpowiedzialna w eBayu za wdrażanie rozwiązań z zakresu AI i ochrony danych. W mediach społecznościowych przekonywała, że Europa pilnie potrzebuje własnej platformy, zarządzanej i hostowanej na Starym Kontynencie, która połączy weryfikację użytkowników z wolnością słowa i ochroną prywatności.
W wywiadzie dla szwajcarskiego magazynu „Bilanz” Zeiter dodała, że celem W jest promowanie „pozytywnej, pełnej szacunku komunikacji”, a publikowane treści mają być oceniane przez zespoły weryfikatorów pod kątem ich „wartości”.
Deklaracje o ręcznej moderacji i „przeglądzie wartości treści” natychmiast wywołały skojarzenia z dawnymi programami fact-checkingu w największych mediach społecznościowych. Zaledwie rok wcześniej Mark Zuckerberg wycofał się z podobnych rozwiązań na Facebooku, mówiąc wprost o „terrorze poprawności politycznej” i nieusuwalnej stronniczości moderatorów.
Tymczasem dla Komisji Europejskiej zacieśnienie kontroli nad treściami w sieci jest jednym z priorytetów na najbliższe lata. Oficjalnie chodzi o „bezpieczeństwo w internecie”, walkę z mową nienawiści i uzależniającymi algorytmami. Krytycy mówią jednak wprost o nowej odsłonie cenzury, tyle że ubranej w język troski o użytkownika.
Własność platformy W ma należeć do szwedzkiej spółki medialnej We Don’t Have Time, znanej przede wszystkim z działalności w obszarze aktywizmu klimatycznego. To właśnie ta firma finansowała projekt od samego początku.
Do jej zarządu zaproszono m.in. byłego wicekanclerza Niemiec Philippa Röslera, dwóch byłych ministrów Szwecji oraz Sandrine Dixson-Declève, przewodniczącą lewicowego Klubu Rzymskiego. Lista nazwisk sprawia, że trudno mówić o apolitycznym charakterze inicjatywy.
Dodatkowo za powstaniem platformy lobbowała grupa europosłów, którzy wystosowali do Komisji Europejskiej list otwarty, domagając się wsparcia – także finansowego – dla europejskich mediów społecznościowych. Oficjalnym powodem była troska o respektowanie unijnych regulacji przez globalnych gigantów technologicznych.
Sama Zeiter nie ukrywa, że powodzenie W w dużej mierze zależy od tego, czy europejscy politycy porzucą X i przeniosą swoją aktywność do nowego serwisu.
Powstanie W trudno oddzielić od narastającego konfliktu między Komisją Europejską a Elonem Muskiem. W grudniu ubiegłego roku Bruksela nałożyła na X karę 120 mln euro za rzekome naruszenia unijnej ustawy o usługach cyfrowych (DSA). Musk uznał argumentację Komisji za absurdalną.
Kilka tygodni później sekretarz stanu USA Marco Rubio ogłosił zakaz wjazdu do Stanów Zjednoczonych dla pięciu Europejczyków, których oskarżył o działania mające na celu wymuszanie cenzury na amerykańskich platformach.
Spór tylko podsycił narrację, że Europa chce stworzyć własną, ściśle kontrolowaną alternatywę dla amerykańskich serwisów społecznościowych.
To już kolejna próba zbudowania konkurencji dla X. Po przejęciu Twittera przez Muska i poluzowaniu zasad moderacji część środowisk liberalnych i lewicowych przeniosła się na Bluesky i Mastodona. Podobnie było w 2021 roku po zablokowaniu konta Donalda Trumpa – wtedy użytkownicy odpływali do Parlera, Gaba czy Truth Social.
W każdym z tych przypadków nowe platformy nie były w stanie zagrozić dominacji X jako globalnej agory debaty publicznej.
Dlatego projekt W budzi dziś jednocześnie ogromne zainteresowanie i spory sceptycyzm. Testowa wersja serwisu ma ruszyć latem tego roku, a pełne uruchomienie zaplanowano na koniec 2026 r.
Pytanie pozostaje otwarte: czy pół miliarda euro, polityczne wsparcie i obowiązkowa weryfikacja wystarczą, by przekonać Europejczyków do porzucenia największej platformy debaty publicznej na świecie? Czy raczej W stanie się symbolem europejskiej potrzeby kontroli tego, co wolno mówić w sieci?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze