Mieszkaniec stanu Utah zaspał do pracy i dzięki temu uratował z jeziora przemarzniętą kobietę i jej dwa psy. Pędząc do biura zauważył kobietę w wodzie. Ta próbowała ocalić tonące zwierzęta, ale po chwili sama - przemarznięta do szpiku kości - potrzebowała ratunku, bo umierała z wychłodzenia.
- Krzyczała, że przemarzła i nie jest w stanie się już poruszać. Że już dłużej nie wytrzyma. Zobaczyłem po prostu, że coś się unosi na powierzchni jeziora. Ale nie mogłem tam podejść. Zadzwoniłem po policję - relacjonował przebieg zdarzeń mieszkaniec Mantui.